Wzloty i upadki reżysera Patryka Vegi

Gwiazda Vegi
Patryk Vega mówi, że pod płaszczykiem fabuły pokazuje samo życie, które poznaje od podszewki. Wierzą mu miliony polskich widzów.
Patryk Vega na planie filmu  „Pitbull. Nowe porządki”, który przyniósł mu sukces kasowy.
VIPHOTO/EAST NEWS

Patryk Vega na planie filmu „Pitbull. Nowe porządki”, który przyniósł mu sukces kasowy.

Kadr z „Pitbulla” z Tomaszem Oświecińskim
Kino Świat

Kadr z „Pitbulla” z Tomaszem Oświecińskim

Bohaterki nowego filmu reżysera „Botoks” grane przez (od lewej) Agnieszkę Dygant, Katarzynę Warnke, Olgę Bołądź i Marietę Żukowską
Kino Świat

Bohaterki nowego filmu reżysera „Botoks” grane przez (od lewej) Agnieszkę Dygant, Katarzynę Warnke, Olgę Bołądź i Marietę Żukowską

Krytycy sarkają na jego filmy – że unurzane w bluzgach i przemocy, prostackie, przyprawione knajackim humorem. Że to zlepek środowiskowych anegdot. Że postacie są płaskie jak naleśniki, a o nieoczekiwanych zwrotach akcji można zapomnieć. Że filmy aspirujące do sportretowania środowiska w rzeczywistości są tendencyjnym obrazem jego patologii. I że to cyniczny chwyt, odpowiadający na głód sensacji.

Ale publiczność uwielbia kino Vegi. Na „Pitbulla. Nowe porządki” poszło prawie 1,5 mln widzów. Na „Pitbulla. Niebezpieczne kobiety” – 2,9 mln, co jest piątym wynikiem w historii polskiego kina po 1989 r. Wchodzący właśnie do kin „Botoks” też jest skazany na sukces. Zwiastun nie pozostawia złudzeń: to opowieść o wypranej z moralności służbie zdrowia. Vega: – To mój najmocniejszy film. Trzynaścioro moich dotychczasowych współpracowników zrezygnowało z pracy nad nim, bo obawiało się, że zostanie odebrany jako atak na środowisko lekarskie. Reżyser powtarza jak mantrę, że w jego filmach nie ma ani jednego wymyślonego dialogu.

Jak bohater Tarantino

W światło reflektorów pcha Patryka matka. Ojciec wyjeżdża na stałe do Stanów Zjednoczonych pół roku po narodzinach syna. – Matka wpoiła mi, że jestem najlepszy, i chciałem, żeby świat jak najszybciej to potwierdził – mówi. Dzieciństwo Patryka Krzemienieckiego: skakanie z hobby na hobby w poszukiwaniu własnej wybitności. Młodość Patryka: wchodzenie w subkultury, które pomogą mu się zdefiniować. Są więc skejci, metale. W żadnej się nie odnajduje. – Szybko stałem się outsiderem. Rówieśnicy mnie nudzili, wydawali mi się zbyt dziecinni – mówi.

Ważność można sobie nadać dzięki pieniądzom. Patryk otwiera stoisko na giełdzie komputerowej, handluje nielegalnie kopiowanymi w domu programami. Stać go, żeby kupić do domu lodówkę, jakieś meble. Ale wraz z kolegami z podwórka w warszawskich Włochach marzy o większych i łatwiejszych pieniądzach. – Imponowali nam ludzie z miasta. Masa podjeżdżający swoim złotym lexusem pod Kaskadę w Brwinowie – wspomina. Próbuje handlu amfetaminą, wdaje się w bójki, kradnie. Wpada podczas kradzieży perfum na promie płynącym do Szwecji. Dostaje wyrok w zawieszeniu.

Nowe marzenie – zostać reżyserem – dobrze pasuje do ambicji Patryka. Pisze amatorskie scenariusze inspirowane hollywoodzkim kinem akcji, pokazuje je reżyserowi Waldemarowi Dzikiemu. Muszą mu się podobać, bo zleca Vedze pisanie scenariuszy do kilku odcinków serialu „Pierwszy milion”, o gospodarczej transformacji. Patryk mierzy wysoko: w krótkim czasie zdobyć Oscara. Ale jak podbić Hollywood z nazwiskiem Krzemieniecki? Inspiracją do nowego wcielenia jest Vincent Vega, płatny zabójca z „Pulp Fiction”, grany przez Johna Travoltę. Vega: – Pomyślałem, że to kapitalna sprawa nazywać się jak bohater filmu Tarantino. „Pulp Fiction” zawładnął moją wyobraźnią. Byłem zachwycony jego energią, błyskotliwością, autentyzmem. No i oczywiście dialogami.

Jak prawdziwe psy

Doświadczeniem kształtującym jest dla Vegi zetknięcie z dokumentem. – Dziki wkręcił mnie do dokumentów o biedarodzinach z polskiej prowincji. Zobaczyłem domy, w których ludzie żyją na klepisku i mają naścioro dzieci. Byłem w szoku, że Polska może tak wyglądać.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj