Kultura

Lemoniadowy hejt

Kawiarnia literacka

Nie napiszę przecież o tym, że wystarczy trochę słońca, żeby nadwiślański hejt zniknął, czyli o wpływie klimatu na mowę nienawiści.

Jeździłem na rolkach po Polu Mokotowskim i przy okazji rozglądałem się za pomysłem na felieton. Po czterech godzinach snu nie czułem się zbyt pewnie na sześciu kółkach. Pół poprzedniej nocy spędziłem na mieście. Zrobiło się cieplej i poszliśmy nawet na koncert „muzyki tropikalnej”. To było akurat fajne. Ale dlaczego potem mieszałem alkohole?

W nocy zwierzyłem się mojemu przyjacielowi, że nie mam pomysłu na nowy felieton. Chciałbym coś politycznego, ale przecież każdy widzi, co się dzieje. I po co tysięczny raz to opisywać?

Tekst o radykalizacji? Albo o mowie nienawiści na przykładzie gazety, którą zobaczyłem niedawno wystawioną na stacji Orlen? Media Ojca Rydzyka przy jej tekstach to „Kwiatki Świętego Franciszka”. Zrobiła na mnie takie wrażenie, że aż zapytałem pracownika stacji, dlaczego ją wystawia. To trucizna w czystej postaci.

– Ja wystawiam? Kazali nam – pokazał palcem w górę, czyli – jak zrozumiałem – w okolice gabinetów prezesów łączących się właśnie ze sobą państwowych spółek Lotos i Orlen. – Dla nas ten syf to wstyd.

– Ale żeby o tym napisać – powiedział mój przyjaciel – musiałbyś przeczytać przynajmniej jeden cały numer.

– Tylko nie to – pokręciłem głową, bo nie chciałem sobie tego robić.

Nie kupię przecież tej gazety, bo w ten sposób finansowałbym ją, czyli wspierał mowę nienawiści. W końcu nie wytrzymałem i przed snem otworzyłem wydanie internetowe: „Liczmy się jak Żydzi”, „Francuzi, mordercy Żydów...”, „Musimy zrobić ekshumacje w Jedwabnem”, „Prócz Niemców, Rosjan i Francuzów najbardziej do śmierci Żydów przyczynili się sami Żydzi”, i najbardziej optymistyczna wiadomość: „Kolejny krok przed nami: ...Rozbudowujemy dział amerykański”!

Następnego dnia rano na Polu Mokotowskim zobaczyłem zadowolonych ludzi. Jeździli na rowerach, rolkach i hulajnogach. Grali w piłkę, rzucali sobie frisbee, bawili się z dziećmi. Nikt z nich nie wyglądał na zradykalizowanego. Nie wyglądał na życiowego czy internetowego hejtera. Co robić? Nie napiszę przecież o tym, że wystarczy trochę słońca, żeby nadwiślański hejt zniknął, czyli o wpływie klimatu na mowę nienawiści.

Ale zaraz... Wyhamowałem, bo zauważyłem jednak jednego potencjalnego kandydata na hejtera w kolejce do budki z lemoniadą. Mnie też suszyło. Podjechałem i stanąłem za nim, a raczej w jego cieniu. Jestem dość wysoki, ale on był sporo wyższy ode mnie, mimo że byłem na rolkach. I co najmniej dwa razy szerszy. Wytatuowane bicepsy rozsadzały mu T-shirt, a gruby złoty łańcuch lśnił w słońcu na wytatuowanej szyi.

Gdybym szukał aktora do roli bezwzględnego mordercy, nie mógłbym trafić lepiej. Strach było mu spojrzeć w oczy.

Czy tak wygląda człowiek zradykalizowany, który nienawidzi obcych, w życiu liczy się tylko z siłą i agresją, a w wolnym czasie czyta gazety na Orlenie?

Niespodziewanie jego zacięta czerwona twarz rozjaśniła się na widok drobnej (też w porównaniu do mnie) starszej pani z dwoma identycznymi pieskami miniaturkami.

– Seba – spytała go – chcesz iść jeszcze po lody?

– Nie, mamo. Kur..., jest taka kolejka, że musielibyśmy czekać do jutra. A one są już i tak zmęczone – spojrzał wyrozumiałym wzrokiem na dwa szczekające teraz na siebie pinczerki. I nachylił się nad nimi, głaszcząc jedną ręką obie główki.

– No, kto się złości? No, który jest niezadowolony? Ty? – wziął na rękę pieska mniejszego niż jego biceps. – Koko, chodź do tatusia.

Koko od razu zaczął lizać go po twarzy. W tym czasie drugi pies miniaturka szarpał go za sznurówki adidasów i podgryzał wytatuowane łydki.

– Zazdrośni jesteśmy o tatusia, tak? No, chodź, Lasso – wystawił mu drugi biceps. – Też byłeś grzeczny. Widziałem. Pani w przedszkolu była zadowolona i cię pochwaliła.

– Jakie słodkie – wyrwało mi się, bo nigdy bym nie zgadł, że pod tą masą tatuaży i muskulatury ma w sobie tyle czułości.

Leniwie odwrócił głowę w moją stronę. Pieski lizały go teraz po obu policzkach.

– Po przedszkolu są – wyjaśnił. – Od rana miały zajęcia.

– W weekend w przedszkolu? – powiedziałem. – Biedaki.

– No – odwrócił się ode mnie – Mama, ch... z tą kolejką. Wracamy do domu. Puszczę im film. Położą się na kanapie, prześpią, odpoczną po przedszkolu.

I poszli, a razem z nimi moje nadzieje na felieton o hejterze, radykalizacji i mowie nienawiści.

Dopiero teraz zauważyłem sympatyczną parę, która stanęła za mną. Wyglądali na studentów. Mimo woli zacząłem słuchać.

– No i wujek Staszek jak w każde święta chciał mnie sprowokować – opowiadała uśmiechnięta blondynka z dołeczkami na policzkach. – Po pierwszym kieliszku powiedział, że jestem feministką. To już słyszałam wcześniej na Boże Narodzenie. Zgodziłam się z nim. Jasne, wujku. Potem, że jestem za aborcją. Ja na to, że warunkowo. A on: Czyli jesteś za mordowaniem niewinnych nienarodzonych dzieci, tak? Stwierdziłam, że kobieta powinna mieć wolność wyboru. Szczególnie kiedy dziecko może urodzić się z poważnymi wadami. Wujek wypił jeszcze dwa kieliszki, widziałam, że coś kombinuje. Aż poczerwieniał z wysiłku. W końcu wycelował we mnie palec: Ty jesteś Żydówką!

Straciłem ochotę na lemoniadę. Może lepszy będzie po prostu klin?

***

Mikołaj Łoziński – pisarz i fotografik. Socjolog z wykształcenia. Był tłumaczem telewizji francusko-niemieckiej, zarabiał jako malarz pokojowy i asystent niewidomej psychoterapeutki. Debiutował powieścią „Reisefieber” (Znak 2006), za którą otrzymał w 2007 r. Nagrodę Fundacji im. Kościelskich. Laureat Paszportu POLITYKI w 2011 r. za powieść „Książka”. Ojciec bliźniaków. Mieszka w Warszawie.

Polityka 29.2018 (3169) z dnia 17.07.2018; Kultura; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Lemoniadowy hejt"
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną