„Lo i stało się”, czyli Werner Herzog o wirtualnym świecie

W dżungli sieci
Werner Herzog, znany przeciwnik nieostrożnego stosunku do technologii, pyta, czy internet wygenerował już własną świadomość. Film „Lo i stało się” od 30 listopada można kupić razem z POLITYKĄ.
Werner Herzog, „Lo i stało się”
Materiały promocyjne

Werner Herzog, „Lo i stało się”

Może potrzeba kogoś, kto sam nie korzysta z internetu, żeby poznać lepiej naturę cyberbestii? Werner Herzog z sieci nie chce korzystać (np. serwisy społecznościowe nazywa zmasowanym atakiem głupoty), ale potrafił zrealizować dokument pełen ostrożnego szacunku dla zjawiska – „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci”. Nie daje też prostej odpowiedzi, czy sprawy rozwijają się w dobrym czy złym kierunku. Na pewno – wnioskuje reżyser – internautom brakuje ostrożności, a to, z czego korzystają, to trzecia wielka cywilizacyjna rewolucja – pierwszą było rozpalenie ognia, drugą rozprzestrzenienie się elektryczności. Ale Herzog jest zainteresowany tylko jej wpływem na użytkownika – o tym założeniu „Lo i stało się” pisali parę miesięcy temu Aleksandra Przegalińska i Edwin Bendyk: „Roztapiając się w sieci, stajemy się częścią globalnego systemu – społecznej maszyny, zarządzanej (...) przy coraz mniejszym udziale ludzkiej woli” (POLITYKA 19).

Ten brak kontroli człowieka nad determinującymi warunkami środowiska jest cechą, która zawsze przyciągała Herzoga. Tyle że w swoich filmach zajmował się do tej pory nie stosunkiem człowieka do technologii, tylko raczej do natury.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną