Hitler i Stalin powracają... w literaturze

Przypomniani szatani
Po co nam wracające w literaturze figury Hitlera i Stalina, nieśmiertelnych katów XX w.?
Obaj dyktatorzy wciąż odciskają się piętnem na psychice mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej.
Mirosław Gryń/Polityka

Obaj dyktatorzy wciąż odciskają się piętnem na psychice mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej.

W europejskiej klasie politycznej fikcji historycznej mamy chyba tylko jednego Szczepana Twardocha.
Mirosław Gryń/Polityka

W europejskiej klasie politycznej fikcji historycznej mamy chyba tylko jednego Szczepana Twardocha.

Polskie wybory prezydenckie 2020 r. W pierwszej turze mieli się zmierzyć Adrian Dudek i Donald Zus. Jednak dzięki zmowie piarowców innych przegranych polityków obu pokonują nieśmiertelni: Hitler i Stalin. Po czym drugą turę wprawdzie wygrywa ten drugi, ale Prezes wprowadza stan wojenny i proponuje premierostwo Adolfowi.

Autor tej prowokującej satyry Jakub Kuza sięgnął po aż taką kłonicę, bo – jak pisze – jest przerażony igrzyskami chorej nienawiści w polskiej polityce. „Jeszcze nie jest za późno, aby zatrzymać to szaleństwo. Inaczej nie będą nam potrzebni Stalin i Hitler. Wybijemy się sami nawzajem”. Na tę powieść można by machnąć ręką jak na kabaretowy skecz, gdyby nie wpisywała się w szerszą pokusę przywracania do życia wampirów totalitaryzmu.

Wojna polsko-polska

Inspiracją takich pomysłów jest zapewne ogromny sukces niemiecko-węgierskiego autora Timura Vermesa z 2012 r. W książce „On wrócił” Hitler, obudzony z letargu w Berlinie Angeli Merkel, zostaje zawłaszczony przez media. W autorskim late night show mówi swoje. Szefowie odbierają to jako atrakcyjną satyrę, a Adolf – jako początek powrotu na polityczną scenę.

U Kuzy niby jest podobnie. Niezniszczalni Adolf i Josif przetrwali. Nie mają chwilowo szans przeskoczyć Putina i Angeli. A w polsko-polskiej zimnej wojnie widzą szansę na powrót do gry. Dwa sztaby przegranych polityków – postpeerelowskiej lewicy oraz prowincjonalnych narodowców – stawiają na autorytarne ciągoty ich elektoratów. A cała reszta to wizerunkowa palcówka. Tyle że to wszystko wisi w próżni.

Führer i Generalissimus to rzeczywista polska trauma gwałtu i upodlenia. Ale obaj nie są tą częścią polskiej tożsamości, z którą każdy wewnętrznie by się zmagał. Nie brak w Polsce jawnej i ukrytej fascynacji obydwoma ludobójcami. Ale mało kto powie, jak Tomasz Mann w 1938 r. z amerykańskiej emigracji, że Hitler to jego brat.

Obaj dyktatorzy wciąż odciskają się piętnem na psychice mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej, co dobitnie pokazuje Timothy Snyder w „Blood Lands”. Ale Hitler i Stalin to demony ościenne, a nie osobisty diabelski pakt w każdym z nas. To dlatego satyra Vermesa poruszyła strunę w duszy niemieckiej. A satyra Kuzy brzmi pusto.

Które zło mniejsze?

Inaczej u Niemców i Rosjan, którzy w XX w. mają wszelkie powody, by robić rachunek sumienia z diabelskiego paktu, bo to w ich imieniu Hitler i Stalin podpisali własny – a po części wspólny – cyrograf. Stąd Mann w „Doktorze Faustusie”, a Michaił Bułhakow w „Mistrzu i Małgorzacie” przyglądali się piętnu wypalonemu na niemieckiej i rosyjskiej duszy w latach sukcesów Hitlera i Stalina. Jednak na opis diabelskiego śladu wyrytego przez nich na tej części Europy, która była miejscem zmowy obu wodzów i ich pandemonium, trzeba było czekać do rozpadu ZSRR. I znamienne, że na takie panoramy porwali się pisarze rosyjscy i amerykańscy urodzeni w latach 1957–67, a nie Polacy, Czesi czy Litwini.

Przykładem niemal tysiącstronicowa powieściowa panorama Williama T. Vollmanna „Europe Central” (2005 r.) czy znane i w Polsce „Łaskawe” (2006 r.) amerykańsko-francuskiego autora Jonathana Littella. A parę lat temu 700-stronicowe „Czerwone światło” (2013 r.) Maksima Kantora.

Tytuł powieści Vollmanna to nazwa wywiadowczej centrali telefonicznej w podzielonym Berlinie, w której porte parole autora podsłuchuje krzyżujące się ze sobą rozmowy. Jednak ogarniając zawieruchę lat 1917–75 w Rosji i Niemczech, wyraźnie odnosi się także do krajów „pomiędzy”, a zwłaszcza do Polski, do września ’39, Katynia i powstania warszawskiego.

Jednak „Europe Central” nie opowiada historii wprost. Jest oparta – za Plutarchem – na biografiach równoległych ludzi wysługujących się i przeciwstawiających zarazem totalitarnej władzy. Szczególnie poruszające są biografie równoległe Andrieja Własowa – obrońcy Moskwy w 1941 r., a następnie dowódcy kolaboranckiej „rosyjskiej armii wyzwoleńczej” oraz niemieckiego stalingradczyka – feldmarszałka Paulusa. Obaj pozostawieni w kotle przez swych wodzów na zatracenie, zmienili front. Na wiązkę moralnych niejednoznaczności składa się także udręka Szostakowicza i jego służalczość wobec Stalina, oraz wewnętrzne rozdarcie ewangelickiego oficera SS Kurta Gersteina, eksperta od gazów trujących, który będąc świadkiem gazowania Żydów w Bełżcu i Treblince, próbował opóźniać dostawy cyklonu B do obozów zagłady i zarazem powiadamiać o ludobójstwie szwedzkich i szwajcarskich dyplomatów. Świadom swej współwiny, latem 1945 r. powiesił się we francuskim więzieniu.

W nagrodzonej National Book Award „Europe Central” ujawniają się mroczne siły. Szatan przybiera postać germańskich bogów wojny. A wagnerowski „Pierścień Nibelunga” zmaga się z „Patetyczną” – symfonią leningradzką Szostakowicza. Ale są też siły jasności: moskwianie w czasie zimnej wojny wymuszają owacjami na jury i Chruszczowie przyznanie nagrody nie radzieckiemu, lecz amerykańskiemu pianiście.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną