„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kultura

Najbardziej szokująca jest klasyka. Czyli „Dziady” na scenie po raz pierwszy w całości

Teatr Polski we Wrocławiu / Facebook
Dziwne, że ktoś nazywa „Dziady” – dzieło programowo bluźniercze – „świętością narodową” – mówi Michał Zadara, reżyser spektaklu wystawianego w Teatrze Polskim we Wrocławiu.
Teatr Polski we Wrocławiu/Facebook
Teatr Polski we Wrocławiu/Facebook
Michał ZadaraTytus Żmijewski/PAP Michał Zadara

W sobotę, 20 lutego, w Teatrze Polskim we Wrocławiu Michał Zadara po raz pierwszy w historii polskiej sceny pokazuje wszystkie części dramatu romantycznego Mickiewicza bez skrótów. Maraton teatralny potrwa czternaście godzin.

Marta Wróbel: – Czy teatr powinien być polityczny?
Michał Zadara: –
Teatr jest polityczny. Kiedy spotyka się trzysta osób, by razem obejrzeć jakieś dzieło, jest to wydarzenie w sferze życia polis, a więc polityczne. Jeśli oni się spotykają, by oglądać farsę z gwiazdami, to jest to jeden rodzaj wydarzenia, a jeśli się spotykają, by oglądać Szekspira, to inny. Ale tak czy siak jest to wydarzenie w życiu zbiorowości. Dobry teatr umie równocześnie bawić i skłaniać do obywatelskich refleksji. Na przykład ostatnio byłem na „Juliuszu Cezarze” w Teatrze Powszechnym – niezwykle zabawny spektakl, po którym widzowie dyskutowali o prawie, o przemocy i o konstytucji. To było zabawne, polityczne, intelektualne i społeczne. Idealny wieczór w teatrze.

Czy teatr powinien sugerować widzom, na kogo mają głosować?
Mówienie, na kogo należy głosować, możemy zostawić księżom na ambonie. Teatr jest najbardziej skuteczny, kiedy nie tłumaczy nic wprost, tylko dobrze zdefiniuje dramat, wybór obywatelski, polityczny czy osobisty. Zawsze jest pytanie, na czym polityczność teatru polega. Twórcy i widzowie wspólnie wyobrażają sobie na nowo, kim jesteśmy jako ludzie, jako obywatele, jako Polacy, jako mężczyźni i jako kobiety. Wytwarzamy wyobrażenia. I te wyobrażenia potem mogą mieć wpływ na życie polityczne. Ale nie na słupki w sondażach.

Prezydent Andrzej Duda odmówił objęcia patronatem „Dziadów”, a tym samym cofnął słowo dane przez swojego poprzednika. Co pan o tym sądzi?
Nie robiłbym z tego wielkiej sprawy. Prezydent przesłał list z gratulacjami, w którym pisze, że nie ma w planach obejmowania patronatami także innych spektakli teatralnych. Szkoda, że nie uznał pierwszego pełnego wystawienia „Dziadów” za wydarzenie godne patronatu, ale bez przesady – ja też nie uważam, że taki patronat specjalnie dużo znaczy. To, że 3400 widzów kupiło bilety na trzy pokazy czternastogodzinnych „Dziadów” – to jest donioślejsze wydarzenie. To znaczy, że potrzebujemy poważnego myślenia, poważnej literatury, poważnej rozrywki – i że poważna rozmowa o kształcie świata się toczy w teatrze. Jest do kogo mówić.

Rok i dwa lata temu w Teatrze Polskim we Wrocławiu odbyły się premiery I, II, III i IV część „Dziadów” i wiersza „Upiór”. W sobotę prócz wymienionych spektakli oglądamy po raz pierwszy „Ustęp” III części. Poza tym, że uwspółcześnił pan cykl dramatów, inscenizacje są raczej zachowawcze i dość dalekie od brutalnej estetyki. Jednak wystarczyło, że nazwał pan dzieło Mickiewicza bluźnierczym, żeby narazić się na krytykę konserwatystów.
To nie są moje słowa, tylko samego autora. Mickiewicz sam nazwał Dziady „pełen guślarstwa obrzędem świętokradzkim”. Czy możliwe jest obrażanie się za to, że ktoś nazwał bluźniercze dzieło bluźnierczym? Dziwne. Moja inscenizacja jest bardzo, bardzo grzeczna. Wszystkie motywy inscenizacyjne pochodzą prosto z tekstu i nie ma tam niczego, czego by tekst od inscenizacji nie żądał. Oczywiście, niektórzy i tak mogą być zszokowani, bo sam Mickiewicz nie jest grzecznym, tylko radykalnym artystą, który napisał dzieło niepasujące do żadnego wyobrażenia o tym, czym jest porządny teatr czy porządna literatura. „Dziady” rozsadzają wszystkie normy. To może być szokujące – że w centrum kanonu polskiego jest dzieło niepasujące do żadnych norm. Myślę, że to właśnie wścieka konserwatywną krytykę.

Czy takie „Dziady” pasują do kanonu narodowej kultury?
„Dziady” się nie mieszczą w szufladzie z napisem: dramat patriotyczny i narodowy. Owszem, mesjanizm – w sensie takim, że Polska uczestniczy w jakimś boskim planie zbawienia – tam jest. Ale w wymiarze śladowym, w części III, w jednym „widzeniu” księdza Piotra. Ale to wszystko. „Dziady” to skomplikowane, wielowarstwowe dzieło sztuki. Mickiewicz celowo napisał cykl sprzecznych ze sobą długich utworów bez głównego bohatera. Utworów, które bez skrótów i zmian kolejności nagle objawiają swoje dzikie piękno. To dzieło bardzo złożone, przesiąknięte nie tylko romantyczną ironią, ale też po prostu ironią. Konrad myśli, że rozmawia z Bogiem i roztrząsa tajemnice kosmosu, a tymczasem siedzi w brudnym, śmierdzącym więzieniu. To dzieło niejednoznaczne, trudne i bardzo złożone. A kiedy przestaniemy „Dziady” interpretować zgodnie z narzuconymi schematami, okażę się, że Mickiewicz przekroczył więcej zasad niż nowatorsko myślący reżyserzy.

Zanim trafił pan na reżyserię w krakowskiej PWST, chodził pan do szkół w Wiedniu i Frankfurcie, potem studiował oceanografię w Massachussetts oraz teatr i nauki polityczne w Filadelfii. Może dlatego klasykę rodzimej literatury ocenia pan z takim dystansem?
Nie mam wątpliwości, że w polskiej szkole jest kryzys – umowa między uczniami i nauczycielami, że w zamian za to, że uczniowie nie muszą czytać, nie zadają nauczycielom głupich pytań. Klucz maturalny nie nagradza oryginalnego, krytycznego myślenia (które wymaga znajomości tekstu), tylko powtarzanie gotowych formuł. Ogólnie tekst w Polsce jest traktowany jako coś, czemu się nie ufa, coś, co się szybko czyta, a potem i tak robi swoje. Pisma Jana Pawła II, encykliki obecnego papieża, „Dziady”, Biblia – tego wszystkiego nie trzeba czytać, to nie wpływa na nasze życie. Nie wiem, może to jest wpływ katolicyzmu, który Pismo Święte traktuje jako jeden z wielu tekstów, mniej ważne od nauki Kościoła. Ja wierzę, że droga do wyzwolenia wiedzie przez własną lekturę tekstu. I to nastawienie pewnie można rozumieć jako skutek kształcenia w zagranicznych szkołach.

Ale to nie moje podejście do tekstów klasycznych jest dzikie: klasyka sama w sobie zawsze jest najbardziej awangardowa, dzika i nieokiełznana. To, co pisał Mickiewicz, samo w sobie jest na tyle szokujące, że nie potrzebuje podkręcania. W „Dziadach” dość klarowna fabuła styka się z czymś dziwnym i niepojętym, trudnym do zrozumienia, co się ujawnia właściwie w każdej części.

Wielokrotnie reżyserował pan wcześniej w różnych teatrach polską klasykę: między innymi Reja, Kochanowskiego, Słowackiego czy Wyspiańskiego. W „Kupcu” Reja wyeksponował pan krytykę Kościoła, a kiedy w „Odprawie posłów greckich” Kochanowskiego Trojanie mówią: „My wam oddamy Helenę, jeśli wy nam oddacie Medeę”, ma się wrażenie, że chodzi o wojnę polsko-polską.
Klasyka zawsze radykalnie zadaje nam dzisiaj najtrudniejsze pytania. Przez lata pracowałem nad projektem Teatru Klasyki Polskiej, który byłby tylko od tego, by wystawiać dawne dzieła polskiej literatury, najszerzej pojętej. Chodzi o stworzenie instytucji, która zadawałoby te trudne pytania nieustannie i dawała widowni doświadczenie dialogu z ludźmi, którzy najtrudniejsze pytania zadawali już sto, dwieście, pięćset lat temu. W gruncie rzeczy jestem konserwatystą. Poświęciłem cztery lata „Dziadom”, bo bardzo zależało mi na przybliżeniu publiczności fundamentalnego dzieła polskiej kultury. Chciałbym, aby dostęp do wysokiej kultury miało jak najwięcej osób.

Jednak niepokorny z pana konserwatysta. Z liberalnymi poglądami, krytyczny wobec władzy, nieklękający przed klasyką.
Uważam, że główną bolączką dzisiaj rządzącej prawicy jest odrzucenie racjonalnego myślenia. Emocjonalne kryteria stały się ważniejsze od racjonalnych. Nie rozumiem na przykład, dlaczego w skład nowej komisji smoleńskiej mają wejść najgorsi eksperci zamiast najlepszych? Jak to jest, że niby poważny polityk na zarzut, że jego partia psuje prawo, odpowiada, że inni też psuli. Przecież to jest argument z piaskownicy! Ja jestem w stanie znieść prawicę, kiedy myśli racjonalnie. Tylko niestety racjonalnie myślący prawicowiec w Polsce okazuje się oksymoronem. Jak w filmie Woody’ego Allena, w którym się okazuje, że jeden z bohaterów głosował na republikanów, bo miał zaburzenia neurologiczne. 

Patrzę na plakat spektaklu, który przedstawia tłum protestujący przeciwko zdjęciu z afisza przez komunistyczną cenzurę „Dziadów” Kazimierza Dejmka, co było ważnym elementem wydarzeń Marca’68. I przypominam sobie odwróconą sytuację – niedawne protesty pod wrocławskim Teatrem Polskim w sprawie odwołania premiery „Śmierci i dziewczyny” Eweliny Marciniak. W jednym z felietonów dla „Krytyki Politycznej” napisał pan o „przemocy wokółkulturowej”.
Najważniejszym kapitałem dzisiaj jest kapitał kulturowy. To kapitał kulturowy decyduje, czy się dostaje pracę, czy nie. Nie dziwią więc ataki osób wykluczonych na dobra kultury – na spektakle teatralne czy na rzeźbę współczesną. Osoby nieposiadające kapitału kulturalnego atakują to, czego nieposiadanie pozbawia ich szans na rynku pracy. Tak jak w XIX wieku w Anglii robotnicy niszczyli maszyny, które zabierały pracę. Należy się spodziewać kolejnych ataków na dobra kulturalne w przyszłości.

Czy „dziady” zrozumieją „Dziady”?
W sobotę pokazuję wszystkie części „Dziadów” po 115 latach, po raz pierwszy od czasu powstania utworu. Nigdy wcześniej w historii polskiego teatru publiczność nie widziała tego cyklu dramatów bez skrótów. Wydarzenie potrwa czternaście godzin, z sześcioma przerwami. „Dziady” pokażę zgodnie z chronologiczną ich numeracją, bo uważam, że Mickiewicz nie nadał im tych numerów bez powodu. Czytanie dramatów w innej kolejności, niż nakazuje numeracja, wynika z chęci ułożenia poszczególnych utworów w logiczną całość. A cały urok tego utworu polega na tym, że pozostaje wewnętrznie sprzeczny.

Co pan powie sceptykom, którzy mają obawy przed czternastogodzinnym maratonem?
Obejrzę spektakle razem z wami. Możecie wziąć ze sobą dmuchane poduszki. Możecie też spać, ale mam nadzieję, że nie zaśniecie. Spodziewajcie się sześciu przerw na posiłki i rozmowy. „Dziady” na pewno nie potrwają dłużej niż lot do Hongkongu. A rozrywka na pokładzie będzie na najwyższym poziomie.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną