Traktat o wychodzeniu z teatru
Bywa, że w sprawozdaniach z premier ważniejsze od tego, kto przybył, jest ustalenie, kto wyszedł w trakcie przedstawienia i co chciał w ten sposób zademonstrować.
Bulwersującą kwestię demonstracyjnego wychodzenia z teatru próbuje się wpisać w szersze zjawisko kulturowe, jakim jest bez wątpienia konflikt pokoleń.
Mirosław Gryń/Polityka

Bulwersującą kwestię demonstracyjnego wychodzenia z teatru próbuje się wpisać w szersze zjawisko kulturowe, jakim jest bez wątpienia konflikt pokoleń.

Kto uważa, że demonstracyjne wychodzenie z teatru zaczęło się wraz z pojawieniem się reżysera Jana Klaty, jest w wielkim błędzie. Gest, który jednych bulwersuje, zaś przez innych uważany jest za niezbywalne prawo widza kupującego bilet, historykom teatru znany jest od dawna.

Gustaw Holoubek, niezapomniany odtwórca roli Gustawa-Konrada w „Dziadach” Kazimierza Dejmka, których zdjęcie przez władze w 1968 r. spowodowało demonstracje studenckie, pięć lat później udał się do królewskiego miasta Krakowa, by zobaczyć „Dziady” Konrada Swinarskiego.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną