Olga Tokarczuk o literaturze i funkcjonowaniu nowej władzy

Walka o przeszłość
Rozmowa z Olgą Tokarczuk o życiu pisarza w czasach nowej polityki kulturalnej i o tym, jak władza próbuje kształtować przeszłość.
Olga Tokarczuk
Jacek Kołodziejski

Olga Tokarczuk

Olga Tokarczuk z nagrodą Nike, którą otrzymała w ubiegłym roku za powieść „Księgi Jakubowe”.
Simona Supino/Forum

Olga Tokarczuk z nagrodą Nike, którą otrzymała w ubiegłym roku za powieść „Księgi Jakubowe”.

Benefis Olgi Tokarczuk w Studiu im. Agnieszki Osieckiej Polskiego Radia Programu III, listopad 2014 r.
Grażyna Myślińska/Forum

Benefis Olgi Tokarczuk w Studiu im. Agnieszki Osieckiej Polskiego Radia Programu III, listopad 2014 r.

Justyna Sobolewska: – Zaprosił cię jeden z najważniejszych festiwali literackich na świecie, ale polska strona odmówiła opłacenia biletu do Nowego Jorku.
Olga Tokarczuk: – Zostałam zaproszona na PEN World Voices Festival i wbrew wcześniejszym ustaleniom w ostatniej chwili, kiedy już byłam w drodze, moja podróż musiała zostać sfinansowana przez prywatnego sponsora. Zmieniły się priorytety i polityka kulturalna, ale konkretne zmiany są jakoś trzymane w biurkach, komunikowane wewnętrznie, szeptem i anonimowo. Tymczasem chcielibyśmy mieć jasność, że jesteśmy na jakichś czarnych listach, a nie dowiadywać się o tym na lotnisku.

Do tej pory było tak, że zagraniczni wydawcy i tłumacze zwracali się po dofinansowanie do Instytutu Książki. Teraz to polska strona chce decydować, co będzie tłumaczone?
Wydawcom zagranicznym doskonale znany jest fakt, że Instytut Książki dofinansowuje tłumaczenia literatury polskiej na języki obce i promuje jej obecność na zagranicznych rynkach. Mamy cudowny, adresowany do zagranicznych wydawców Program Translatorski ©Poland. To sprawdzony mechanizm wspierania przez państwo tłumaczeń ambitniejszych książek, którego wszyscy nam zazdroszczą, choć wiele krajów dofinansowuje przekłady swojej literatury. Tu jednak nadzwyczajna jest wydajność tego systemu, o czym zaświadcza imponująca lista tytułów, jakie do tej pory wsparł Instytut Książki, dostępna na stronach internetowych IK.

I nie widać, żeby jakaś jedna opcja była promowana.
Nie sposób doszukać się tu mechanizmu faworyzowania jednych, a wykluczania innych autorów, bo przecież zawsze działa to tak, że najpierw pojawia się przekonany do książki wydawca, który chce ją wydać; zazwyczaj jest też już tłumacz, który nierzadko sam jest orędownikiem tego tłumaczenia i o nie zabiega. Dopiero wtedy można się zwrócić do Instytutu Książki. Nie bardzo więc rozumiem, jak miałoby w ramach tego funduszu działać wsparcie dla pisarzy uważających się za wykluczonych, skoro jest ono skierowane do wydawców i może obejmować jedynie koszty tłumaczenia, licencji i druku. Oczywiście zawsze można ograniczyć budżet i przesunąć środki, ustalić nowe zadania i stworzyć zestawienia jedynie słusznych tematów i prawdziwych interpretacji. Można też sobie wyobrazić istnienie list proskrypcyjnych pisarzy, którzy nie powinni być zapraszani na festiwale czy spotkania z czytelnikami w ramach Dyskusyjnych Klubów Książki, nad którymi patronat sprawuje właśnie IK. Takie próby ręcznego sterowania kulturą będą jednak prowadzić wyłącznie do marginalizacji i niszczenia dorobku tej niezwykle zasłużonej instytucji, zaś na dłuższą metę są skrajnie niebezpieczne i budzą najgorsze autorytarne skojarzenia.

Czy zaproszenie do Stanów było związane z nowym przekładem?
Nie do końca, choć prezentowałam tam fragmenty „Ksiąg Jakubowych”, na które moja tłumaczka Jennifer Croft dostała amerykańskie stypendium. Zostałam zaproszona do Nowego Jorku zwyczajnie jako polska autorka. Czytałam tam na gali otwarcia festiwalu specjalnie na tę okazję napisane opowiadanie, miałam też bardzo piękne spotkanie na Brooklynie w Tenement Museum. To oryginalnie zachowana kamienica czynszowa, przez którą na przełomie XIX i XX w. przewinęło się kilka tysięcy ludzi, imigrantów z Europy: Irlandczycy, Szkoci, Niemcy, polscy Żydzi, Litwini, Węgrzy. Przetrwało oryginalne wyposażenie, bo po tym jak w 1935 roku wyprowadził się ostatni lokator, właściciel zamknął kamienicę, a wkrótce potem zmarł. Poszczególne mieszkania stały więc zachowane jak mucha w bursztynie aż do lat 70. XX wieku. Wtedy miasto tę kamienicę odkupiło i zaczęło w niej pokazywać historie emigrantów. Każda rodzina, która tu mieszkała, jest opisana. W rezultacie nie ogląda się tego jak muzeum, ale jak możliwość podróży w czasie. Zaskoczyła mnie pozytywnie nowojorska Polonia, a raczej ta jej część, która na brak informacji o moim przyjeździe na stronach polskich instytucji kultury w Nowym Jorku (pisała o tym „Gazeta Wyborcza” 23 maja 2016 r.) zareagowała zdecydowanie i zatroszczyła się o to, żeby ta wiadomość dotarła do wszystkich zainteresowanych. Dodatkowo poproszono mnie o spotkanie z polskimi czytelnikami w miejskiej bibliotece na Greenpoincie, które, choć naprędce zorganizowane, było niezwykle udane

A jak tłumaczenia?
Rekordowo szybkie tłumaczenie na język szwedzki ukazało się już w minionym roku i książka została przyjęta bardzo dobrze. No i teraz jeszcze wspaniała informacja z ostatniej chwili – tłumacz „Ksiąg…” Jan Henrik Swahn otrzymał za swój przekład nagrodę Akademii Szwedzkiej! Jeszcze tej jesieni ukaże się przekład czeski. Bardzo się z tego powodu cieszę, bo część akcji „Ksiąg Jakubowych” rozgrywa się przecież w morawskim Brnie. Poza tym trwają tłumaczenia na francuski, hebrajski, serbski, niedługo zaczną się na węgierski i niderlandzki. Wydanie francuskie przewidziane jest dopiero na koniec 2017 r.

„Prowadź swój pług” miał już wiele przekładów, teraz powstają następne. Czy to jest ta powieść, po którą chętnie sięgają zagraniczni wydawcy?
Rzeczywiście – za sprawą powstającego filmu na nowo wzmogło się zainteresowanie tą powieścią. A sama książka okazała się bardzo trudnym zadaniem adaptacyjnym.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną