„Valerian”, czyli Luc Besson ekranizuje komiks

Po co gonić Supermana?
Amerykańscy superbohaterowie w kinach zarabiają wielkie pieniądze. Luc Besson, ekranizując francuskiego „Valeriana”, chce im utrzeć nosa. Tyle że siła europejskiego komiksu i jego filmowych adaptacji leży zupełnie gdzie indziej.
„Valerian i Laurelina” w ekranizacji Bessona
Kino Świat

„Valerian i Laurelina” w ekranizacji Bessona

Plansza z polskiego wydania kultowego komiksu Mézières’a i Christina.
Wydawnictwo Taurus Media

Plansza z polskiego wydania kultowego komiksu Mézières’a i Christina.

Plansza z polskiego wydania kultowego komiksu Mézières’a i Christina.
Wydawnictwo Taurus Media

Plansza z polskiego wydania kultowego komiksu Mézières’a i Christina.

Okładka polskiego wydania komiksu Foresta, które ukaże się we wrześniu.
Wydawnictwo knrc/incal.com

Okładka polskiego wydania komiksu Foresta, które ukaże się we wrześniu.

Kadr z filmu „Barbarella” z 1968 r. na motywach skandalicznego wówczas komiksu Foresta.
Courtesy Everett Collection/EAST NEWS

Kadr z filmu „Barbarella” z 1968 r. na motywach skandalicznego wówczas komiksu Foresta.

Czy można sobie wyobrazić, że Nagroda Literacka Nike przestaje honorować książki, a „literackość” ma już tylko w nazwie? Pewnie trudno. Tymczasem najważniejszy konwent amerykańskiego komiksu – Comic-Con w San Diego – od kilku lat już na dobre przestał być imprezą dla miłośników kolorowych zeszytów. Ten moment zmiany świetnie uchwycił i podsumował Morgan Spurlock w swoim dokumencie z 2011 r. „Comic-Con epizod V: fani kontratakują”. Spotkania z filmowymi gwiazdami, cosplaye, premiery nowych gier komputerowych stanowiły sedno. A papierowe komiksy i ich autorzy? Owszem, w San Diego byli, ale stanowili już jedynie tło, staroświecką niszę, a zarazem dobry punkt wyjścia do robienia wielkich pieniędzy na ekranizacjach, bo od niedawna w USA dorastają pierwsze pokolenia, które przygody najważniejszych symboli amerykańskiej popkultury, jak Batman czy Superman, znają przede wszystkim z kina i gier, a dopiero później z komiksu.

Młodzi Amerykanie komiksów już nie czytają. Przynajmniej nie na masową skalę.

Tam przemysł, tu sztuka

Rysownicy i scenarzyści zza wielkiej wody w tym czasie mogli zazdrościć Francuzom i Belgom. Gdy Spurlock kręcił swój dokument, amerykański komiks już na dobre został pożarty przez kino, seriale i gry. Tymczasem w krajach frankofońskich środowisko dopiero zaczęło dostrzegać problem. Choć nakłady albumów spadały także w Paryżu i Brukseli, lektura papierowych komiksów wciąż była rzeczą oczywistą, a autorzy i wydawcy nie do końca czuli presję audiowizualnej rewolucji. Zupełnie inaczej wyglądał także problem praw do ekranizacji. We Francji nawet najbardziej popularne serie komiksowe są w pełni autorskie, a wszelkie próby przekazania pałeczki innym artystom zawsze wywołują gorące dyskusje. Tak było zarówno w przypadku „Asteriksa”, jak i „Thorgala”.

W USA takie zmiany przechodzą bez echa i są oczywiste, ponieważ w przypadku większości komiksów superbohaterskich majątkowe prawa autorskie do postaci nie należą do rysowników i scenarzystów, ale do domów wydawniczych. Takie praktyki uprawiali i nadal to robią dwaj najwięksi gracze, czyli DC (Batman, Superman) oraz Marvel (Spider-Man, Hulk, X-Men). Stąd we Francji mówi się raczej o sztuce komiksu, a w USA o przemyśle komiksowym. Gdy DC zostało przejęte przez Warner Bros., a Marvel przez Disneya, rozgrzana kilka lat wcześniej machina ekranizacji włączyła piąty bieg. Niczego nie trzeba było z autorami negocjować, po prostu ustalano plan na kolejne filmy. Francuski komiks trochę tę nową falę ekranizacji komiksowych przespał – nie ta skala rozpoznawalności bohaterów i nie te budżety. Wyjątkiem były produkcje dla młodego odbiorcy, czyli kolejne „Asteriksy”, a także „Lucky Luke” czy „Tintin”. Ale na polu wielkobudżetowego filmu fantastycznego dla dorosłych Amerykanie zdecydowanie przodowali. „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” w reżyserii Luca Bessona wyraźnie ma ambicję, by ten stan rzeczy zmienić. Tym bardziej że komiks jest temu twórcy bliski. Gdy kręcił „Piąty element” i myślał nad projektami pojazdów kosmicznych, strojów i wielu elementów scenografii, pracowali z nim dwaj wielcy twórcy francuskiego komiksu: Moebius i Jean-Claude Mézières.

Gwiezdne wojny, gwiezdne skoki

Film Bessona to adaptacja jednego z albumów bardzo popularnej frankofońskiej serii „Valerian i Laurelina” (w Polsce znanej po prostu jako „Valerian”), która powstała w 1967 r. dzięki spotkaniu rysownika Jeana-Claude’a Mézières’a oraz scenarzysty Pierre’a Christina. Ten drugi przez lata umiejętnie łączył dwa obszary twórczości. Opracowując scenariusze komiksowe, jednocześnie rozwijał karierę naukową, był profesorem literatury francuskiej Uniwersytetu Utah, pisał też powieści science fiction. Panowie znali się doskonale z dzieciństwa (spotkali się w czasie drugiej wojny w tym samym schronie przeciwlotniczym) i obaj na początku lat 60. postanowili wyjechać do USA. Francja przed rewolucją 1968 r. była w opinii artystów nudnym, konserwatywnym i przytłaczającym krajem. USA z kolei dawały im poczucie wolności, swobody i przestrzeni, a z tego amerykańskiego doświadczenia narodził się właśnie ich wspólny projekt komiksowy, który po raz pierwszy został opublikowany na łamach magazynu „Pilote” w 1967 r., a dopiero później w osobnych albumach.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną