Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Łuk Komercji

Kawiarnia literacka

W sto lat po bolszewickiej nawale Warszawie grozi kolejny koszmar: łuk triumfalny ku czci bitwy 1920 r., proponowany przez byt o oryginalnej nazwie Towarzystwo Patriotyczne.

Mózgiem całości jest niegdysiejszy kabareciarz Jan Pietrzak (twierdzi wprawdzie, że to na poważnie, ale niech to Państwa nie zmyli), który do pomocy dobrał sobie londyńskiego biznesmena Jana Żylińskiego. Pan Żyliński to postać barwna – w Londynie zbudował pałac w guście Liberace, po którym, jako miłośnik baletu, pląsa w haftowanych złotem kostiumach, w wolnych chwilach uprawia komedie po mediach, np. wyzywa na pojedynek na szable Nigela Farage’a, a od czasu do czasu coś sobie wzniesie. A to bramę triumfalną, a to złotego ułana, którego nie powstydziłby się Turkmenbasza, rozmaicie. Żeby było zabawniej, prasa nazywa go księciem, choć kniaziowie Żylińscy dawno wymarli, a rodzina pana Żylińskiego, jak wykazał Minakowski, ma z tamtymi tyleż wspólnego, co waza do zupy z Zygmuntem III Wazą.

Z początku patrioci nie bardzo wiedzieli, co budować (poza tym, że łuk) ani gdzie (poza tym, że w stolicy). Łuk miał być nowoczesny lub tradycyjny, u wschodnich wrót Warszawy (czyli na wylotówce na Mińsk Mazowiecki – w pięknym towarzystwie ekranów akustycznych i chałupniczych billboardów z dykty), ewentualnie spiąć brzegi Wisły światłem i materiałami, o jakich nie śniło się twórcom łuków rzymskich lub paryskich. Ostatecznie jednak doszło do zgody ponad podziałami. Wybrano miejsce, umówiono się też, by nie dopuścić do realizacji projektu podejrzanie nowoczesnego, ma być klasycznie. Przy okazji Żyliński, jako miłośnik klasyczności, ogłosił rewolucyjną dla historii architektury antycznej tezę, że łuk triumfalny pochodzi jednak z Grecji, a nie – jak dotychczas błędnie sądzono – z Rzymu.

Polityka 42.2015 (3031) z dnia 13.10.2015; Kultura; s. 90
Oryginalny tytuł tekstu: "Łuk Komercji"
Reklama