Ilustrator z „New York Timesa” o tym, co wolno rysownikowi

Statua Wolności w czarnym dymie
Rozmowa z Patrickiem Chappatte, ilustratorem m.in. „New York Timesa”, o granicach wolności w rysowaniu.
Patrick Chappatte komentuje zamach 11 września 2001 r.
Patrick Chappatte

Patrick Chappatte komentuje zamach 11 września 2001 r.

Komentarz do prezydenckiej kandydatury Donalda Trumpa.
Patrick Chappatte

Komentarz do prezydenckiej kandydatury Donalda Trumpa.

Patrick Chappatte
Dursun Aydemir/Anadolu Agency/Getty Images

Patrick Chappatte

O uchodźcach, Unii, Polakach i Węgrach...
Patrick Chappatte

O uchodźcach, Unii, Polakach i Węgrach...

Agnieszka Zagner: – Ojciec Szwajcar, mama Libanka. Pan urodził się w Pakistanie, trochę mieszkał w Singapurze, do szkoły chodził w Szwajcarii, potem mieszkał w USA. Co chwila wyjeżdżał pan też do krajów ogarniętych konfliktami. Bliższy jest panu Wschód czy Zachód?
Patrick Chappatte: – Jestem człowiekiem Zachodu, chociaż dzięki swoim korzeniom byłem bardziej świadomy tego, co się dzieje na Wschodzie. Żałuję jednak, że moje z nim związki przez lata nie były głębsze.

Wystarczyły jednak, by zatrudniły pana najlepsze gazety świata.
W połowie lat 90. wyjechałem z moją przyszłą żoną najpierw do RPA, potem do USA, gdzie przez trzy lata byłem ilustratorem „New York Timesa”. Po powrocie do Europy zgłosiłem się do „International Herald Tribune”, która miała swoją siedzibę w Paryżu, i powiedziałem: jeśli chcecie opisywać świat, to musicie mieć ludzi, którzy potrafią patrzeć na niego pod różnymi kątami. To było latem 2001 r.…

Pamięta pan swój pierwszy rysunek?
Po pierwszych czterech nastąpił 11 września. Sądziłem, że Amerykanie nie będą chcieli, by Europejczyk zajmował się tym tematem, ale ku mojemu zdumieniu zadzwonili do mnie 12 września i zamówili rysunek. To był dla mnie wielki test. Rysunki są najlepsze wtedy, gdy wyrażają ironię, pokazują, że król jest nagi. Te, które tworzyłem po kolejnych tragediach – w Nowym Jorku, Paryżu czy Brukseli – nie należą do moich ulubionych. Tamten po 11 września przedstawiał Statuę Wolności z zapaloną pochodnią, którą przesłaniał czarny dym z Manhattanu. Można było to czytać na dwa sposoby: mimo tragedii płomień demokracji nie gaśnie, albo: terroryzm pochłonie wszystko, nawet tę niewielką pochodnię.

Z dzisiejszej perspektywy widać, że to raczej czarna chmura się powiększa, a płomień przygasa. Po zamachu w Orlando narysował pan dla „Le Temps” stojącego przed klubem gejowskim ubranego na czarno zamachowca z czarną flagą tzw. Państwa Islamskiego i podpisem: „Za dużo kolorów”.
Nie jest przypadkiem, że wszystkie tragedie ostatnich lat łączymy z czarnym kolorem, że to również kolor islamizmu. Tak jak kiedyś Nowy Jork zasnuwała czarna chmura, tak dziś symbolem staje się równie czarna flaga. Czerń staje się symbolem ciemnych czasów, współczesnego średniowiecza.

Pańskie ilustracje to niemal natychmiastowe komentarze do wydarzeń. Ile czasu potrzebuje pan na rysunek?
Zwykle co najmniej dwie godziny. Rysuję 4–5 szkiców, wszystkie wysyłam do redakcji i proszę o głosowanie na każdy z nich. Ilustracja polityczna musi być jasna, zrozumiała od pierwszej chwili, gdy się na nią patrzy, więc mimo że jestem zawodowym rysownikiem, potrzebuję reakcji innych ludzi – pomagają wyeliminować pomysły, które się nie sprawdzają. Czasem sam jestem zaskoczony wyborami redakcji. „New York Times” po Orlando wybrał rysunek, na którym jest terrorysta z flagą ISIS i wpiętym znaczkiem „Zwolennik NRA”, organizacji propagującej prawo do posiadania broni w USA. Wydawało mi się, że będzie zbyt kontrowersyjny.

Zbyt kontrowersyjny? Czyżby włączyła się panu ta zalana krwią żarówka, którą narysował pan nad głową rysownika po ataku na „Charlie Hebdo”?
Właściwie mogliśmy się spodziewać, że to się stanie. Po duńskich karykaturach Mahometa, coraz szybszym napędzaniu dżihadu od wielu lat byliśmy na kursie kolizyjnym. W końcu stało się, krwawa, czerwona linia została przekroczona, terroryści od słów przeszli do czynów. Dla zachodnich rysowników codziennością stało się to, z czym borykają się ich koledzy z reszty świata: ich praca wiąże się z ryzykiem osobistym, zawodowym, ekonomicznym. Nagle nastąpiła globalizacja ryzyka – wszyscy, bez wyjątku, byliśmy narażeni na ciosy tych, których nasza praca może drażnić: ludzi z forsą, władzą czy z bronią.

Siada więc pan nad kartką z ołówkiem w drżącej ręce?
W moim przypadku sytuacja jest bardziej skomplikowana. Nigdy nie rysowałem Proroka, ani przed, ani po zamieszaniu z duńskimi karykaturami, nie czułem takiej potrzeby. Na wspomnianym rysunku rzeczywiście jest żarówka, to przecież symbol pomysłu, „Eureki”. Sam zadaję sobie pytanie, na ile to, co się stało w Paryżu, wpływa na moją pracę. Mam wrażenie, że nic się nie zmieniło, ale czy to prawda? Może tylko nie jestem tego świadom? Myśląc chłodno, wydaje mi się, że jedyną odpowiedzią na strach może być odwaga. Boisz się? Narysuj najbardziej odważny rysunek, na jaki cię stać, a na pewno poczujesz się lepiej.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną