Kultura

Grupa rekonstrukcyjna

Republika powraca

Republika w 1991 r., od lewej: Leszek Biolik, Jacek Rodziewicz, Grzegorz Ciechowski, Zbigniew Krzywański, Sławomir Ciesielski. Republika w 1991 r., od lewej: Leszek Biolik, Jacek Rodziewicz, Grzegorz Ciechowski, Zbigniew Krzywański, Sławomir Ciesielski. Andrzej Świetlik / Forum
Republika wraca na scenę, by odegrać legendarny album „Nowe sytuacje”. Bo nowa sytuacja polega na tym, że jest moda na prezentacje klasycznych płyt na koncertach.
Jacek „Budyń” Szymkiewicz w roli wokalisty (i flecisty) podczas koncertu w toruńskim klubie Od Nowa, poświęconego pamięci Grzegorza Ciechowskiego.Mikołaj Kuras/Agencja Gazeta Jacek „Budyń” Szymkiewicz w roli wokalisty (i flecisty) podczas koncertu w toruńskim klubie Od Nowa, poświęconego pamięci Grzegorza Ciechowskiego.

Wydana 31 lat temu płyta „Nowe sytuacje” to arcyważne wydarzenie w historii polskiej muzyki popularnej. Ale seria występów, które przygotowują właśnie członkowie Republiki, jest przejawem stosunkowo świeżej światowej tendencji do koncertowych rekonstrukcji starych płyt, granych zwykle w oryginalnych aranżacjach i takim samym brzmieniu jak niegdyś.

Przedpremierową odsłonę rzecz miała w grudniu zeszłego roku w toruńskim klubie Od Nowa, na corocznym koncercie poświęconym pamięci Grzegorza Ciechowskiego. Dawni republikanie – Zbyszek Krzywański (gitara), Sławek Ciesielski (perkusja) i Leszek Biolik (bas) – wspomagani przez pianistę Bartłomieja Gasiula oraz zaproszonych do wykonania partii wokalnych Piotra Roguckiego, Tymona Tymańskiego i Jacka „Budynia” Szymkiewicza, odegrali cały materiał z debiutanckiej płyty Republiki. Zaczęło się jednak jeszcze rok wcześniej. Po wspomnieniowym koncercie (tym razem przeboje Republiki i Ciechowskiego wykonywały kobiety, a akompaniowali muzycy z zespołu Krzywańskiego Depresjoniści) Leszek Biolik zasugerował Zbyszkowi Krzywańskiemu, że może byłoby dobrze zagrać jednak w składzie republikańskim, na co nieustannie czekają fani przychodzący do Od Nowy.

Najlepszym momentem wydawało się 30-lecie „Nowych sytuacji”, a rocznicowy koncert zrobił na publiczności tak duże wrażenie, że teraz pod hasłem „Nowe sytuacje” ruszy seria występów, na których – bez bisów i dodatkowych piosenek – zespół w składzie Biolik, Ciesielski, Krzywański, Gasiul, Tymański, Szymkiewicz, Rogucki (skład wokalistów będzie rotacyjny, ale zawsze dwaj muszą być obecni na koncercie) odtworzy na scenie materiał z tej płyty. Na oficjalnej stronie internetowej Republiki tak zaanonsował projekt Zbigniew Krzywański: „W związku z entuzjastycznym przyjęciem koncertu postanowiliśmy przypomnieć tę płytę szerszej publiczności – wzorując się na działaniach Petera Hooka and the Light, odtwarzającego po kolei płyty Joy Division”.

Tropem samych siebie

Peter Hook, basista i współzałożyciel Joy Division, od 2010 r. objeżdża świat z koncertami, na których wraz z grupą Peter Hook and the Light odtwarza na scenie materiał z płyt Joy Division, a ostatnie swoje koncerty poświęca scenicznej rekonstrukcji albumów „Low-Life” i „Brotherhood” zespołu New Order, który założył po śmierci Iana Curtisa. W lutym 2012 r. wystąpił w warszawskim Palladium z rekonstrukcją dwóch pierwszych płyt Joy Division – „Unknown Pleasures” i „Closer”. Polscy fani brytyjskiej „zimnej fali” byli wniebowzięci.

 

Hook nie jest w tym pomyśle osamotniony. Na początku tego roku ruszyła trasa koncertowa Petera Gabriela, zorganizowana z okazji 25 rocznicy solowego albumu artysty „So”. 14 maja materiał z tej głośnej płyty zostanie zaprezentowany na żywo w łódzkiej Arenie. Wcześniej swoje dawne albumy odgrywali na specjalnych trasach koncertowych The Flaming Lips (album „Soft Bulletin”), Primal Scream („Screamadelica”), Soundgarden („Superunknown”) czy Suede („Dog Man Star”). Za prekursora całego tego muzycznego ruchu rekonstrukcyjnego można uznać Rogera Watersa, który w lipcu 1990 r. w Berlinie, na okoliczność zburzenia muru berlińskiego, przedstawił materiał z płyty „The Wall”. Od grudnia 2009 r. Waters realizuje zresztą ogólnoświatową trasę koncertową „The Wall”, która w zeszłym roku miała przystanek na Stadionie Narodowym w Warszawie. Spektakl ewoluuje – jego ostatnie realizacje przebijają dotychczasowe normy nie zawsze znośnej pompatyczności, z której sceniczne i kompozycyjne produkcje Watersa słynęły od zawsze.

Stare płyty rekonstruują scenicznie bardzo różni, jak widać, wykonawcy, którzy jednak trzymają się podobnych zasad: przypominany materiał zawsze dotyczy płyt ważnych, niekiedy wręcz przełomowych, a odtwarzają je na koncertach ci, którzy owe płyty w ich oryginalnych wersjach tworzyli. To w sposób istotny odróżnia te działania od praktyki tzw. cover bandów (zespołów grających swoje wersje cudzych przebojów). Nie chodzi też o to, by przypominać „stare, dobre kawałki”, co jest rutyną w przypadku każdego znanego artysty, ale by się skoncentrować na wybranej płycie czy płytach. W Polsce podobne dokonania mają w swoim dorobku Lech Janerka z płytą „Historia podwodna”, Apteka z albumem „Menda”, Kury Tymona Tymańskiego z „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” – wszystkie te trzy klasyczne płyty można było usłyszeć na katowickim Off Festivalu. A niedługo, w związku z reedycją albumu „Prymityw”, materiał z tej płyty grać będzie na koncertach T. Love.

Liczy się całość

Republika (założona w 1981 r.) od śmierci Grzegorza Ciechowskiego w 2001 r. nie istnieje, ale fanklub zespołu działa nieprzerwanie. To m.in. dlatego Biolik i Krzywański są przekonani, że sceniczne wskrzeszenie „Nowych sytuacji” ma głęboki sens. Poza tym wydany w 1983 r. album otworzył drogę do zupełnie innego myślenia o muzyce (nie tylko zresztą rockowej) niż to, które dominowało w Polsce wcześniej. Koncepcja Republiki zakładała budowanie spójnego systemu znaczeń: począwszy od czarno-białych pasów na okładce płyty, poprzez chłodną, oszczędną ekspresję sceniczną w trasie koncertowej promującej płytę, aż po zawartą w tekstach Ciechowskiego wizję świata, w której przeplatały się ze sobą motywy apokaliptyczne i kryptopolityczne, współtworzące obraz wymyślonego państwa. Krzywański mówi, że na początku był wybór estetyczny, który potem nabierał znaczeń, by w efekcie stać się adekwatną ilustracją przekazu – tekstowego i muzycznego.

Kiedy niedługo po wydaniu „Nowych sytuacji” rozmawiałem z Grzegorzem Ciechowskim o tym, jak sobie radzi Republika z nagraniami, koncertami i fanami, uderzyło mnie, że tak dużo mówił o rzeczach pozornie mało ważnych dla samej muzyki – dlaczego zespół się fotografuje i występuje w czarnych ubraniach, dlaczego na koncertach wykorzystuje się wyłącznie białe światła i dlaczego muzycy podczas występów, zamiast szaleć na scenie jak typowi rockmani, zachowują się, jakby byli automatami do grania na instrumentach. No i co znaczy ta osławiona czerń i biel. „Liczy się całość” – powtarzał Ciechowski, przekonany, że muzyka, jaką gra z kolegami z Republiki, nie jest przeznaczona do tańca, a koncert ma być wydarzeniem artystycznym – jak performance albo spektakl teatralny. Taki pomysł na zespół i taki kontekst debiutanckiej płyty silnie kontrastował ze specyfiką ówczesnej sceny rockowej, na której panował swobodny chaos, symboliczny śmietnik i amatorska żywiołowość.

 

Świat opresji i inwigilacji

Płytę nagrywali w studiu Tonpressu przez zaledwie siedem dni, nie licząc dodatkowej sesji z dogrywaniem partii fortepianu w Polskich Nagraniach. Początkowo wydawcą miał być Poljazz, wytwórnia Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Ówczesny szef PSJ Tomasz Tłuczkiewicz w rozmowie z chłopakami z zespołu nagle zadał pytanie, dlaczego ta kapela, o której tyle się mówi, nie mogłaby nagrać płyty – i zaproponował, by zrobili to dla Poljazzu. Andrzej Ludew – ich ówczesny menedżer – wykombinował, że jednak korzystniej będzie, jeśli płytę wykupi od Poljazzu inny wydawca, polonijna firma Polton. Tak zrobiono, i Republika stała się jednym z pierwszych rodzimych zespołów rockowych, które zafunkcjonowały w warunkach prawie wolnorynkowych. Ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze było przesłanie zawarte w piosenkach.

A z piosenek składających się na „Nowe sytuacje” wyłaniał się zdehumanizowany świat opresji, inwigilacji, odgórnego dyktatu, braku alternatywy oraz strachu i paranoi jako indywidualnej reakcji na taki stan rzeczy. Chociaż rzeczona wizja ujmowana była metaforycznie i parabolicznie, publiczność wiedziała, o co chodzi. Decydował kontekst: te piosenki słuchane były po traumie wprowadzenia stanu wojennego i w okolicznościach nachalnej propagandy jego słuszności, co powodowało, że najdrobniejsza nawet aluzja polityczna była wyłapywana i interpretowana spontanicznie i natychmiast. Tak odbierano wystawiane w teatrach sztuki Mrożka i tak słuchano piosenek Republiki – najpierw „Kombinatu”, potem „Telefonów”, a wreszcie utworów z „Nowych sytuacji”. Kiedy dziś porównujemy ówczesne teksty Republiki z tymi, które śpiewały kapele punkowe, te pierwsze wydają się o wiele mocniejsze w krytyce rzeczywistości, mimo całego swojego zmetaforyzowania.

Na płycie znalazło się dziesięć piosenek, ale nie było wśród nich megahitów znanych z radia: „Telefonów”, „Białej flagi” i „Sexy doll”. Zbyszek Krzywański tłumaczy dlaczego: – Ta płyta była pomyślana jako jednorodna całość – stylistyczna i brzmieniowa. Może niekoniecznie concept album, ale dzieło logicznie zbudowane z odpowiednio dobranych elementów, które miały się składać na wizję fikcyjnego państwa – Republiki. Te trzy piosenki, które nagraliśmy dla radia niemal w tym samym czasie, kiedy nagrywaliśmy płytę, nie pasowały do pomysłu.

Inspiracje owej spójnej koncepcji były różne. Krzywański wymienia płytę Pink Floydów „Dark Side of the Moon”, której był zawsze wielbicielem, ale też albumy Talking Heads, Briana Eno czy – przede wszystkim Franka Zappy.

Ciekawe, jak odbierze sceniczne powtórki albumu owa „szersza publiczność”, wspominana przez Krzywańskiego. No i czy teksty piosenek – owszem, wieloznaczne, ale przecież mocno osadzone w historycznym momencie swojego powstania – zachowają w odbiorze swoje, tak wysoko kiedyś cenione przez recenzentów, walory?

Trasa rozpocznie się w maju, potem będzie trwać przez plenerowe lato, na jesieni koncerty klubowe (w dużych salach typu Palladium). Przez cały sezon będzie można więc sprawdzić, czy „Nowe sytuacje” są wciąż nowe.

Polityka 16.2014 (2954) z dnia 15.04.2014; Kultura; s. 102
Oryginalny tytuł tekstu: "Grupa rekonstrukcyjna"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną