Maja Kleczewska reżyseruje „Dybuka” w Teatrze Żydowskim

Skandalistka w getcie
„Maju, chcę przewietrzyć ten teatr, ale bez robienia przeciągu” – tymi słowami Gołda Tencer zaprosiła Maję Kleczewską do realizacji „Dybuka” na jubileusz Teatru Żydowskiego. Zastrzeżenie istotne, bo reżyserka z robienia przeciągów słynie.
Próba spektaklu „Dybuk” w reż. Mai Kleczewskiej. Na scenie Magda Koleśnik i Piotr Stramowski.
Jakub Ostałowski/Forum

Próba spektaklu „Dybuk” w reż. Mai Kleczewskiej. Na scenie Magda Koleśnik i Piotr Stramowski.

Dziś Kleczewska jest gwiazdą dla jednych, skandalistką dla drugich, artystką, która zawsze osiąga to, czego chce – dla trzecich.
Jacek Domiński/Reporter

Dziś Kleczewska jest gwiazdą dla jednych, skandalistką dla drugich, artystką, która zawsze osiąga to, czego chce – dla trzecich.

Premiera jej „Orestei” z 2012 r. w Teatrze Narodowym opóźniła się, bo z udziału w spektaklu zrezygnowało kilkoro aktorów. Jeden z nich, Grzegorz Małecki, biorąc za przykład spektakle Mai Kleczewskiej, ironizował na temat tzw. nowoczesnego teatru: na scenie obowiązkowo musi być mokro i czerwono, aktorzy mają biegać nago, scenariusz powstaje na próbach, składają się na niego przypadkowe teksty, z oryginalnej sztuki niewiele zostaje, a wszystko to razem jest zrozumiałe jedynie dla samych twórców i krytyków.

Kleczewska na zarzuty odpowiedziała, reżyserując „Podróż zimową” Elfriede Jelinek (koprodukcja bydgoskiego Polskiego i łódzkiego Powszechnego) – prawie według przepisu Małeckiego. Ironię połączyła z ważnym przekazem i powstało jedno z najlepszych przedstawień w jej dorobku. Artystów Narodowego i szerzej – scen warszawskich – wzięła na celownik także w niedawnych, zrealizowanych w stołecznym Powszechnym „Szczurach” według Gerharta Hauptmanna, o zadowolonej z siebie polskiej klasie średniej, pouczającej innych, jak powinni żyć.

Wydarzenia wokół zeszłorocznego odwołania pokazów spektaklu „Golgota Picnic” Rodriga Garcíi skomentowała w przygotowanym dla Radia Kraków słuchowisku „Hejt Radio”, które składało się z pełnych jadu i nawoływania do przemocy wpisów z prawicowych i katolickich forów internetowych. Radio Kraków nadało okrojoną wersję, co reżyserka potraktowała jako wyraz cenzury.

Gwiazda czy skandalistka?

Z Akademii Teatralnej wyleciała za próby wprowadzania własnych zasad, reżyserię ostatecznie skończyła w Krakowie. Na debiut wybrała sztukę „Jordan”, spowiedź pochodzącej z nizin społecznych dzieciobójczyni. Jej następnemu spektaklowi, „Nożom w kurach” Davida Harrowera, czytelnicy krakowskiej „Gazety Wyborczej” przyznali tytuł Żenady Roku. Po tym doświadczeniu wzięła krótki rozwód z teatrem i została przewodniczką wycieczek po Turcji.

Jako reżyserka odrodziła się w 2006 r. w Wałbrzychu, gdzie w teatrze z przeciekającym dachem pokazywała grupkom zmarzniętych widzów swoje adaptacje filmowych hitów o wierności własnym zasadom: „Lotu nad kukułczym gniazdem” i „Czyż nie dobija się koni?”. Potem posypały się nagrody i dziś Kleczewska jest gwiazdą dla jednych, skandalistką dla drugich, artystką, która zawsze osiąga to, czego chce – dla trzecich.

Danuta Stenka, która w kolejnych spektaklach pozwalała jej odzierać się z godności, z urody i płci, porównywała pracę z Kleczewską do spuszczania się na linie do jaskini. Schodziła coraz głębiej, ale czuła się bezpiecznie, bo wiedziała, że reżyserka ją asekuruje. Jan Englert w jej „Fedrze” przez cały niemal spektakl leżał w szpitalnym łóżku, by w finale przemaszerować przez scenę w pampersie. W finale „Marata/Sade’a” aktorzy narodowej sceny w idealnej synchronizacji wykonywali niekończący się, morderczy układ ćwiczeń sportowych. Ci, którzy z nią nie pracowali, opowiadają przerażające historie o wykorzystywanej przez nią podczas prób metodzie ustawień rodzinnych Berta Hellingera. Nie przekonują ich tłumaczenia, że wersja teatralna nie ma nic wspólnego z tą pseudopsychoterapią i nie chodzi o osobiste przeżycia aktorów, lecz o grane przez nich postaci.

Kleczewska (rocznik 1973) przed reżyserią skończyła psychologię. Do teatru zaczęła chodzić z ciotką, która była lekarką, a w latach 80. w teatrze musiał być na widowni lekarz. Najsilniej utkwiły jej w pamięci z tamtych czasów dwa momenty. Z „Czterech komedii równoległych” w reż. Jerzego Grzegorzewskiego z Teatru Studio – powolny, zatrzymujący czas przemarsz przez scenę starego tancerza Stanisława Szymańskiego ze swoim równie starym psem. Oraz pokaz „Niech sczezną artyści”, przed którym reżyser Tadeusz Kantor powiedział widzom, że jest ich za dużo i część musi wyjść. Każdy w duchu modlił się, żeby nie padło na niego, niektórzy płakali, ktoś mdlał. Trwało to długo, aż Kantor uznał, że napięcie jest odpowiednie i zaczął spektakl.

Taki jest dziś teatr Kleczewskiej: pełen mocnych, czasem na granicy wytrzymałości aktora i widza, obrazów. A sama Kleczewska ma opinię reżyserki-hitlerki, jak Kantor. Wierzy w terapeutyczną moc teatru. – Ma siłę materializowania niewidzialnej rzeczywistości – mówi – tego, co jest w obszarze utajonym albo straumatyzowanym, zacisku. Może to odsłonić, dzięki czemu będzie łatwiej się do tego dobrać. Tak było od antyku. Ta rzeczywistość się na chwilę materializuje w realnej przestrzeni i możemy z nią wtedy zacząć dyskutować. Robiąc „Dybuka”, bazujemy na skojarzeniach, o których myślimy, że są przyczajone pod skórą, bo każdy z widzów ma jakąś pamięć, zapis Żydów.

Zerwane przymierze

Premiera „Dybuka” rozpoczęła obchody 65-lecia Teatru Żydowskiego. Nieprzypadkowo odbyła się też dwa dni przed 72 rocznicą powstania w warszawskim getcie. Getto jest dybukiem Warszawy – nieukojoną, zwielokrotnioną duszą, która przylgnęła do nowego ciała, nawiedza je, żądając pamięci i pomocy w osiągnięciu spokoju. Wideo do spektaklu kręcili w tunelach aerodynamicznych FlySpot, gdzie można pofruwać w próżni i poczuć się jak kosmonauta albo duch... Oraz na placu Grzybowskim, gdzie w sercu dawnej dzielnicy żydowskiej, stoi teatr. – To miejsce, które pamięta. Zainfekowaliśmy „Dybuka” relacjami mieszkańców getta, z Siennej, z Karmelickiej – opowiada Kleczewska.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną