Kultura

Wiesław Michnikowski lubił żartować, ale aktorstwo traktował bardzo poważnie

Wiesław Michnikowski Wiesław Michnikowski Iwona Burdz / Agencja Gazeta
Zmarł w wieku 95 lat. Na szczęście zostają z nami jego piosenki z Kabaretu Starszych Panów, skecze z Dudka i wiele ról z najbardziej znaną – Jej Ekscelencji z „Seksmisji”.

„Nie lubię mówić o sobie / Ale trudno, co ja zrobię. / Różnych ludzi się pytałem / I sporo się dowiedziałem. / Nie wiedziałem, teraz wiem / Dużo o Wiesławie M.” – tak Wiesław Michnikowski zwracał się do Szanownego Czytelnika we wstępie do wywiadu rzeki, jaki trzy lata temu przeprowadził z nim syn Marcin. Tytuł równie autoironiczny – „Tani drań”. I to prawda, bo Wiesław Michnikowski był tyleż powszechnie znany (i uwielbiany), co przez całe dziesięciolecia bogatej kariery niezbyt skłonny do publicznych zwierzeń.

Kto nie ma w głowie i uszach jękliwego „Już kąpiesz się nie dla mnie”, nostalgicznego „Addio pomidory”, „Tanich drani”, „Odrobiny mężczyzny” czy wreszcie: „Wesołe jest życie staruszka”? Kto choć raz w życiu nie widział „Seksmisji” i Michnikowskiego w kobiecym przebraniu? Albo „Sęka” Kabaretu Dudek, szmoncesu wszech czasów, w którym mistrzowsko brnęli w nieporozumienia z Edwardem Dziewońskim?

Marzenia Wiesława Michnikowskiego

Ale już o jego wielkich pasjach pozaaktorskich – samochodach i majsterkowaniu – wiedzieli nieliczni. „W czasie wojny zostałem skierowany przez niemiecki urząd pracy do zakładów naprawczych Elektrycznej Kolejki Dojazdowej w Grodzisku Mazowieckim. Tam pewnego razu dostałem polecenie, żeby zreperować pantograf. I jak się tym zajmowałem, kopnął mnie prąd. Zleciałem z wagonika na ziemię. Musiałem upaść na głowę, bo po wojnie zostałem aktorem...” – żartuje w wywiadzie rzece.

Lubił żartować, a jednak aktorstwo traktował bardzo poważnie. Marzył o rolach różnorodnych, role komediowe albo komediowo-tragiczne cenił, ale też bał się, że staną się szufladką, w której będzie mu zbyt ciasno. Najbardziej lubił grać wbrew warunkom, fizycznym i psychicznym, cenił grane na serio czarne charaktery. Marzył o roli Rzeckiego w „Lalce”, zagrał ją jego kolega z teatru Bronisław Pawlik, marzył o Tartuffe′ie w „Świętoszku” Moliera. Ze swoich ról najbardziej cenił Strzałkę w „Skąpcu” Moliera czy tytułowego, z ducha chaplinowskiego bohatera w „Historii fryzjera Vasco” Georges′a Schehadé.

To jest facet, który wszystko umie

Został specjalistą od komedii podszytej smutkiem, desperacją, tragizmem. Sztuk Fredry, Bałuckiego, Moliera, Ioneski, Pintera. Krytycy, doceniając te kreacje, pisali: „Michnikowski urodził się dla Mrożka”. Podkreślali, że mając naturalną vis comica, potrafi ten talent do rozśmieszania powściągnąć, by nie robić karykatury, nie wygłupiać się. Jedną z ostatnich wielkich ról był Wuj Eugeniusz w „Tangu” Mrożka w reż. Macieja Englerta, grany w Teatrze Współczesnym w Warszawie od 1997 r.

„To jest facet, który wszystko umie, bo ma w sobie syntezę prawdy. Bez względu na to, czy jest to Szekspir, czy Dudek, ta prawda z niego emanuje. Poza tym to wspaniały kolega, a do tego autentyczny przedwojenny warszawski inteligent” – opisywał Michnikowskiego przyjaciel nie tylko z Dudka, Edward Dziewoński.

Ulubioną piosenką Michnikowskiego z Kabaretu Starszych Panów była „Inwokacja”: „Bez ciebie / jestem tak smutny / jak kondukt w deszczu pod wiatr / Bez ciebie jestem wyzuty z ochoty całej na świat”. Z Michnikowskim byliśmy smutni i wyzuci dużo mniej. Na szczęście zostały nagrania.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną