Werner Herzog w filmowej zadumie nad światem internetu

Ludzie idą w trans
Czy jesteśmy jeszcze ludźmi? Werner Herzog w swoim najnowszym dokumencie rozważa, od kiedy zaczęła się rewolucja naukowa i technologiczna, która zmieniła wszystkie wymiary naszego życia.
Kadr z najnowszego dokumentu Wernera Herzoga „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci”
Against Gravity

Kadr z najnowszego dokumentu Wernera Herzoga „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci”

Internet to więcej niż tylko medium komunikacyjne współczesnego człowieka; sieć stała się jednym z wymiarów ekosystemu, a dostęp do informacji równie oczywisty jak możliwość korzystania z powietrza. Nawet w dotkniętej wojną domową Syrii może brakować wody, lekarstw i żywności, jednak rzadko kiedy brakuje zasięgu telefonii komórkowej i dostępu do internetu. Tam gdzie jeszcze nie dotarła infrastruktura, dotrze w ciągu nadchodzących miesięcy za sprawą ofensywy globalnych korporacji cyfrowych (Internet to więcej niż tylko medium komunikacyjne współczesnego człowieka; sieć stała się jednym z wymiarów ekosystemu, a dostęp do informacji równie oczywisty jak możliwość korzystania z powietrza. Nawet w dotkniętej wojną domową Syrii może brakować wody, lekarstw i żywności, jednak rzadko kiedy brakuje zasięgu telefonii komórkowej i dostępu do internetu. Tam gdzie jeszcze nie dotarła infrastruktura, dotrze w ciągu nadchodzących miesięcy za sprawą ofensywy globalnych korporacji cyfrowych (POLITYKA 16): każdy niepodłączony Ziemianin to strata dla Facebooka i Google’a. Stawką zresztą nie jest jedynie połączenie z sobą 7 mld ludzi. Wraz z nimi swój adres IP (sposób identyfikacji w sieci) dostają też wykorzystywane przez nich urządzenia: samochody, zegarki, kamery i aparaty fotograficzne, telewizory. Analitycy prześcigają się w prognozach, ile dziesiątków miliardów urządzeń dołączy do internetu w ciągu dekady, dokładne liczby nie mają znaczenia. Trend jest jednoznaczny, częścią rozrastającego się Internetu Wszechrzeczy jest nawet Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Choć coraz bardziej jesteśmy od sieci uzależnieni, coraz mniej się nad nią zastanawiamy, choć z błogiej nieświadomości próbują nas co jakiś czas wyrywać katastrofiści, produkujący dzieła o końcu człowieka i kultury. Kilka próbek tytułów: „Internet. Czas się bać” Wojciecha Orlińskiego, „Kult amatora. Jak internet niszczy kulturę” Andrew Keena, „The Net Delusion” (Iluzja sieci) Jewgenija Morozowa, „Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg” Nicholasa Carra. Czytamy i straszymy się nawzajem. Gdzie? Oczywiście na Facebooku. Herzog na tropie Wymienione tytuły doskonale ilustrują problem, jaki mamy z rewolucją, którą francuski konserwatywny filozof Luc Ferry nazwał ostatnio rewolucją transhumanistyczną. Ferry podsumowuje to, co od lat piszą badacze przemian wywołanych zmianą technologiczną polegającą na rozwoju antropotechnologii: cyfrowych mediów, sztucznej inteligencji, neuronauki i opartej na biologii molekularnej biotechnologii. Najważniejszy wśród nich, kataloński socjolog Manuel Castells już dwie dekady temu zwracał uwagę, że rozwój sieci jako nowej, fundamentalnej infrastruktury i informacji jako głównego surowca współczesnej cywilizacji powodują, że swój sens tracą tak, wydawałoby się, „twarde” pojęcia, jak czas, przestrzeń, rzeczywistość. Badacze społeczeństwa przeżywają podobną rewolucję, jak fizycy na początku XX w., gdy rodziła się fizyka kwantowa i nowa kosmologia. Pojęcia fizyki klasycznej okazały się bezużyteczne do opisu zarówno życia cząstek elementarnych, jak i Wszechświata. Castells przekonuje, że do opisu kondycji człowieka usieciowionego także potrzebujemy nowych pojęć, bo nie żyje on w przestrzeni trójwymiarowej, tylko w wielowymiarowej przestrzeni hybrydowej. Ciało, owszem, znajduje się w konkretnym miejscu, lecz sama osoba ze swoimi myślami może być za sprawą swojego smartfona w dowolnym miejscu na Ziemi. Socjolog proponuje więc nowe definicje i mówi o przestrzeni przepływów, bezczasowym czasie, wirtualności rzeczywistej, zmagając się z martwotą klasycznego języka. W sensie technicznym ten świat narodził się niespełna pół wieku temu, w 1969 r. miało miejsce pierwsze, bardzo krótkie połączenie internetowe między komputerami w University of California w Los Angeles i Stanfordem. Moment ten tropi Werner Herzog w swym najnowszym filmie, dokumencie „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci”. Będzie go można obejrzeć podczas rozpoczynającego się 13 maja festiwalu filmów dokumentalnych Millennium Docs Against Gravity. Niemiecki reżyser próbuje zmierzyć się z wyzwaniem rzuconym przez Castellsa i pokazać niepokazywalne: jak w ciągu kilku dekad świat został spowity informacyjną siecią równie gęstą jak atmosfera? Realizując swój projekt, Herzog musi się zmierzyć z pytaniami granicznymi. Po pierwsze, czy możliwe jest jeszcze życie bez sieci? Wszak można sobie wyobrazić, że na skutek wzmożonej aktywności słonecznej i impulsów elektromagnetycznych awarii ulegnie infrastruktura elektryczna i teleinformatyczna. Co wtedy? Świat Mad Maxa? Odkładając na bok ten scenariusz, musimy się zmierzyć z inną krańcową wizją: czy internet nie staje się umysłem świata i czy nadchodzi czas bezpośredniej komunikacji międzymózgowej niewymagającej już pośrednictwa symboli (a więc i kultury)? Pistorius w każdym z nas Stawianie pytań granicznych nie jest tylko ćwiczeniem z kategorii futurologicznych rozważań, kiedy nastąpi wielki przełom ewolucyjny i biologia zespoli się z technologią, zapoczątkowując nowy gatunek. W nieuchronność takiego przełomu, zwanego osobliwością, wierzy całkiem sporo osób mających wpływ na rozwój rzeczywistości i miliardowe budżety na realizację swoich pomysłów. Wystarczy wspomnieć Raya Kurzweila, głównego inżyniera w firmie Google, genialnego innowatora i najbardziej prominentnego apostoła transhumanizmu. Wtórują mu takie postaci, jak rosyjski miliarder Dmitrij Ickow, budujący wokół idei osobliwości ruch polityczny, amerykański miliarder Peter Thiel i wielu innych. W istocie nie ma znaczenia, czy wizja osobliwości zrealizuje się w czasie i kształcie opisywanym przez jej proroków, czyli mniej więcej w połowie tego stulecia. Dlaczego? Bo przełom, ze względów opisywanych przez przytaczanego Castellsa, już nastąpił, a pytanie o osobliwość pokazuje tylko kierunek trwającego już od kilku dekad procesu. To proces wielowymiarowy, dotyczący wszystkich sfer życia. Należy zacząć od samego człowieka i definicji osoby ludzkiej w epoce gwałtownego rozwoju neuronauki. Kosztujące miliardy dolarów badania nad mózgiem i tajemnicami umysłu realizowane są w Stanach Zjednoczonych, Chinach i w Unii Europejskiej. Stawka tych poszukiwań jest niezwykła, bo uzyskana wiedza może wysadzić – a zdaniem wielu komentatorów już wysadza – w powietrze fundamenty, na jakich oparte są współczesne społeczeństwa. Bo jak choćby mówić o osobistej odpowiedzialności za czyny, jeśli są zdeterminowane biologicznie? Stawka wzrośnie, gdy padnie najważniejsze tabu i człowiek sięgnie po możliwości współczesnych antropotechnologii, by świadomie zmieniać swoją jednostkową naturę. Zawsze próbowaliśmy to robić, sięgając po używki i leki wspomagające niektóre funkcje organizmu. Najlepszym dowodem współczesny sport skorumpowany przez przemysł dopingu farmakologicznego. Ciągle jednak normy kulturowe i prawne regulują tę sferę, broniąc tabu, jakim jest niezgoda na interwencje trwale zmieniające właściwości osoby. Normy te jednak nie mają uniwersalnych fundamentów, koncepcje osoby i natury ludzkiej różnią się w zależności od systemów filozoficznych. Pierwsze zapowiedzi z Korei Południowej i Chin pokazują, że możemy być bliżej przekroczenia granicy, niż się wydawało. Być może już jesteśmy całkiem dobrze przygotowani, by tę granicę przekroczyć. Dobrym prognostykiem była londyńska paraolimpiada w 2012 r., wielkie święto sportowców z niepełnosprawnościami. Wydarzeniu towarzyszyło hasło „Meet the Superhumans” – Spotkaj Nadludzi! Głównym bohaterem ceremonii otwarcia był astrofizyk Stephen Hawking, jeden z najpotężniejszych współczesnych umysłów i cyborg jednocześnie, którego mózg zanurzony w bezwładnym ciele porozumiewa się ze światem za pomocą skomplikowanej maszynerii. Pół wieku temu byłby skazany na śmierć, dziś dzięki antropotechnologiom służy swym nadludzkim umysłem światu. Na plakacie przedstawiającym Oscara Pistoriusa, słynnego Blade Runnera posługującego się protezami, widniał napis: nie patrz na nogi, patrz na wyniki! Otóż to, współczesny człowiek, każdy z nas jest już cyborgiem. Nie tworzymy już całości, w których ciało, umysł i dusza (jeśli istnieje) są zintegrowaną jednością. Człowiek dziś to wiązka parametrów określających jego pozycję w globalnej sieci. Siecią tą zarządza, jak przekonuje kanadyjski socjolog Barry Wellman, społeczny system operacyjny, coś na kształt zbiorowej

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj