O co chodzi w operze mydlanej rodziny Czartoryskich?
Spektakl polegający na obrzucaniu się inwektywami przez córkę i jej ojca trudno pogodzić z utrwalanym wizerunkiem „książąt z klasą”. Ale nie to jest w tej sprawie najważniejsze.
Rodzina Czartoryskich na Wawelu
MICHAL LEPECKI/Agencja Gazeta

Rodzina Czartoryskich na Wawelu

Na początku było jak w sensacyjnym filmie: wielkie pieniądze, unikalne dzieła sztuki, potajemne negocjacje i nieoczekiwany finał. Teraz jest jak w mydlanej operze: wzajemne oskarżenia, wywlekanie rodzinnych brudów, niekończąca się tragikomedia. Tylko bohaterowie ci sami: familia Czartoryskich.

Losy kolekcji Czartoryskich budzą skrajne emocje

Zakupowi przez skarb państwa kolekcji Czartoryskich z flagową „Damą z łasiczką” Leonarda da Vinci towarzyszyły skrajne opinie: od uznania po potępienie. Już wówczas uważałem, że decyzja była słuszna, co starałem się precyzyjnie uzasadnić (POLITYKA 2/2017). I zdania nie zmieniłem. Teraz gromy posypały się ponownie. Na głowy Czartoryskich za „wyprowadzenie” z Polski całej kwoty, którą zarobili na sprzedaży, a przy okazji na głowę ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego za tamtą transakcję – z powszechnym sugerowaniem, że przyłożył rękę do ograbienia budżetu z kwoty ponad 400 mln złotych.

Otóż, po pierwsze, o ograbieniu nie ma mowy, bo jednak dzieła sztuki i nieruchomości, na wolnym rynku warte wielokrotnie więcej, pozostają (i tak będzie już zawsze) w rękach państwa. Bardziej złożona jest kwestia transferu pieniędzy do raju podatkowego w Liechtensteinie.

Czytaj także: Czy kolekcja Czartoryskich to dobry zakup?

Czartoryscy ograbili polski budżet?

Czytając masowe wypowiedzi internautów, nie można mieć wątpliwości: w 95 proc. dyszą z oburzenia na księcia, który ograbił Polskę z tak wielkich pieniędzy. Tymczasem na zdrowy rozsądek wydaje się, że trudno się o co czepiać. Jeżeli ja sprzedam rower koledze, to nikt mi nie może mieć za złe, że zarobione pieniądze przepiłem, a nie przekazałem ich na opiekę nad zwierzętami w schroniskach (choć z moralnego punktu widzenia zapewne powinienem czuć się podle).

Dlatego w tej konkretnej sytuacji najważniejsze jest pytanie, na które na razie żadna kompetentna instytucja nie dała jasnej i jednoznacznej odpowiedzi: czy transfer odbył się z poszanowaniem czy z naruszeniem polskiego prawa finansowego, statutu fundacji itd. Jeżeli naruszeń nie było, to pozostaje jedynie ocena moralna, która ma prawo być negatywna. Choć trzeba przyznać, że często pojawiający się w bieżącej dyskusji motyw wyzysku chłopów przez minione stulecia (hasło: to oni zapracowali na „Damę”) jest tyleż demagogiczny, co niebezpieczny, bo rewidowanie odległej przeszłości mogłoby prowadzić do zaskakujących i dużo szerszych konsekwencji.

Czytaj także: Dlaczego w Polsce brakuje dobrych kolekcji sztuki współczesnej?

Doniesienie na Fundację Czartoryskich

Platforma Obywatelska i partia Razem złożyły do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez władze Fundacji Czartoryskich. I dobrze, bo to pozwoli ostatecznie wyjaśnić, czy przekroczono prawo. Im prędzej to nastąpi, tym lepiej. Utnie spekulacje, pozwoli ostudzić inkwizytorski zapał narodu (choć kto wie, może go podsyci?).

Cała reszta to już tylko emocje. Niezdrowe. Żenujące. Publiczny spektakl polegający na obrzucaniu się inwektywami przez córkę i jej ojca (przy aktywnym udziale kilku innych „arystokratów”) trudno pogodzić z utrwalanym wcześniej wizerunkiem „książąt z klasą”. Ale cóż, okazuje się, że pieniądze są w stanie nawet książęce kręgi w sekundę teleportować w okolice magla i w społeczność bazarowych przekupek czasów PRL. To tylko kwestia liczby zer i nazwiska odbiorcy na przelewie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną