Kawiarnia literacka

Beka i kara
W ciągu paru dni, a nawet godzin, recenzje z Lubimy Czytać stały się kolejnym internetowym hitem sezonu.

„Chłopi” to powieść, której głównymi bohaterami są kartofle. „Proces” to jedno wielkie rozczarowanie, gdyż akcja snuje się jak glut, nie wiadomo, o co chodzi, co gorsza – niby proces, ale nie ma żadnych opisów tortur ani (to już naprawdę przesada, przyznajcie) egzekucji na końcu. „Lolita” nie zachwyca, to lektura z niższej półki, głównie dzięki bohaterowi, który jest żałosnym pedofilem. „Mistrz i Małgorzata” to brudna i nudna, męcząca książka o niczym, a Marquez to „typowy południowiec”, operujący „metafizyką dla samego efektu tajemniczości” oraz „poetyką naskórkową”.

Powyższe opinie zostały napisane przez anonimowych internautów i pochodzą z portalu Lubimy Czytać, czyli takiego polskiego książkowego Filmwebu, zrzeszającego wszelakich ludzi czytających. Oczywiście zacytowane recenzje są to wyjęte z całej masy komentarzy rodzynki, udostępnione gawiedzi przez administratora satyrycznego fanpage’u „Recenzje z Lubimy Czytać”. Fanpage odbił się szerokim echem wśród ludzi piszących w Polsce – większość krytyków, redaktorów, dziennikarzy, pisarzy zaczęła podklejać sobie wspomniane recenzje, pisane często przez ludzi w wieku gimnazjalnym i licealnym, dla tak zwanej beki i ku pokrzepieniu serc w codziennym znoju i trudzie. W ciągu paru dni, a nawet godzin, recenzje z Lubimy Czytać stały się kolejnym internetowym hitem sezonu.

No przecież trudno się nie uśmiechnąć, gdy po lekturze trzeciej części „Dziadów” wkurzony użytkownik portalu pisze, że on naprawdę nie lubi książek „pisanych jak scenariusze”. Za fanpage podklejający recenzje odpowiada, jak podaje Wojciech Orliński w swoim felietonie, „chcąca pozostać anonimową” osoba z rynku księgarskiego. Czyli wychodzi na to, że ktoś z naszej biednej, nieustannie poszkodowanej branży wydawniczej, której przychody spadają z roku na rok w dwucyfrowych liczbach, która bez przerwy utyskuje na wtórny analfabetyzm polskiego społeczeństwa, spadające nakłady książek, na fakt, że marne 10 tys. sprzedanych egzemplarzy w literaturze pięknej można już nazwać bestsellerem, ktoś z tej biednej branży doszedł do wniosku, że wszystkim jego kolegom po fachu poprawi nastrój pokręcenie beki z ludzi, którzy rzeczywiście książki kupują i je czytają.

Bronię tych użytkowników z Lubimy Czytać, nieważne, jakie głupotki wypisują w swoich recenzjach. Bronię ich z całego serca, bo to nie oni mnie bawią, tylko polski inteligent, który z Himalajów swojej erudycji pastwi się nad młodymi, nieuzbrojonymi w aparat krytyczno-poznawczy ludźmi. Ludźmi, którzy może by się nauczyli czytać ze zrozumieniem konteksty, w których Kafka, Dostojewski i Bułhakow się znajdują, gdyby nauczono ich tego w szkole. Może by się dowiedzieli, że nie wszystkie książki należy mierzyć tą samą miarką (autorzy wspomnianych recenzji ewidentnie patrzą na klasyków przez pryzmat literatury popularnej), gdyby program nauczania języka polskiego nie polegał na zdobyciu procentów i wkuciu na pamięć testów, tylko na uczeniu tego, jak literaturę rozumieć.

Bronię ich również, a przede wszystkim dlatego, że czytają. Owo czytanie, nieintelektualne, niekrytyczne, ale na pewno szczere, generuje autentyczne czytelnicze przeżycia, prawdziwe wzruszenia i prawdziwe odrazy. Ci ludzie sami uczą się tego, co im się podoba, a co nie. Owe wesołe momentami recenzje to nic innego jak zapiski z tego procesu. Tego, że proces się odbywa, można im tylko pogratulować, wyrozumiale pamiętając, że proces dojrzewania zawsze jest brzydki.

Inna sprawa – natrząsanie się z tych czytelników, gdy jednocześnie lamentuje się nad upadkiem małych księgarni, kryzysem czytelnictwa itd., to nie tylko festiwal kiepskiej hipokryzji, to strzał we własne kolano. Gdyby prawo do czytania i prawo do wypowiadania się na temat literatury mieli tylko ludzie ze stosownymi kwalifikacjami intelektualnymi, które oceni profesjonalne gremium czytających fanpage „Recenzje z Lubimy Czytać”, to książka stałaby się towarem mniej więcej tak powszechnym jak obecnie kaseta magnetofonowa. Ludzie czytają z pasji i dla przyjemności. I naprawdę nie każdy musi być pełnokrwistym krytykiem literackim. Mówiąc szczerze, nawet nie powinien.

I na koniec, aby doprowadzić obronę tych biednych hejterów Bułhakowa do samego końca. Mnie te ich lekko psychodelizujące profanacje urzekają również dlatego, że przypominają mi, jak samemu miałem ochotę nieraz rzucić jakąś lekturą w róg pokoju. Jak bardzo mnie samemu nie podobał się „Mistrz i Małgorzata”, jak odepchnęła mnie w wieku nastoletnim „Granica” Nałkowskiej, do której musiałem zwyczajnie dorosnąć. Ci ludzie nieświadomie rozbrajają różne literackie kołtuństwa, rzucają pomidorem w twarz profesora Bladaczki, który wciąż stoi nad nami wszystkimi i trzęsącym się głosem opowiada, że „Słowacki wielkim poetą był”. Czasami nawet mówią głośno coś, czego wielu z nas, ludzi zajmujących się literaturą zawodowo i związanych przez to pewną niepisaną etykietą, boi się powiedzieć głośno. Ja, gdy przeczytałem na Lubimy Czytać, że Marquez operuje poetyką naskórkową dla samego efektu tajemniczości, odetchnąłem z ulgą. Uważałem tak od zawsze.

Szczerze pozdrawiam tych anonimowych łobuzów. Czytajcie dalej, czytajcie po swojemu i nie bójcie się dokopać żadnej świętości. Dotrzyjcie do tego, co wam się naprawdę podoba, bo najświętszym prawem sztuki jest to, że jej odbiorca ma pełną dowolność w swoich gustach. Czytajcie. Jako pisarz, człowiek, który żyje z tego, co napisze, mogę wam tylko z pokorą podziękować i powiedzieć: super, że to robicie.

***

Jakub Żulczyk pochodzi z Warmii. Zadebiutował w 2006 r. powieścią młodzieżowo-romantyczną „Zrób mi jakąś krzywdę”. Ma na swoim koncie powieść o młodzieży „Radio Armageddon” i powieść grozy „Instytut”, dwie części fantastyczno-przygodowego cyklu dla młodzieży o Tytusie Grójeckim „Zmorojewo” i „Świątynia” oraz książkę dla dzieci „Zdarzenie nad strumykiem”. Za powieść „Ślepnąc od świateł” (2014 r.) otrzymał nominację do Paszportu POLITYKI. Mieszka w Warszawie.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną