Mikołaj Trzaska – czołowy muzyk sceny free­jazzowej

Trąbię z wściekłości
Rozmowa z saksofonistą i klarnecistą Mikołajem Trzaską o tym, jak muzyka może reagować na rzeczywistość i jak powstaje muzyka do filmów Smarzowskiego.
„Free jazz jest najbardziej prymitywną – mówię to w potrójnym cudzysłowie – i zarazem najbardziej złożoną formą muzyki”.
Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta

„Free jazz jest najbardziej prymitywną – mówię to w potrójnym cudzysłowie – i zarazem najbardziej złożoną formą muzyki”.

Jakub Knera: – Czym jest free jazz?
Mikołaj Trzaska: – To granie tu i teraz. Muzyka, w której decydujesz się na komentowanie obecnej sytuacji, korzystając z własnego instynktu i doświadczenia. Muzyka free wychodzi ze mnie pod wpływem inspiracji wszystkim, czego w życiu doświadczam, szukam w niej indywidualnej jakości.

Zapisu nutowego nie ma. Skąd muzyk ma wiedzieć, co zagra?
Nuty w muzyce, tak jak litery dla słów, to rzecz wtórna. Ludzie wymyślili je, żeby utrzymać pamięć. Free jazz jest najbardziej prymitywną – mówię to w potrójnym cudzysłowie – i zarazem najbardziej złożoną formą muzyki. To dla mnie muzyka święta – jeśli masz kontakt z tym, co dzieje się tu i teraz, oznacza to, że jesteś muzykiem na sto procent.

Czyli?
Rozumiesz muzykę w sposób kompleksowy. Nie tylko jako zestaw dźwięków, zapisów i form, ale też jako opisywanie i odczytywanie świata.

Na ile ważne jest, aby osoba, która cię słucha, znała historie, z których wypływa to, co grasz?
Taka twórczość wymaga od słuchacza przygotowania, ale przede wszystkim wymaga wrażliwości i gotowości na podjęcie wyzwania. Słuchając free jazzu, nie możesz być obojętny, bo to jest nie do wytrzymania. Ta sama sytuacja dotyczy czytania.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj