Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Krzyk

Kawiarnia literacka

W modnej restauracji wszyscy starają się być możliwie najbardziej stylowi.

Niedbałe szare dresy, okulary na pół twarzy, wystylizowane ciała sunące kilka centymetrów nad podłogą. Obecne swoją nieobecnością, eterycznym zapachem perfum sto złotych za kropelkę. Dobrze skrojeni, bez ubytków, bez zachowań nieracjonalnych i żenujących. I nagle wrzask, słychać go, jak zbliża się od strony skweru. Monotonny, przeraźliwy. Między głosem dziecka a starszego i umęczonego człowieka. Zaczyna się odwracanie we wszystkie strony, próba znalezienia źródła. Otóż i jest: chłopakopan z wykrzywioną twarzą i szurającymi nogami drze się na wszystkie strony. Prowadzi go matka w białych adidasach, idzie szybko, prawie biegnie. Wpada do środka i zamawia jedzenie. Dokładnie wie, czego chce, tu nie ma czasu na wybieranie i zastanowienia. A może falafel, a może bakłażan. Tu czas jest wyliczony między jednym wrzaśnięciem syna a drugim. Tyle lat kobieta próbuje wpasować się w skowyt, w krzyk dziecka, że nabyła zdolności mówienia na bezdechu. Teraz też, cała profesjonalna i zwarta. Wchodzą razem w niekończącym się wyścigu z atakiem szału. Chłopak krzyczy, rany, skąd on bierze ten dźwięk? Chyba z brzucha, chyba z duszy. Głośno, głośno, świdrująco w uszach. Skronie próbują nie dopuścić do mózgu większej dawki wysokich tonów, ale zmasowany atak wrzasku pokonuje kolejne barykady. Wpada do obolałej czaszki, buszuje po niej z wprawą. Otumania. Zanim wyleci z naszego ciała, to najpierw smaga serce, a potem wbija się w nie i kaleczy. Następuje paraliż zmysłów. Nie jesteśmy w stanie się ruszyć, wpadamy w otępienie, stupor. Siedzimy i staramy się nie patrzeć w tamtą stronę.

Polityka 27.2015 (3016) z dnia 30.06.2015; Kultura; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Krzyk"
Reklama