Cały świat jest sceną dźwiękową. Szekspir na dużym ekranie
Szekspir, niczym ciemna materia, zawsze gdzieś był i jest. I nadal inspiruje twórców.
„Makbet” w reż. Justin Kurzel (2015)
Best Film/materiały prasowe

„Makbet” w reż. Justin Kurzel (2015)

„Tragedia Makbeta” w reż. Romana Polańskiego (1971)
mat. pr.

„Tragedia Makbeta” w reż. Romana Polańskiego (1971)

„Romeo i Julia” w reż. Baza Luhrmanna (1996)
mat. pr.

„Romeo i Julia” w reż. Baza Luhrmanna (1996)

Materiał partnera British Council

Najwcześniejsza wersja Szekspira przełożonego na celuloid pojawia się w roku 1899 (mowa tu o filmie „King John”, w którym zagrał sir Herbert Beerbohm Tree). Niemych adaptacji przybywa potem sukcesywnie w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową (wiele z nich znaleźć można na doskonałej składance wydanej przez Brytyjski Instytut Filmowy). Jednak to dopiero druga wojna światowa – w przypływie zdrowej dawki patriotycznego entuzjazmu i dzięki geniuszowi jednego z najlepszych brytyjskich aktorów, Laurence’a Oliviera – wydała na świat „Henryka V” (1944), pierwszą szekspirowską produkcję w boskim technikolorze, wykorzystującą medium filmu w sposób dotąd niespotykany. Olivier stworzył zresztą później jeszcze dwa majstersztyki – „Hamleta” (1946) i „Ryszarda III” (1955), które dopełniły luźno pojętą trylogię.

Mniej więcej w tym samym czasie z Olivierem rywalizował Orson „Obywatel Kane” Welles, w wyścigu o tytuł mistrza kina szekspirowskiego, produkując własną serię wielce innowacyjnych, jednak wyraźnie niskobudżetowych adaptacji, zwieńczonych filmem „Falstaff” (albo „Chimes at Midnight”, 1965).

I chociaż specjaliści z Hollywood poddali materiał genetyczny dzieł Szekspira licznym modyfikacjom przy produkcji popularnych gatunków filmowych, to i tak centrum jego radykalnego przeobrażenia stała się Japonia. Decyzja epickiego reżysera Akira Kurosawy, by połączyć wrażliwość historii samurajskich z estetyką teatru Nō i zastosować je u Szekspira, w rezultacie dała nam pasjonującą przeróbkę „Makbeta” na historyczny film akcji, czyli „Tron we krwi” (1957).

Po Kurosawie przyszło jeszcze wielu reżyserów, którzy w filmowego Szekspira tchnęli świeżą perspektywę estetyczną, na przykład: Grigorij Kozincew ze swoją radziecką wersją „Hamleta” (1964), maestro Franco Zefirelli, który wyreżyserował delikatną interpretację „Romea i Julii” (1968), czy wreszcie Roman Polański z brytyjską produkcją „Tragedii Makbeta” (1971).

Nadejście i ogromny zasięg telewizyjnych realizacji sztuk Szekspira wpłynęły niekorzystnie na brytyjskie adaptacje filmowe w latach 70. (z nielicznymi wyjątkami, jak choćby „Burza” Dereka Jarmana z 1979 roku). W istocie, potrzeba było osobowości Kennetha Branagha, żeby Szekspir znów mógł ożyć na brytyjskim wielkim ekranie, co stało się dzięki jego roli w „Henryku V” (1989) i pięciu kolejnych okołoszekspirowskich produkcjach. Na szczególną uwagę zasługuje też wstrząsająca wersja „Ryszarda III” w reżyserii Richarda Loncraine’a, z niezapomnianym sir Ianem McKellenem w roli tytułowej (1995).

Prawdopodobnie najbardziej wpływowym z niebrytyjskich szekspirowskich filmów głównego nurtu była współczesna, efektownie zrealizowana, amerykańska, gangsterska wersja „Romea i Julii” (1996) w reżyserii Baza Luhrmanna i z udziałem wielu gwiazd, które – mimo iż to lata 90. – posługują się w filmie angielszczyzną Szekspira.

W ostatnim czasie nowe, ciekawe ekranizacje Szekspira powstają na subkontynencie indyjskim. Producent filmowy i reżyser Vishal Bhardwaj stworzył oparte na Szekspirze bollywoodzkie trio – trzy musicalowe kryminały, z których jako pierwszy ukazał się „Maqbool” (2003). To kolejny przykład przeniesienia szekspirowskich fabuł w skrajnie odmienne realia kulturowe, gdzie pozostają one łatwo rozpoznawalne, mimo że inne jest dosłownie wszystko.

W Wielkiej Brytanii natomiast, również w ostatnich latach, z dużym zainteresowaniem krytyków spotkały się dwie emocjonujące, brutalne adaptacje Szekspira – „Koriolan” (2011) w reżyserii Ralpha Fiennesa oraz niezwykle śmiały, mrożący krew w żyłach „Makbet” (2015) – obie produkcje okazały się także sukcesem komercyjnym.

Tak oto Szekspir, niczym ciemna materia, z jednej strony od zawsze gdzieś był i jest, pozwalając nam korzystać ze swojej bogatej spuścizny, z drugiej zaś jawi się jako niewyczerpane źródło inspiracji dla kolejnych filmowców i aktorów, którzy z kolei inspirują i wprawiają w zachwyt kolejne pokolenia widzów.

Artykuł jest przeredagowaną wersją tekstu w całości dostępnego na stronie British Council Film: http://film.britishcouncil.org/.

Autor wykorzystał w swojej pracy „Walking Shadows: Shakespeare” pod redakcją Luke’a Mckernana i Olwena Terrisa (BFI, 1994) oraz „Shakespeare and the Film” Rogera Manvella (Barnes, 1971).

Adrian Wootton, dyrektor generalny Film London

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną