Jak nowe obiekty koncertowe przyciągają publiczność

Sala goni salę
4 września inauguracja nowego Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu. To największy w kraju obiekt przeznaczony dla muzyki. Czy zdoła powtórzyć sukces NOSPR i Filharmonii Szczecińskiej?
Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu
Łukasz Rajchert/Narodowe Forum Muzyki

Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu

Budowa Narodowego Forum Muzyki trwała od 2009 r. i przedłużała się z powodu zmiany wykonawcy.
Łukasz Rajchert/Narodowe Forum Muzyki

Budowa Narodowego Forum Muzyki trwała od 2009 r. i przedłużała się z powodu zmiany wykonawcy.

Złota sala koncertowa Filharmonii Szczecińskiej.
Robert Stachnik/Reporter

Złota sala koncertowa Filharmonii Szczecińskiej.

Centrum Kongresowe ICE w Krakowie
Wojciech Wandzel

Centrum Kongresowe ICE w Krakowie

Choć otwarta w zeszłym roku nowa siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach również ma salę na 1800 miejsc, dysponuje tylko jedną salą kameralną. W Narodowym Forum Muzyki są trzy: dwie w podziemiach, zwane od koloru wystroju czerwoną (200 miejsc) i czarną (300 miejsc), oraz jeszcze jedna na drugim poziomie (200 miejsc). Dyrektor NFM Andrzej Kosendiak zapowiada, że będzie tam można wykonywać różne rodzaje muzyki, także jazz, muzykę świata, pop. Będą też się odbywać kongresy, głównie związane z muzyką: w przyszłym roku, gdy Wrocław stanie się Europejską Stolicą Kultury, spotkają się tu Międzynarodowe Stowarzyszenie Festiwali EFA, Międzynarodowa Trybuna Kompozytorów, Europejskie Forum Muzyki i Europe Jazz Network.

Budowa trwała od 2009 r. i przedłużała się z powodu zmiany wykonawcy. W końcu, po latach oczekiwania, przeprowadzi się do nowego budynku wrocławska filharmonia, gnieżdżąca się od 1968 r. w niewielkiej sali przy ul. Piłsudskiego, przypominającej raczej aulę szkolną (ma się nią stać od jesieni), która miała być prowizorką, a przetrwała prawie pół wieku. Wraz z orkiestrą przeniosą się inne zespoły działające przy NFM: chór, Wrocławska Orkiestra Barokowa, orkiestra kameralna Leopoldinum. Wszystkie wystąpią na uroczystym koncercie inauguracyjnym pod batutą Benjamina Shwartza, Paula McCreesha, Hartmuta Rohde i Jacka Kaspszyka.

Sceptycy zastanawiali się, czy we Wrocławiu warto budować tak wielki gmach dla muzyki, skoro na filharmonicznych koncertach z frekwencją bywało różnie, a na festiwalu Wratislavia Cantans, na którym niegdyś można było zobaczyć prawdziwe tłumy, ostatnio także pojawiało się jakby mniej melomanów (na co zapewne miały też wpływ ceny biletów). Niektórzy kwestionują w ogóle potrzebę budowy kolejnych sal koncertowych, przypisując inicjatorom wyłączną intencję zapewnienia chwały rządzącym.

Nie doceniają publiczności. W sierpniu w NFM odbyły się cztery koncerty próbne, służące tzw. strojeniu sali głównej (są w niej ruchome elementy, których ustawienie zmienia akustykę, a obecność publiczności również ma na nią wpływ). Miały to być imprezy zamknięte: Andrzej Kosendiak zaprosił na nie osoby, które z racji zawodu mają styczność z wieloma ludźmi, czyli np. taksówkarzy, recepcjonistów hoteli, barmanów, przewodników miejskich. Chodziło o to, by ponieśli swoje wrażenia dalej. Były to zaproszenia grupowe, ale raz zdarzyło się, że jedna z grup się nie zgłosiła. Gdy ogłoszono, że pozostało 130 biletów za symboliczną złotówkę, ludzie rzucili się do kasy. W ponad 30-stopniowe upały kolejka ustawiła się od wejścia głównego NFM, poprzez cały plac Wolności, aż do gmachu Opery Wrocławskiej. Biletów wystarczyło dla kilku pierwszych osób (każdy mógł wziąć po 19). Szczęśliwcy, którzy się dostali, twierdzą, że sala jest znakomita. Może więc i tam uda się powtórzyć sukces obiektów otwartych w zeszłym roku: siedziby NOSPR i Filharmonii Szczecińskiej?

Katowicki cud

NOSPR wynajmowała wcześniej salę na tysiąc osób w dawnej siedzibie KW PZPR, tzw. Dezember Palast (przezwanym tak od nazwiska tamtejszego I sekretarza Zdzisława Grudnia), w której dziś mieści się Centrum Kultury Katowice. Odpychające wnętrze było budowane z myślą o partyjnych zjazdach, a nie o muzyce, więc miało kiepską akustykę, a publiczność, choć przychodziła (frekwencja ok. 80–90 proc.), nigdy go nie polubiła. Początkowo myślano o jego modernizacji. Jednak w 2008 r. Krzysztof Penderecki zasugerował, że skoro można pozyskać pieniądze unijne i wybudować coś nowego, trzeba z tego skorzystać. Przekonał też prezydenta miasta Piotra Uszoka.

Wszystko się udało, i to w ekspresowym tempie: budowa trwała dwa i pół roku. 1 października 2014 r., w Międzynarodowy Dzień Muzyki, NOSPR otrzymała pierwszą w swej historii całkowicie własną siedzibę. A że rządziła się już u siebie, zaprosiła do stałej współpracy kilka najważniejszych śląskich formacji: orkiestrę AUKSO, wokalny zespół Camerata Silesia, Orkiestrę Muzyki Nowej, Kwartet Śląski. Wszystkie dostały szansę zorganizowania własnych cykli koncertowych – w sali wielkiej albo kameralnej. Ponadto wtorki przeznaczono na jazz, a środy na scenę młodych. Do tego oczywiście koncerty abonamentowe i pozaabonamentowe NOSPR. Zatem codziennie (poza poniedziałkami) coś się działo. W sumie odbyło się 188 koncertów i ok. 50 działań edukacyjnych: koncertów i warsztatów dla dzieci.

W starym miejscu orkiestra grała jeden koncert piątkowy w miesiącu, niedzielny poranek pięć razy w roku i koncert edukacyjny dla młodzieży raz w miesiącu. W nowym oferta zwiększyła się aż siedmiokrotnie. Wabikiem były też niskie ceny biletów (wymóg unijny): od 1 zł na Środy Młodych po 180 zł na koncert Nigela Kennedy’ego, ale ten ostatni przypadek był incydentalny.

Sezon został zaprojektowany atrakcyjnie, z udziałem słynnych orkiestr i gwiazd. Przyciągała jednak przede wszystkim sala, piękna i przyjazna dla oka i ucha, dzięki materiałom i barwom kojarzącym się z instrumentami muzycznymi sprawiająca wrażenie właściwego miejsca dla muzyki. Projektant Tomasz Konior to nie tylko znakomity architekt, ale i zapalony meloman, a wsparciem mu był najwybitniejszy polski muzyk ze Śląska – Krystian Zimerman, dzięki któremu akustykę zaprojektowała słynna firma japońska Nagata Acoustics.

Nic dziwnego, że takiego miejsca wszyscy byli ciekawi: i wierni melomani, i zwykli mieszkańcy, i goście spoza miasta i regionu. Już w pierwszych dniach można tu było spotkać spacerowiczów, którzy chcieli po prostu rzucić na gmach okiem. Starzy bywalcy podchodzili do dyrektor Joanny Wnuk-Nazarowej i wyrażali swoją radość, wspominając dawne czasy, kiedy to orkiestra, jeszcze przed Dezember Palast, gnieździła się w niewielkiej i niewygodnej salce przy ul. Plebiscytowej.

Wieści o sali rozeszły się natychmiast po kraju, przybywają więc melomani z innych miast, z Warszawy czy Krakowa – z tego ostatniego miasta można przecież dojechać autostradą w godzinę. Niektórzy krakowscy melomani, pozbawieni już chyba na zawsze możliwości otrzymania takiej sali, zakupili na nowy sezon abonamenty do NOSPR.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną