Kultura

Taka dziewczyna

Lena Dunham debiutuje jako pisarka

W książce Leny Dunham najwięcej kontrowersji – zwłaszcza w pruderyjnej Ameryce – wywołały fragmenty o seksie. W książce Leny Dunham najwięcej kontrowersji – zwłaszcza w pruderyjnej Ameryce – wywołały fragmenty o seksie. Christopher Polk/NBC / Getty Images
Dzięki serialowi „Dziewczyny” stacji HBO jego twórczyni Lena Dunham stała się głosem pokolenia millenialsów. Właśnie wychodzi po polsku jej debiutancka książka „Nie taka dziewczyna”.
Nominację do Złotych Globów (kolejną już) Dunham otrzymała za komediowy serial „Dziewczyny”, którego czwarty sezon właśnie pokazuje stacja HBO.HBO Nominację do Złotych Globów (kolejną już) Dunham otrzymała za komediowy serial „Dziewczyny”, którego czwarty sezon właśnie pokazuje stacja HBO.

Tytuł dobrze opisuje strategię artystyczną 29-letniej dziś Dunham. Faktycznie jest ciut inna. Chodzi nie tylko o kilka dodatkowych kilogramów, których nie zamierza się pozbywać ani ukrywać. Przeciwnie, eksponuje je, w życiu i na ekranie, wraz z licznymi tatuażami, rzucając wyzwanie normom estetycznym i oczekiwaniom wobec kobiet. Na tegorocznej gali rozdania Złotych Globów wystąpiła – jak wszystkie nominowane aktorki, autorki i reżyserki – w pięknej sukni od renomowanego projektanta. Wcześniej jednak wrzuciła do sieci selfie z przygotowań. Stoi na nim przed lustrem, ubrana w spodnie od dresu i... ochraniacze na sutki, komentując w ten sposób pełną hipokryzji politykę Hollywood wobec kobiecego ciała: biust – tak, sutki – nie. Na samej gali jej silikonowe ochraniacze przewędrowały z biustu na policzki.

Nominację do Złotych Globów (kolejną już) Dunham otrzymała za komediowy serial „Dziewczyny”, którego czwarty sezon właśnie pokazuje stacja HBO. Kiedy startował, był prawdziwym objawieniem – inteligentnym i ironicznym autoportretem pokolenia dwudziestoparolatków, którzy kończą studia w Nowym Jorku w czasie kryzysu ekonomicznego. Narcystyczni, wychowywani w przeświadczeniu, że są wyjątkowi, naładowani marzeniami o życiu rodem z kultowej serii „Seks w wielkim mieście”, zaliczają zderzenie z rzeczywistością: pracą poniżej kompetencji, permanentnym stresem.

Ktoś nazwał Dunham Woodym Allenem z macicą. Oboje tworzą autorskie dzieła – piszą scenariusze, są reżyserami i aktorami. Oboje mają inteligenckie poczucie humoru, ich żarty są pełne odwołań do (pop)kultury. Kreują podobny typ bohatera – zakompleksionego i narcystycznego jednocześnie, neurotyka poddającego się nieustannej autoanalizie. Oboje żartują z własnego ciała i seksualności. No i oboje są mieszkańcami Manhattanu.

Różni ich data urodzenia, czyniąca z Duham przedstawicielkę pokolenia millenialsów, i płeć, którą poddaje analizie z perspektywy feministycznej. Niedawno, tłumacząc różnice w odbiorze sztuki tworzonej przez mężczyzn i kobiety (dzieła artystek uznaje się zwykle za zakamuflowane autoportrety, w dziełach mężczyzn widzi się historie uniwersalne), za przykład podała właśnie Woody’ego Allena. Nikt w jego filmach, w których nierzadko portretował erotyczną fascynację starszych mężczyzn nastolatkami, nie dostrzegał odbicia faktów z biografii reżysera. Powracające oskarżenia o molestowanie córki były i są ignorowane. Dunham otwarcie stanęła po stronie oskarżycielek.

Podtytuł książki brzmi „Młoda dziewczyna o tym, czego »nauczyło« ją życie”. Ten cudzysłów ma pokazać dystans Dunham (rocznik 1986) wobec gatunku, z którym w książce świadomie pogrywa – niezwykle popularnego, zwłaszcza w Stanach, poradnika-pamiętnika, w którym autor dzieli się z czytelnikami osobistymi doświadczeniami, opowiada o tym, jak z mozołem pokonywał wewnętrzne i zewnętrzne przeszkody na drodze do sukcesu i szczęścia. A wszystko po to, by inni mogli pójść w jego ślady. Niedawno pierwsze miejsce na listach bestsellerów „New York Timesa” okupowała pozycja „Spełnienie. Nowy wymiar twojego sukcesu”, reklamowana jako „niezwykle motywująca historia osobistego przebudzenia Arianny Huffington, założycielki »Huffington Post«”. „Nie taka dziewczyna” Dunham dotarła do miejsca drugiego. Autorka propozycję jej napisania, wspartą zaliczką w wysokości 3,5 mln dol., otrzymała w wieku 26 lat.

W swoim stylu, łączącym poczucie humoru, ekshibicjonizm i skłonność do autokompromitacji, opisuje własną drogę: od zakompleksionej, znerwicowanej dziewczynki z obsesją choroby, śmierci i braku bliskości – do świadomej siebie i szczęśliwie zakochanej młodej kobiety oraz kreatywnej artystki, która jako 23-latka zadebiutowała z sukcesem własnym serialem. Brzmi trochę banalnie i książka momentami taka właśnie jest. Choć Dunham nie szczędzi szczegółów, daje głęboki wgląd w swoje życie, bywa autoironiczna, a nawet okrutna wobec siebie. W pierwszym sezonie serialu „Dziewczyny” grana przez autorkę Hannah – aspirująca pisarka – opisując siebie, jednocześnie nieźle charakteryzuje sposób działania samej Dunham: nikt nie może powiedzieć na mój temat niczego bardziej przykrego czy okrutnego, czego sama nie powiedziałabym sobie w ciągu ostatnich 30 minut.

„Od wczesnego dzieciństwa opowiadałam rodzicom, siostrze, babci (właściwie każdemu, kto chciał słuchać) o swoich pragnieniach. Żyję w świecie, który jest wręcz obsesyjnie wolny od tajemnic” – pisze, do rodzinnego grona włączając także czytelników książki, którym zwierza się z problemów z koncentracją, z wagą i z poczuciem własnej wartości. „Pozwalanie, by ktoś traktował cię jak śmiecia, to ani zabawa, ani transgresyjny eksperyment intelektualny. To coś, co przyjmujesz, z czym się godzisz i wierzysz, że na więcej nie zasługujesz. Sprawa jest prosta. Ja jednak ze wszystkich sił próbowałam udawać, że jest skomplikowana”. Opisuje diety i sesje terapeutyczne, żebranie o seks, nieudane związki, zerwane przyjaźnie.

W serialu obśmiewa swój (pokoleniowy, w końcu należy do oversharing generation – pokolenia, dla którego intymność i dyskrecja wydają się pozostawać hasłami z Wikipedii) książkowy ekshibicjonizm, wkładając w usta Hannah, autorki e-booka, słowa: „Opisałam tam wszystko, co mnie spotkało: kamica nerek od masturbacji, to jak zasnęłam na stercie pudełek po pizzy, jak całowałam się z uchodźcą z Kuby i to, co się stało później z długopisem z brokatem – wszystko tam jest”.

Najwięcej kontrowersji – zwłaszcza w pruderyjnej Ameryce – wywołały fragmenty o seksie. Dunham, która w serialu bez kompleksów odgrywa nierzadko dość upokarzające sceny seksu, z sadystyczno-masochistyczną przyjemnością pokazuje mocno okrągłe, pokryte tatuażami ciało, także w książce nie szczędzi opisów swoich zmagań z ciałem i seksualnością. Bolesne miesiączki porównuje do postrzału w krocze albo „jakby co trzy tygodnie w moich majtkach rozgrywał się wypadek samochodowy”. Prawdziwą burzę wywołał fragment, w którym jako siedmiolatka próbuje sprawdzić, czy jej roczna siostra Grace także ma waginę. Gdy odchyla małej pieluchę, zauważa, że dziewczynka w zabawie napchała sobie tam kamyczków. Woła matkę. Niewinna anegdota z dzieciństwa posłużyła dziennikarzowi „National Review” i twórcom prawicowego portalu Truth Revolt jako pretekst do oskarżenia Dunham o „niestosowny dotyk” i molestowanie seksualne siostry. Rozpętała się burza, w mediach wypowiadali się psychologowie, seksuologowie, a na koniec 23-letnia Grace Dunham, ujawniona lesbijka (to też opisuje bez skrupułów, ale wzruszająco w książce jej siostra). Sama Lena odpowiadała głównie na Twitterze, pisząc, że te oskarżenia „nie są zabawne, tylko wkur... zasmucające i obrzydliwe. Poza wszystkim, jeśli będąc dzieckiem nigdy nie zajrzeliście innemu dziecku do waginy, to moje gratulacje”. A potem, już za radą prawników, przeprosiła za użycie w książce frazy „seksualny drapieżnik” w żartobliwym kontekście – było niestosowne i mogło dotknąć ofiary gwałtów.

Sama Dunham także ma za sobą to dramatyczne wydarzenie. Opisuje historię z czasów college’u, gdy na imprezie, pijana i pod wpływem jakichś substancji, ocknęła się w trakcie brutalnego stosunku seksualnego, na który świadomie nie wyraziła zgody. Nie użyła słowa gwałt, ale przyznawała, że tak się czuła: wykorzystana, obolała, a cała sprawa tkwi w niej do dziś: „Ciągle robię żart za żartem, ale łzy mnie zdradzają”. Konserwatywni dziennikarze próbowali podważyć prawdziwość tej opowieści. Dotarli do chłopaka o podanym w książce imieniu, studiującego w tym samym miejscu i czasie co Dunham, który zaprzeczył, jakoby miał coś wspólnego z opisem i zagroził autorce pozwem sądowym. Dunham i jej wydawnictwo wydali oświadczenie, w którym tłumaczyli, że użyte przez Dunham imię Barry jest pseudonimem.

Ale młoda gwiazda ma także krytyków na lewicy i w środowiskach kobiecych. Zarzucają jej, że nie używając słowa gwałt, nie chce przyznać, że była ofiarą, a nie winną zajścia, co nie tylko nie pozwala jej się w pełni otrząsnąć, ale też stanowi zły wzór dla czytelniczek. Dunham krytykowana jest również za to, że jej książka i serial przedstawiają Amerykę „wypraną z kolorów” i jednolitą klasowo. Przyjaciele Dunham i serialowej Hannah są niemal wyłącznie biali i pochodzą z klasy średniej.

Trzeci zarzut dotyczy feminizmu Dunham. Z jednej strony pokazuje w serialu, że piękne może być także ciało niemodelki, że nie należy się wstydzić zbędnych kilogramów. Z drugiej zaś, wystąpiła na okładce „Vogue’a”, godząc się, by jej zdjęcie (autorstwa Annie Leibovitz) przedstawiało jej upiększoną wersję. Broniąc się, Dunham przypominała w „Slate”, że magazyny typu „Vogue” nie mają odzwierciedlać rzeczywistości, tylko produkować piękne fantazje. W „Guardianie” tłumaczyła, że styliści „Vogue’a” „zrozumieli i wydobyli moją osobowość, kreatywność, to, kim jestem”. Dla równowagi pokazała zdjęcia, na których naga siedzi na sedesie i wcina tort.

A feministką wciąż się czuje. To dzięki niej jej przyjaciółka piosenkarka Taylor Swift (a wraz z nią miliony obserwujących ją na Twitterze) zrozumiała, że „feminizm to nie nienawiść do mężczyzn”, tylko dążenie do równego traktowania obu płci. Cel swojej książki tłumaczy w przedmowie: „Już wiem, że będę się wstydzić myśli, iż mam ci cokolwiek do zaproponowania, ale także poczuję dumę, jeśli powstrzymam cię przed przejściem na kosztowną płynną dietę albo przed myśleniem, że to z twojej winy odchodzi partner, onieśmielony misją, jaką masz do spełnienia na ziemi”.

W samej książce najciekawszy i paradoksalnie najbardziej poruszający jest rozdział zatytułowany „Nie pieprzyliśmy się, a i tak na mnie wrzeszczeli”. „Taki będzie tytuł autobiografii, którą napiszę w wieku 80 lat. No wiecie, kiedy wszyscy, których znałam w Hollywood, zdążą już umrzeć. Będzie to spojrzenie w przeszłość, w epokę, kiedy kobiety w Hollywood traktowano jak papierowe osłonki na hotelowe szklanki – niezbędne, ale jednorazowe” – zaczyna, po czym opisuje szefów, dyrektorów, kierowników i prezesów, z którymi musiała się przy okazji produkcji i promocji swoich dzieł spotykać. Nazywa ich Złodziejami Blasku: „Mężczyźni, którzy zasiedzieli się w jednym momencie, którzy są zmęczeni przejażdżką, ale nie potrafią wysiąść. Szukają jakiejś nowej formy energii, aprobaty. Łączy się to z seksem, ale to nie to samo. Bo to, co taki facet chce ci zabrać, to coś zdecydowanie gorszego niż twoje stringi zostawione na tylnym siedzeniu jego lexusa. To pomysły, ciekawość poznawcza, radość, że wstajesz rano i możesz tworzyć”.

Zemstą Leny Dunham ma być jej twórczość. Trudno jej nie kibicować.

Polityka 6.2015 (2995) z dnia 03.02.2015; Kultura; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Taka dziewczyna"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Prof. Łętowska kontra syndyk spółdzielni. Szykuje się ciekawy i ważny proces

Prof. Łętowska: Tu nie chodzi o tych 550 zł, których domaga się ode mnie syndyk. Chętniej dam trzy razy tyle na cele dobroczynne, niż pójdę jak baran ciągnięty na rzeź w procederze ułatwiającym różnym cwaniakom wzbogacanie się.

Violetta Krasnowska
20.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną