Kawiarnia literacka

Psi ogon za 10 dolarów
Szłam przez stolicę Tiranę, miasto martwego tyrana, gdy naraz ujrzałam w oknie posępną damę z dziwacznym kotem. Nie, to chyba jest pies, pomyślałam. Przystanęłam, by umysł w spokoju przypisał obraz stworzenia do nazwy gatunku, i wtem rzekłam na głos: Małpa.

Lecz skąd w Tiranie biorą się małpy?

Ach, jakie głupie pytanie. Ze sklepu z małpami!

Jeszcze tego samego dnia, spacerując główną ulicą, usłyszałam dźwięk przeciągły, wysoki, dziki, ani zwierzęcy, ani ludzki. Poszłam za dźwiękiem. I wtedy, w samym centrum niewielkiego przybytku, pośród klatek z niemrawym owczarkiem, wyliniałym pudlem i ratlerkiem o zaropiałych oczkach, ujrzałam małpę. Małpa, ten mały prawie-człowiek w rozpaczy, uderzała brudnym, pluszowym misiem o pręty klatki. Waliła w nią jednostajnie, wyjąc, z taką siłą, że nie mogłam dłużej patrzeć. Musiałam uciec przed tym zwierzęciem, które nie pojmuje głupoty człowieka, ale tak mocno odczuwa jego okrucieństwo.

Szłam dalej, małpa jakby ze mną. Żal stworzenia, ale też ulga z powodu własnej bezradności, takie asekuranctwo: co mogę zrobić? Więc gdy wieczorem spotykam znajomego albańskiego dziennikarza Ervina, rzucam się na niego ze swoim poczuciem winy: Albania krzywdzi małpy! Wstyd albański!

On na to ze spokojem: To nie jest problem. Problemem są psie ogony. Psie ogony za 10 dolarów.

– W 2011 r. – zaczął Ervin, połechtany wrażeniem, jakie zrobił – władze Tirany orzekły, że czas poradzić sobie z problemem bezpańskich psów. Wycenili martwego psa na 10 dolarów. Znakiem martwego psa miał być odcięty ogon.

Tak jak skalp martwego Indianina, pomyślałam. Albo ucho Wietnamczyka w amerykańskiej kieszeni. Albo sutki kobiet z Juarez zawieszone na łańcuszkach bandytów z Juarez.

– 10 dolarów za psi ogon to nie było mało – ciągnął Ervin. – Ludzie mieli w domu pistolety jeszcze z czasów wojny. Kto głupi nie jest, trzyma w domu pistolet. Niektórzy wyszli na ulicę za dnia, ale większość w nocy, z troski o dzieci. Pojawili się baronowie ogonowi, którzy wyciągali nawet 100 dolarów dziennie. Cena za ogony spadła do 5 dolarów. W końcu merostwo orzekło, że to żaden biznes. Psy wytruwają teraz śmieciarze, truchła wrzucają do kontenerów na śmieci.

Zastanawiałam się, jak wyglądało dostarczanie ogonów. Czy lądowały na biurku urzędniczki? Zawinięte w szmatę czy gazetę? Były natychmiast niszczone, by nie trafiały znowu do obiegu, czy gdzieś składowane? Kto liczył ogony i wypłacał pieniądze?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj