Kultura

„Virtuti”, czyli „męstwu”

Kawiarnia literacka

Mój dziadek był bohaterem. Obaj dziadkowie i obie babcie byli w tym czy w innym sensie bohaterami, takie były czasy, taki – że strawestuję panią minister – mieliśmy wtedy klimat; ale on miał to potwierdzone urzędowo, orderem Virtuti Militari.

Właściwie dwoma Virtuti, bo jedno dostał od rządu londyńskiego, a drugie już w Polsce, kiedy peerelowskie władze postanowiły go jednak odznaczyć – mimo że wcześniej wyrzuciły go z marynarki z wilczym biletem, a kilku jego najbliższych kolegów zamordowały w więzieniach.

To, że był bohaterem, czasem się przydawało – jak wtedy, kiedy w oflagu Woldenberg poproszono admirała Unruga, dowódcę Floty, żeby ukrócił żarty swojego podwładnego, porucznika Jacka Dehnela.

Polityka 35.2014 (2973) z dnia 26.08.2014; Kultura; s. 99
Oryginalny tytuł tekstu: "„Virtuti”, czyli „męstwu”"

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020