Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Tatka Polka

„Gender w sztuce” w krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej

Piotr Wysocki, Aldona, 2006-12 Piotr Wysocki, Aldona, 2006-12 Piotr Wysocki
Czy wielka wystawa w Krakowie poświęcona zjawisku gender dostarczy obrońcom moralności wielkich powodów do protestów?
Madej Osika, z serii Kolekcja Autoportrety, 2000-12Madej Osika Madej Osika, z serii Kolekcja Autoportrety, 2000-12
Adam Rzepecki, Projekt pomnika Ojca Polaka, 1981Adam Rzepecki Adam Rzepecki, Projekt pomnika Ojca Polaka, 1981
Lidia Krawczyk, Wojtek Kubiak, T, 2008, z cyklu GenderqueerBunkier Sztuki Lidia Krawczyk, Wojtek Kubiak, T, 2008, z cyklu Genderqueer
Jana Sterbak, Dystrakcja, 1992-95Jana Sterbak/Galerie Steinek Jana Sterbak, Dystrakcja, 1992-95

Przed pięciu laty w stołecznej Zachęcie zorganizowano wystawę „Płeć? Sprawdzam!”. Wcześniej wystawa pokazywana była w Wiedniu, ale w Polsce nie zdecydowano się zachować jej oryginalnego tytułu „Gender”. Bynajmniej nie z powodów autocenzuralnych, ale marketingowych. To były bowiem czasy – tak nieodległe, a jak się okazuje odległe zarazem – gdy termin ów znany był wyłącznie akademickim naukowcom.

Dziś trzeba mieć sporo odwagi, by zatytułować wystawę „Gender w sztuce”. Trzeba jej mieć jeszcze więcej, by uczynić to w przesiąkniętym katolicyzmem Krakowie. Hasło „gender” stawia na równe nogi cały rodzimy kler z przyległościami, ale wystawa raczej nie dostarczy wielu powodów do protestowania, wyrażania oburzenia, rwania włosów z głowy pełnej trosk o moralność narodu. W sumie z całej wystawy najbardziej zaczepny wydaje się… tekst Maszy Potockiej, szefowej muzeum MOCAK, wprowadzający do katalogu. Esej pokazujący, jak głęboko i jak niesprawiedliwie kulturowy podział płci był petryfikowany przez Biblię i nauki Kościoła.

Sama jednak wystawa koncentruje się wyraźnie na współczesności i na tzw. zachodnim kręgu cywilizacyjnym. Z dwoma malutkimi, wręcz symbolicznymi, wyjątkami. Shirin Neshat w poetyckim filmie ujawnia (bardzo asymetryczne, jak się łatwo domyślić) relacje między płciami w dzisiejszym Iranie. Trochę żal, że nie ma ich więcej, bo gender w wydaniu islamskim, afrykańskim czy południowoamerykańskim to ciekawy obiekt do analizy. A druga wycieczka, tym razem w przeszłość, to pokazanie reprodukcji słynnego obrazu Gustava Courbeta „Pochodzenie świata” (1866 r.). Niemal fotograficzne, bezwstydne zbliżenie na kobiece łono potraktować można jako pierwszy w historii artystyczny wyraz feminizmu. Wizerunek wyprany z pożądania, za to manifestujący siłę i niezależność od społecznych reguł.

Mieć albo nie mieć

Zgromadzone na wystawie prace układają się w kilka dominujących wątków. Pierwszy to rodzaj artystycznej diagnozy tradycyjnych genderowych relacji. Nie ma tu odkryć, jest raczej przypomnienie tego, jak bardzo kultura kształtuje nasze męskie i kobiece role społeczne. Symbolem może tu być praca Floriana Aschke, który całą różnicę między Adamem i Ewą sprowadza do posiadania (lub nie) penisa. Mała różnica, wielkie konsekwencje dla ludzkości. Przypomniano oczywiście wideo „Jak tresuje się dziewczynki” Zbigniewa Libery, pokazujące przyuczanie paroletniej panienki do przyszłej roli „kobietki”. A konsekwencje takiego treningu? Choćby w filmie Olgi Kisselevej ujawniającym, jak nawet proste kobiety (robotnice z fabryki biustonoszy) odruchowo kreują w publicznej sytuacji swój kobiecy wizerunek, czy w cyklu zdjęć Bułgara Lubriego obnażających potrzebę budowania męskości poprzez rzeźbienie coraz większej i coraz bardziej groteskowej muskulatury.

Bardzo ciekawy jest projekt, który firmują Debora Hirsch i Iaia Filiberti, będący montażem stu fabularnych amerykańskich filmów sprzed kilkudziesięciu lat. Każdy z nich zawiera krótki odautorski komentarz na temat dalszych losów występujących w nich aktorek. Karier z reguły krótszych niż męskie, pełnych odrzuceń, zapomnień, konieczności wyboru roli matki i żony, psychicznych załamań, samobójstw. Okazuje się, że nawet wyjątkowo emancypacyjne – na pozór – kariery w Hollywood, w gruncie rzeczy silnie uwikłane były (są?) w genderowe stereotypy.

Wątek drugi, którego zabraknąć nie mogło, to oczywiście feminizm. Na wystawę udało się ściągnąć kilka prac uchodzących za ikony tego nurtu w światowej sztuce, który mówi o wyzwoleniu kobiet. Są więc dwie fotografie Valie Export z lat 1968/69. Na pierwszej prowadzi ulicami Wiednia na smyczy swego męża. Druga to autoportret z wyeksponowaną podwójną bronią: karabinem maszynowym i obnażonym łonem. Jest sztandarowe dzieło feminizmu, czyli „Semiotic of the Kitchen” (1975 r.) Marthy Rosler, manifestacja narastającej wśród kobiet w owych czasach „kuchennej rewolucji”, a także film Mariny Abramović i Ulaya (1977 r.), na którym para wymierza sobie nawzajem coraz bardziej siarczyste policzki. I monumentalne „The Dinner Party” (1974 r.) Judy Chicago, czyli wielki emancypacyjny hołd złożony 39 (potrójna Ostatnia Wieczerza) mitycznym, historycznym i współczesnym kobietom. Wszystkie prace, jak na dzieła walki przystało, pełne są ognia i zaangażowania.

Gdy kociak budzi niepokój

Kilkadziesiąt lat aktywnego feminizmu dość skutecznie przeorało zbiorową świadomość cywilizacji Zachodu. I kto wie, czy nie najciekawszy jest zgromadzony na wystawie zespół prac o charakterze postfeministycznym. Zawierają namysł nad tym, ku czemu prowadzi szybkie i gwałtowne zacieranie się (przenikanie, zamienianie) społecznych ról kobiet i mężczyzn. Przede wszystkim do dezorientacji.

Mężczyzna w butach na obcasie lub mężczyzna wystylizowany na okładkowego „kociaka” (Bartek Jarmoliński) budzi niepokój (co ciekawe, kobieta w garniturze, krawacie i lakierkach razi dużo mniej). Mężczyźni starający się przejąć kobiece role wydają się śmieszni, bezradni, zagubieni, kompletnie niewiarygodni. Jak w „Boys” Katarzyny Kozyry, gdy doczepiono im sztuczne narządy kobiece, czy jak w „Nudes series” Lubriego, gdy każe im się przyjmować pozy typowe dla kobiecych aktów.

To dotyczy także płci przeciwnej, co świetnie widać na filmie Katarzyny Górnej „Sumo”, na którym wątłe kobiety, powtarzające rytuał tej typowo męskiej sztuki walki, prezentują się mało wiarygodnie, by nie rzec groteskowo. I przy uproszczonej interpretacji to właśnie te wszystkie prace mogą być wodą na młyn antygenderowców, w myśl zasady: A widzicie, jak to niszczy ludzi! Ale w sumie – i to nam próbują pokazać artyści – najważniejsze jest to, że gender siedzi w nas silniej, niż nam się wydaje. Gdy Marie-Ange Guilleminot ugniata w sumie niewinną zabawkę-woreczek, my widzimy w niej na przemian, płciowe narządy męskie lub kobiece.

Co nas czeka po uwolnieniu od „nadmiaru płci”? Wyprani ze swej męskości faceci, bezbronni i słabi, zwinięci w embrionalnej pozycji, jak na fotogramie Jarmolińskiego („Antyatlas”)? Czy może kobiety bezgranicznie i bez kompleksów zawłaszczające świat zajęć męskich, jak na monumentalnych, zabawnych i przerażających zarazem, fotomontażach Łodzi Kaliskiej („Niech sczezną mężczyźni”)? Przedstawione na nich nagie, ale pozbawione seksapilu kobiety z werwą pracują w kamieniołomach, na rybackim kutrze, w warsztacie samochodowym czy w hucie. A może czeka nas dominacja „trzeciej płci”, pokazanej w lekkiej i intrygującej formie na fotogramach duetu Lidia Krawczyk, Wojciech Kubiak i w wersji hard w dokumentalnym filmie Piotra Wysockiego „Aldona”?

Gdzie gender w sztuce?

Na kolażu Annegret Soltau wizerunki członków jednej rodziny (matka, ojciec, syn, córka) zostały pokawałkowane, a następnie ponownie „pozszywane”, ale już z pomieszanych części. Mężczyźni mają więc fragmenty kobiece, dzieci – rodziców i na odwrót. Płciowość staje się w tym przypadku decyzją jednostkową, autonomiczną, wyborem wolnej woli, a nie produktem ideologii. Staje się przeciwieństwem wobec wizerunku kobiety z cyklu zdjęć-autoportretów Mariny Nunez, która bezwolnie dawała się modelować, poprawiać, dopasowywać do narzuconych przez innych kształtów i form.

Na krakowskiej wystawie brakowało nieco dwóch wątków. Pierwszy, który podejmowałby związki między gender a takimi mechanizmami jak polityka, ekonomia, religia czy prawo. Wspomniana już wcześniej wystawa „Płeć? Sprawdzam!” wyśmienicie pokazała, jak socjalistyczna ideologia kształtowała męski i żeński podział ról w tzw. państwach socjalistycznych w latach 1945–90. Tu, niestety, trochę zabrakło ujawnienia działania społecznych determinantów. A z pewnością mielibyśmy (a właściwie mieliby artyści) sporo do powiedzenia na temat kształtowania wzorców gender przez Kościół katolicki czy przez narodowo-patriotyczną tradycję.

Drugi to może marginalny, ale ciekawy wątek autotematyczny. Myślę o pokazaniu, jak genderowe wzorce wpływały na samą sztukę. Jak przez całe stulecia (praktycznie do połowy XX w.) nie tylko ograniczały udział kobiet w tworzeniu sztuki, ale nawet oddziaływały na podejmowaną przez nie problematykę (np. kobiety impresjonistki dużo częściej malowały sceny rodzinne we wnętrzach, podczas gdy mężczyźni śmiało wyruszali w plener). Jest na ten temat wiele klasycznych, ciekawych prac teoretycznych, pisanych choćby przez Hillary Robinson, Griseldę Pollock czy Lindę Nochlin. Są także manifestacje artystyczne, by przypomnieć dorobek grupy Guerilla Girls czy poszczególne prace naszych artystek: Julity Wójcik, Elżbiety Jabłońskiej, Zuzanny Janin czy Joanny Rajkowskiej.

Gender niewątpliwie inspiruje twórców, stanowi wątek wielu powstających współcześnie prac. A wystawa w MOCAK pokazuje, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. I gdyby w ramach katechezy zabrać na nią szkolne klasy, to nagle by się okazało, że jest o czym rozmawiać.

***

Gender w sztuce, MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, czynna do 26 września.

Polityka 23.2015 (3012) z dnia 31.05.2015; Kultura; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Tatka Polka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Kleszcz: pospolity, łąkowy, afrykański. Dlaczego nam grożą i jak się ich pozbyć

Wiktoria Romanek z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego opowiada „Polityce” o tym, jak rozróżnić kleszcze, o Narodowym Kleszczobraniu oraz tym, co robić, gdy znajdziemy kleszcza wbitego w nasze ciało lub ciało naszego czworonożnego przyjaciela.

Maciej Jaźwiecki
16.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną