Rynki piękne i brzydkie

Rynkowa odnowa
Bombardowane w czasie wojny, masakrowane architektonicznie w czasach PRL, a na koniec poddane ostrej konkurencji centrów handlowych, miejskie rynki straciły rangę. Czy zdołają jeszcze odżyć?
Mistrzostwo nieudolności w postarzaniu modernizmu osiągnięto na rynku w Chojnicach. To już nawet nie pastisz, to groteska.
Kornelia Żywicka

Mistrzostwo nieudolności w postarzaniu modernizmu osiągnięto na rynku w Chojnicach. To już nawet nie pastisz, to groteska.

Co tydzień tłumy rodaków, zachęconych serialem „Ojciec Mateusz”, pielgrzymują do Sandomierza, by podziwiać tamtejszy rynek. Zawsze tłoczno jest też na rynkach w Krakowie, Wrocławiu i w paru innych miastach. Ale te przykłady nie zatuszują prawdy: w ostatnich latach większość rynków w Polsce gwałtownie straciła rangę, jaką posiadały przez stulecia.

Zacznijmy od inwentaryzacji. Ile tych rynków tak naprawdę mamy? Szacunkowo, ponad tysiąc.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj