Kultura

Nic nie zostanie z Muzeum II Wojny Światowej, bo tak życzy sobie PiS

Muzeum II Wojny Światowej – wizualizacja Muzeum II Wojny Światowej – wizualizacja mat. pr.
W wymazywaniu gumką sukcesów Donalda Tuska bieżąca władza gotowa jest na wiele. Ostatnio nawet na „dobrą zmianę” w rodzimym muzealnictwie.

Gdy przed paru miesiącami minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński zapowiedział powołanie w Gdańsku całkiem nowego Muzeum Westerplatte, jego deklaracja wydała się jedynie dość ekscentrycznym pomysłem. Wszak od lat, to prawda, że z wielkim mozołem, budowane jest w tym mieście monumentalne Muzeum II Wojny Światowej.

Gdy pan minister i wicepremier w jednym zapowiedział, że obie placówki połączy w jedną, zapachniało dziwactwem. Gdy jednak zadeklarował, iż nowy twór zwał się będzie Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 roku, powiało grozą i absurdem. Tego by nie wymyślił nawet Monty Python pospołu ze Stalinem.

Przypomnijmy. Muzeum II Wojny Światowej ma w połowie zbudowaną siedzibę, zespół, od dawna przygotowaną koncepcję programową, zgromadzone tysiące eksponatów. Ale ma pecha, bo jest kojarzone z Donaldem Tuskiem. Muzeum Westerplatte nie ma nic poza nazwą i poza szczęściem, że wymyśliła go obecna władza. Wynik tej potyczki, w której nie liczą się argumenty i zdrowy rozsądek, wydaje się przesądzony. Wykreślamy Tobruk, Lenino, Arnhem, Bitwę o Anglię, Monte Cassino, zdobycie Berlina i dziesiątki innych wydarzeń. Pozostawiamy pasmo klęsk dwóch jesiennych miesięcy.

Muzeum II Wojny Światowej miało szansę włączyć się do mądrej, europejskiej polityki historycznej, pokazać nasz kraj w kontekście wspólnoty antyhitlerowskiej koalicji, w kontekście geopolityki. W nowej odsłonie wracamy do sprawdzonej, zaściankowej formuły heroicznej klęski, rozdrapywania ran bohaterskich porażek, kolejnego lania, które dostaliśmy, ale „znieśliśmy to dzielnie”. I do jakże nam miłej konwencji podsycania nienawiści do dwóch odwiecznych wrogów: Niemców i Rosjan.

Wyraźnie zbulwersowany Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz odgraża się, że zażąda zwrotu wartości działki, którą miasto wniosło do projektu w formie darowizny. A chodzi o niebagatelne 53 miliony złotych. Tłumaczy – logicznie – że grunt dawali pod inny projekt niż ten, który ubzdurał sobie teraz pan od kultury. Kibicuję jego protestowi, ale jakoś dziwnie mam przeczucie, że na niewiele się on zda, a „dobra muzealna zmiana” dołączy do grona innych dobrych zmian.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną