Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Maszynka do zarabiania

Tom Cruise: najsłynniejszy scjentolog Hollywood

Tom Cruise z trzecią (dziś już byłą) żoną Katie Holmes, 2008 r. Tom Cruise z trzecią (dziś już byłą) żoną Katie Holmes, 2008 r. AP / EAST NEWS
Z ambitnego, utalentowanego aktora Tom Cruise stał się globalną marką firmującą przeciętne hollywoodzkie superprodukcje. Nieważne, kogo gra, liczy się gigantyczny dochód, jaki to przynosi.
W „Mission: Impossible 5” Cruise znów udaremnia nikczemne intrygi i pokonuje groźną organizację Syndykat. Gwarantuje to wytwórni pewny zysk.Paramount Pictures W „Mission: Impossible 5” Cruise znów udaremnia nikczemne intrygi i pokonuje groźną organizację Syndykat. Gwarantuje to wytwórni pewny zysk.

Mówienie w jego wypadku o rozwoju czy podejmowaniu trudu artystycznych wyzwań mija się z celem. Przynajmniej od dekady Tom Cruise skutecznie powiela tę samą rolę. W różnych kostiumach i atrakcyjnych turystycznie plenerach gra seksownego przystojniaka, eksperta od efektownych akcji, strzelanin i pościgów. Czy to będzie Jack Reacher, mściciel znikąd, powołany do życia przez pisarza Lee Childa, żołnierz zamknięty w pętli czasu („Na skraju jutra”) czy zatroskany robotnik broniący dzieci przed kosmitami („Wojna światów”) – zawsze z tym samym entuzjazmem staje po stronie dobra. Bystrzejszy od samego Bonda, z duszą romantyka, aplikuje swoim przeciwnikom końską dawkę niemiłych wrażeń, a przy okazji ratuje świat przed zagładą.

Im starszy (w lipcu aktor skończył 53 lata), tym chętniej popisuje się idealną rzeźbą ciała, chłopięcym uśmiechem, urokiem wrażliwego amanta. Gra lekko, z wdziękiem i coraz większym dystansem, jakby czas na niego nie działał.

W „Mission: Impossible 5” po raz kolejny wciela się w niezłomnego Ethana Hunta, agenta poszukującego emocjonujących, krańcowo ryzykownych wyzwań. Skacze po ścianach, chwyta się dłonią startującego wojskowego transportowca A400, zwinnie wykonuje piruety na rozpędzonym motocyklu. Udaremnia niewyobrażalnie nikczemne intrygi i pokonuje groźną organizację o kryptonimie Syndykat. W przeliczeniu na liczbę sprzedanych biletów gwarantuje to wytwórni pewny, niemały zysk.

Najbardziej wpływowy gwiazdor na Ziemi

Wszystkie tytuły z udziałem Cruise’a okazywały się hitami. Zaledwie siedem z nich (na 35 zrealizowanych) nie zdołało zarobić stu milionów dolarów. Uwzględniając inflację, dały łącznie 7,941 mld dol. czystego zysku (wg Box Office Mojo). Zostawiły daleko w tyle filmy z nazwiskami-markami najgroźniejszych rywali: Johnny’ego Deppa, Brada Pitta, Russella Crowe’a czy George’a Clooneya.

Z gażą nieschodzącą poniżej 11 mln (plus procent od wpływów z dystrybucji), aktor wypracował sobie królewską pozycję w branży i właściwie trudno go porównywać z kimkolwiek. Harrison Ford, Sylvester Stallone oraz idole starszego pokolenia nie stanowią dla niego konkurencji, gdyż nie są już magnesem dla młodej widowni. Jego sławni koledzy rówieśnicy eksperymentują z niskobudżetowymi produkcjami artystycznymi i grają w zupełnie innej lidze. Nic dziwnego, że tygodnik „Time” uznał go za najbardziej wpływowego gwiazdora na Ziemi. Również najpopularniejszego. Zajmującego zarazem ostatnie miejsce na liście celebrytów, których się lubi.

Skąd to poczucie, że za zniewalającym uśmiechem Cruise’a kryje się osobowość niepokojąca, nawet złowroga? Zuchwały i arogancki, ma w sobie żar oraz pewność władcy świata. Kobietom trudno oprzeć się jego seksapilowi, widzą w nim symbol siły, męskości z delikatnym wnętrzem. Spontaniczność to raczej ostatnia rzecz przychodząca na myśl, gdy studiuje się jego filmowe wcielenia. Sprawia wrażenie bezwzględnego perfekcjonisty, człowieka samotnego i odizolowanego. Pozornie bezradny, nawet zagubiony, w istocie każdy gest ma starannie wyuczony i przemyślany. Odsłania wyłącznie to, co uważa za stosowne.

Jego najlepsze kreacje powstawały, gdy próbował wyjść poza anielski wizerunek, bawić się wyobrażeniami na swój temat, zaskakiwać widzów niespodziewających się, że grana przez niego postać jest ambiwalentna seksualnie („Wywiad z wampirem”), może ponieść klęskę („Jerry Maguire”) albo pozostać do końca bezwzględnym mordercą („Zakładnik”). Był świetny jako jeżdżący na wózku weteran wojny w Wietnamie („Urodzony 4 lipca”), podły sprzedawca szykujący się, by ograbić autystycznego brata („Rain Man”), zazdrosny mąż bezradny wobec swoich erotycznych fantazji („Oczy szeroko zamknięte”).

Większość krytyków uważa, że największym aktorskim osiągnięciem Cruise’a była drugoplanowa rola frustrata i mizogina w „Magnolii” Paula Thomasa Andersona. Zagrał nawiedzonego psychoterapeutę, trenera, kogoś w rodzaju kawiarnianego showmana dającego zakompleksionym facetom lekcje uwodzenia kobiet. Stojąc na scenie niczym szaman, zaklinał rzeczywistość, powtarzając swój refren: „Szanuj kutasa i zniszcz cipę”. Był w tym jednocześnie groteskowy, charyzmatyczny, żałosny i pociągający. Jego słynny „zwycięski uśmiech” wcale nie wyrażał panowania nad sytuacją, tylko nienawistny strach przed rzeczywistością, niekontrolowane szaleństwo i fanatyzm. Dodatkowo rola „kapłana fallusa” w zadziwiający sposób parodiowała prywatną fascynację aktora równie niedorzeczną ideą, która przysporzyła mu najwięcej wrogów. Mowa oczywiście o scjentologii.

Wielki wtajemniczony

Ostatnio w amerykańskiej prasie pojawiły się doniesienia o rzekomym rozstaniu Cruise’a z Kościołem scjentologicznym. Wedle tabloidu „Star Magazine” przyczyną odejścia była chęć częstszego widywania córki Suri. Jej matka, aktorka Katie Holmes, zerwała z sektą trzy lata temu i po rozwodzie ograniczała Tomowi kontakt z dzieckiem. Ponieważ artysta nie skomentował tych rewelacji, wygląda to na typową piarową ustawkę, obliczoną jeśli nie na skandal, to na podniesienie temperatury wokół premiery „Mission: Impossible 5”. Niepotrzebnie, bo film obroniłby się i bez tego.

Fakty są takie, że przez 30 lat Cruise zrobił więcej dla religijnej organizacji niż jej liderzy zrzeszeni w elitarnej Sea Org, którzy ślubowali scjentologii wierność na miliard lat. W głośnym dokumencie HBO „Droga do wyzwolenia. Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary” Alexa Gibneya, zrealizowanym na podstawie nagrodzonej Pulitzerem książki Lawrence’a Wrighta (wydanej niedawno u nas), mówi się, że nieoficjalnie pełnił funkcję jej rzecznika i ponosi winę za pranie mózgów wielu ofiar.

Niektóre organizacje krytykujące sektę zostały doprowadzone przez jej prawników na skraj bankructwa. Amerykański magazyn „Time” proces ze scjentologami kosztował aż 7 mln dol. Po groźbach skierowania do sądu pozwów o zniesławienie emisja filmu została w wielu krajach zablokowana, a w Polsce HBO wycofało się z powtórek i nie udostępnia go już w internecie.

Do niedawna tylko nieliczni wiedzieli, że do grona najbliższych przyjaciół aktora zalicza się David Miscavige, przywódca Kościoła scjentologii, przyznający się do polskich korzeni. Naukę L. Rona Hubbarda poznał jednak od sześć lat starszej aktorki Mimi Rogers (była wtedy narzeczoną Cruise’a, potem krótko jego pierwszą żoną). Zainteresowała go zwłaszcza teoria dianetyki, czyli nowoczesna wiedza o zdrowiu psychicznym, ignorująca konwencjonalne metody psychiatrii i psychoterapii. Oficjalnie wstąpił do Kościoła scjentologicznego w 1986 r., niedługo po premierze „Top Gun” – westernu z seksownymi pilotami latającymi na myśliwcach F-14, który uczynił z początkującego aktora hollywoodzką gwiazdę. Wcześniej – jak to pięknie określa – był „funkcjonalnym analfabetą”. Dzięki scjentologii wyleczył się z dysleksji, uwierzył w reinkarnację, wzmocnił własne ego i błyskawicznie osiągnął V poziom wtajemniczenia Thetanu Operacyjnego, otwierający przed nim bramy m.in. do telepatycznego porozumiewania się oraz panowania nad materią, energią, przestrzenią i czasem. Po niemal 30 latach występowania w roli sławnego obrońcy wiary, hojnego sponsora (w samym tylko 2004 r. przekazał Kościołowi 3 mln dol.), biegłego lobbysty i edukacyjnego guru może się pochwalić najwyższym, VIII stopniem wtajemniczenia. Zgodnie z obietnicami Hubbarda, człowiek staje się wtedy swoim własnym bogiem.

Świat żąda ofiary z Toma Cruise’a

Misję upowszechniania scjentologii Tom Cruise podjął 11 września, w dniu, w którym runęły wieże WTC. Tak twierdzi przynajmniej Andrew Morton, biograf aktora. Cruise zrozumiał wówczas, że świat żąda od niego ofiary. Od tej chwili medialny idol i żarliwy adept nowej wiary wdział zbroję krzyżowca i zaczął naśladować swego proroka. Stał się oddanym akwizytorem scjentologii, wykorzystującym do tego celu promocję hollywoodzkich superwidowisk, w których sam występował. Nie tylko hojnie zasilał konto sekty. Finansował działalność darmowych klinik leczących według nowatorskich metod Hubbarda zwanych Krokami Oczyszczenia, polegających – w dużym skrócie – na wypacaniu toksyn w saunach i piciu nienasyconych tłuszczów (jeden ze szpitali znajduje się na dolnym Manhattanie). Wspierał kampanie przeciwko koncernom farmaceutycznym produkującym popularne i nadużywane przez Amerykanów środki przeciwdepresyjne. Wywierał naciski na zagranicznych przywódców w celu uznania Kościoła scjentologicznego za organizację dobroczynną i z tego powodu zasługującą na zwolnienie od opodatkowania. Mając łatwy dostęp do polityków, spotykał się z prezydentem Billem Clintonem i zastępcą sekretarza stanu Richardem Armitage’em, prosząc ich, by wpłynęli zwłaszcza na Niemców, którzy traktują organizację szczególnie nieprzychylnie. Zajął się też osobiście rekrutacją znajomych celebrytów, m.in. czarnoskórego gwiazdora Willa Smitha, latynoskiej piosenkarki Jennifer Lopez oraz piłkarza Davida Beckhama, nazywając ich na wyrost ambasadorami kontrowersyjnej religii.

Przy okazji popełnił też sporo błędów, co kosztowało go utratę sympatii wielu fanów, zakończenie długoletniej współpracy z Paramount Studio oraz zmianę nastawienia przychylnych mu do tej pory mediów. Coraz więcej dziennikarzy miało odwagę napisać, że żyje w emocjonalnym i intelektualnym kokonie, patrzy na rzeczywistość przez ideologiczne okulary, a niektórzy posuwali się nawet dalej, sugerując, że chyba całkiem odleciał.

Poszło m.in. o kompromitującą wypowiedź w telewizyjnym programie „Access Hollywood”, w którym Cruise ostro skrytykował znaną aktorkę Brooke Shields za to, że brała lek o nazwie Paxil na depresję poporodową. Przedstawił się w nim jako ekspert od edukacji i leków, żądając, by psychotropy zastały zastąpione witaminami. Potem w rozmowie z Mattem Lauerem w programie „Today” psychiatrię porównał do przemysłu śmierci (prowadzi rzekomo do wzrostu samobójstw) i nazwał pseudonauką. Do tego doszło idiotyczne skakanie po kanapie w show Oprah Winfrey, wyrażające jakoby stan zakochania w młodszej o 16 lat Katie Holmes. Wybryk poprzedziła konferencja prasowa, na której obwieścił całemu światu, że właśnie się jej oświadczył, wręczając pierścionek z pięciokaratowym diamentem, i to nie byle gdzie, bo na szczycie wieży Eiffla.

Żony z Hollywood

O czym świadczyć ma cały ten cyrk z urabianiem innych i z reżyserowaniem własnej prywatności, sprowadzaniem jej do bajkowego wymiaru rodem z trzeciorzędnego romansu? Nie tyle o oderwaniu od rzeczywistości, ile – jak twierdzi Morton – o nadpobudliwości, egoizmie i bezduszności aktora, niszczącego swoje kolejne partnerki w imię strategii marketingowej Kościoła.

Z Nicole Kidman (żoną nr 2 – po Rogers, przed Holmes) rozstał się ponoć dlatego, że była zbyt niezależna i nie chciała dłużej odgrywać roli, jaką przewidziała dla niej sekta. Jego trzyletni związek z Penelope Cruz rozpadł się z kolei ze względu na jej przywiązanie do wiary katolickiej i swego ojca. Katie Holmes uciekła, bo miała dość niewoli i propagandy Kościoła. Premiera „Mission: Impossible 5” odbyła się w Wiedniu, gdzie ponoć Cruise oświadczył się 22 lata młodszej asystentce Emily Thomas, która teraz ma szansę zostać jego żoną nr 4.

Urodzony jako Thomas Cruise Mapother IV w katolickiej rodzinie irlandzkich emigrantów gwiazdor uwielbia sprawować nadzór nad wszystkim. Łącznie z liczbą swoich ujęć na ekranie. Niektórzy uważają, że wiąże się to z jego trudnym dzieciństwem i skomplikowanymi relacjami z ojcem, inżynierem elektrykiem. Ten ostatni ustawicznie zmieniał pracę i miejsce zamieszkania. Niestabilny emocjonalnie był tyranem, nadużywał alkoholu. Matka, zafascynowana teatrem, pracowała w szpitalu i pomagała w szkole. Rozwiodła się z mężem, gdy Tom skończył 11 lat. Za to, że zniszczył ich rodzinę, syn kazał trzymać mu się od nich z daleka. Widział się z ojcem tylko raz, gdy ten umierał na raka.

Po rozwodzie rodziców Tom mieszkał tylko z matką i trzema siostrami. Uczył się kolejno w 15 różnych szkołach. Z powodu braku stabilizacji czuł się wyobcowany. Dorabiał ścinaniem trawników, sprzątaniem sąsiedzkich podwórek, roznoszeniem gazet. Lubił sport, miał nawet niezłe wyniki w drużynie hokejowej i baseballu, ciągnęło go jednak do aktorstwa. Zamiast pójść na studia, wybrał drogę na skróty: zajęcia prowadzone przez aktora weterana Phila Gushee w Neighborhood Playhouse School przy teatrze na Pięćdziesiątej Czwartej ulicy w Nowym Jorku.

„Rozwiązałem swoje problemy i odzyskałem równowagę dzięki Kościołowi scjentologicznemu. Dlaczego miałbym się tego wypierać? – wyznał w jednym z wywiadów. – Scjentologia nie jest sektą satanistów, która podstępnie wykorzystuje ludzi. Tylko techniką umożliwiającą skuteczną edukację. To najszybciej rozwijająca się religia w USA. Znam żydowskich i katolickich scjentologów, którzy zajmują się resocjalizacją byłych kryminalistów, którzy pomagają narkomanom, opracowują rozmaite systemy umożliwiające powrót do społeczeństwa ludziom zagubionym i słabym”. On też był kiedyś zagubiony i słaby, ale zapanował nad chaosem. Teraz, bez względu na konsekwencje, chce uszczęśliwiać innych.

Polityka 32.2015 (3021) z dnia 04.08.2015; Kultura; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Maszynka do zarabiania"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną