Klocuch i Stribog, czyli o twórczości postinternetowej

Sztuka po sieci
Młodzi w internecie budują swoją kulturę, nierzadko bardzo wyrafinowaną. I mają swoich bohaterów, zaskakująco popularnych i wiarygodnych niczym artyści ludowi lub uliczni.
Pokaz prac Klocucha w warszawskiej galerii Komputer.
Łukasz Radziszewski

Pokaz prac Klocucha w warszawskiej galerii Komputer.

Fani twórczości Klocucha czekają na wejście pod Zamkiem Ujazdowskim.
Mateusz Kowalczyk

Fani twórczości Klocucha czekają na wejście pod Zamkiem Ujazdowskim.

Wideoklip Wiktora Striborga „Es el ordenador” (To komputer).
Marcin Wysocki

Wideoklip Wiktora Striborga „Es el ordenador” (To komputer).

Zaczęło się niewinnie. Warszawska galeria Komputer zaprosiła na Facebooku na pokaz „Klocuch. Wystawa retrospektywna”. Wyglądało to trochę jak żart. Komputer dopiero debiutował, nikt o nim wcześniej nie słyszał. Klocuch cieszył się sporą sławą, ale na pewno nie w środowisku artystycznym.

Nieoczekiwanie sprawy wymknęły się spod kontroli. Obecność na wystawie zadeklarowało ponad 20 tys. osób – rzecz w rodzimym obiegu sztuki bez precedensu. Do organizatorów odezwała się policja z pytaniem, czy planują imprezę masową. Wernisaż trzeba było przesunąć, ostatecznie odbył na początku października, podzielony na dwie części. Najpierw w Zamku Ujazdowskim 600 osób zobaczyło 40-minutowy montaż filmów Klocucha. Następnego dnia ekspozycja w siedzibie Komputera na stołecznej Pradze została otwarta dla widzów – za radą policji uformowanych w 20-osobowe grupy wpuszczane do galerii raz na godzinę.

Kim jest Klocuch?

Skąd to zamieszanie? By odpowiedzieć, trzeba choćby pokrótce wyjaśnić, kim jest Klocuch. Anonimowy internauta (jego tożsamość to przedmiot rozległej debaty wśród fanów) od ośmiu lat publikuje na YouTube amatorskie filmy – przede wszystkim recenzje gier komputerowych, ale też przeróbki programów telewizyjnych, teledysków i filmów. Zachowuje przy tym specyficzną konwencję. Jego znak rozpoznawczy to podrasowany komputerowo piskliwy głos 12-latka. Wygłasza nim absurdalne komentarze – coś między dziecięcym bełkotem a poezją eksperymentalną. Celowo nie dba o jakość swych produkcji, raczej eksponuje własną nieporadność. Mimo to jego popularność rośnie: na YouTube ma ponad 300 tys. stałych widzów, najpopularniejszy filmik został odtworzony już ponad 5 mln razy.

Obserwatorom nieobeznanym z internetowymi konwencjami, zwłaszcza tymi mniej mainstreamowymi, trudno pojąć fenomen Klocucha. Jego humor równie często bywa odkrywczy i ujmujący, co przyciężki i zwyczajnie infantylny. Co tu ciekawego? Kuratorzy wystawy w Komputerze, krytyk Piotr Policht i artysta Bartosz Zaskórski (znany również z muzycznego projektu Mchy i Porosty), przekonują, by w pracach Klocucha dostrzec zapis doświadczenia pokoleniowego – dostępnego i zrozumiałego przede wszystkim (a może tylko) dla tych, którzy od kilku czy kilkunastu lat nieustannie obcują z internetem, a w efekcie nie odróżniają już wirtualu od realu. Ci wychowankowie sieci, dziś zwykle dwudziestokilkuletni, klocuchowy styl chwytają ponoć w lot, intuicyjnie, bez potrzeby dodatkowych objaśnień. A ich przywiązanie gwarantuje Klocuchowi środowiskową wiarygodność – towar rzadki i atrakcyjny także poza granicami fanowskiej niszy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną