Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Ballada o Warholu

Łemkowska opera o Andym Warholu

Bogdan Dziworski, reżyser filmu „Andrew Warhola. Moja Fabryka” (po prawej), i performerzy z Czarnego Karła (po lewej Marta Filipiak, założycielka grupy), na planie filmu Wielka Tymawa, czerwiec 2017 r. Bogdan Dziworski, reżyser filmu „Andrew Warhola. Moja Fabryka” (po prawej), i performerzy z Czarnego Karła (po lewej Marta Filipiak, założycielka grupy), na planie filmu Wielka Tymawa, czerwiec 2017 r. Arkadiusz Wojtasiewicz
Andy Warhol nie podejrzewał, że zostanie bohaterem łemkowskiej opery, która z kolei będzie częścią polskiego filmu o artyście.
Pierwsze ujęcia do filmu powstawały w 2015 r. w pałacu w Ostromecku podczas II festiwalu surrealizmu „Oko nigdy nie śpi”. Portret Warhola trzyma Grzegorz Pleszyński, członek grupy Czarny Karzeł.Arkadiusz Wojtasiewicz Pierwsze ujęcia do filmu powstawały w 2015 r. w pałacu w Ostromecku podczas II festiwalu surrealizmu „Oko nigdy nie śpi”. Portret Warhola trzyma Grzegorz Pleszyński, członek grupy Czarny Karzeł.

Bogdan Dziworski działa impulsywnie. Czarnego Karła, grupę artystów performerów z Bydgoszczy, spotkał pięć lat temu na warsztatach Spring Open w Krakowie i natychmiast zaproponował współpracę. – Gdy Bogdan zobaczył nasze filmy, a są one rodzajem zarejestrowanych fantazji – nie odstępował nas ani na krok – wspomina Marta Filipiak, malarka, założycielka Czarnego Karła.

Dziworski, legenda polskiego filmu dokumentalnego, zwany w środowisku Bodziem, ma gabinet w restauracji filmowców przy warszawskim kinie Kultura. Tu prowadzi zawodowe rozmowy, tu powstają scenariusze jego filmów. Również najnowszego – o Andym Warholu (1928–87), słynnym artyście pop-artu, który urodził się jako Andrew Warhola (rodzice zmienili nazwisko na Warhol już w Stanach Zjednoczonych).

Łemko znikąd, czyli z jaja

– Obaj z Warholem z pochodzenia jesteśmy Łemkami – tłumaczy Dziworski. – Obaj urodziliśmy się już nie na Łemkowszczyźnie – on w Pittsburghu, a ja w Łodzi – ale nasze rodziny mieszkały stosunkowo blisko siebie. Wioskę Miková, na Słowacji, gdzie żyli rodzice Warhola, i Słotwiny, po polskiej stronie, skąd pochodzi rodzina Kopyściańskich, czyli mojej matki, dzieli zaledwie 50 km. Moi krewni już tam nie mieszkają. Rodzice Warhola wyemigrowali za chlebem do Stanów Zjednoczonych na początku XX w., ale w wiosce wciąż żyją ich powinowaci. Prowadzą składnicę złomu. Wybieram się tam z kamerą. Przede wszystkim do muzeum Warhola w pobliskich Medzilaborcach, w którym zalęgły się szczury.

Warhol mówił: pochodzę znikąd. Skoro znikąd, uważa Dziworski, to równie dobrze mógł się wykluć z jajka Fabergé.

Polityka 27.2017 (3117) z dnia 04.07.2017; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Ballada o Warholu"
Reklama