Kultura

Męskość schodzi ze sceny?

W mijającym roku najgłośniejsze nazwiska nie należały do twórców

Kryminalny musical „Instytut Goethego” w reż. Cezarego Tomaszewskiego w wałbrzyskim Teatrze im. Szaniawskiego. Kryminalny musical „Instytut Goethego” w reż. Cezarego Tomaszewskiego w wałbrzyskim Teatrze im. Szaniawskiego. Bartek Warzecha
Do niedawna krytycznie o mężczyznach wypowiadały się w polskim teatrze głównie kobiety. W tym sezonie dołączyli do nich panowie.
„Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej” Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki w Starym Teatrze w Krakowie.Magda Hueckel „Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej” Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki w Starym Teatrze w Krakowie.

Najgłośniejsze nazwiska w teatrze w mijającym roku nie należały do twórców. Mimo że Krystian Lupa i Krzysztof Warlikowski objeżdżają świat ze swoimi najnowszymi spektaklami, a Jan Klata odebrał w Petersburgu nagrodę Nowych Rzeczywistości Teatralnych, najwięcej mówiło się o Cezarym Morawskim i Marku Mikosie. Pierwszego wreszcie udało się odwołać z dyrekcji Teatru Polskiego we Wrocławiu, po ponad dwóch latach niszczenia prestiżowej sceny. Raport NIK ujawnił, że teatr ma 1,3 mln długu, a dyrektor obok comiesięcznej pensji w wysokości 12 tys. zł zarobił dodatkowe 186 tys. za występy, próby, reżyserie i scenografie (dzielone z reprezentującą go wobec własnej sceny agencją artystyczną). Dodatkowo teatr dopłacił 60 tys. zł do ceny wynajmu jego czteropokojowego mieszkania oraz wypłaca odszkodowania aktorom zwolnionym przez dyrektora niezgodnie z prawem. Mikos, który w ciągu sezonu sprowadził krakowski Stary Teatr do roli podrzędnej sceny, pozostaje na stanowisku, ale ceną jest głowa dyrektora artystycznego Jana Polewki i zgoda na to, by obecny sezon zorganizowała Rada Artystyczna wyłoniona z zespołu teatru.

Wspierające obu dyrektorów Ministerstwo Kultury ogłosiło konkurs na dyrekcję Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Mogło pozostawić na stanowisku dotychczasową dyrektorkę (a także pomysłodawczynię i współzałożycielkę, razem z Maciejem Nowakiem, instytucji) Dorotę Buchwald, list z poparciem dla jej pracy podpisało prawie 1,3 tys. ludzi kultury z – to fenomen – obu stron polskiej barykady. W piątek komisja konkursowa nie poparła żadnego z kandydatów, w tym Doroty Buchwald, otwierając ministrowi drogę do wyboru szefa IT.

Kobiety w klatce

Swoje teatralne odsłony miała w tym roku akcja #MeToo. Studenci i studentki reżyserii Akademii Teatralnej od lat alarmowali władze uczelni w sprawie nękającego ich i molestującego profesora-alkoholika, ale był nie do ruszenia. Tym razem sprawę upubliczniono, list otwarty ze wsparciem dla studentów podpisały znane reżyserki, absolwentki AT. Profesor został odsunięty od udziału w egzaminach wstępnych na Wydział Reżyserii, a wcześniej także od prowadzenia zajęć, rektor zawiadomił rzecznika dyscyplinarnego i ogłosił, że AT planuje powołać rzecznika akademickiego. Zaś Prokuratura Okręgowa w Warszawie ogłosiła, iż wszczęła postępowanie sprawdzające po materiale „Superwizjera” TVN24, z którego wynikało, że dyrektor Teatru Akademickiego w Warszawie Ryszard A. molestował i mobbingował studentki oraz licealistki podczas „prób”, które odbywały się m.in. w siedzibie ZASP.

Z okazji 100-lecia uzyskania praw wyborczych przez Polki Joanna Nawrocka, dyrektorka Teatru Ochoty w Warszawie, zrobiła zestawienie: na 126 teatrów publicznych w Polsce tylko 29 jest prowadzonych przez dyrektorki, spośród 32 zastępców ds. artystycznych tylko 3 są kobietami, a wśród 89 zastępców do innych spraw kobiet jest 39. Polski teatr wciąż jest mężczyzną, choć do zawodu wchodzi coraz więcej reżyserek.

Maja Kleczewska w tym roku została laureatką przyznawanej przez miesięcznik „Teatr” Nagrody im. Konrada Swinarskiego dla najlepszego reżysera sezonu, za spektakl „Pod presją” z Teatru Śląskiego im. Wyspiańskiego w Katowicach – o kobiecie czującej się w urządzonym przez mężczyzn świecie jak w klatce. Była drugą reżyserką w 42-letniej historii nagrody, pierwszą była Anna Augustynowicz, nagrodzona... rok temu.

Nagrodę Kleczewska zadedykowała „kobietom, które współtworzyły teatr polski od niepamiętnych czasów i o których, myślę, powinniśmy pamiętać” i odczytała listę kilkudziesięciu nazwisk. Dlaczego Lidia Zamkow, Krystyna Skuszanka, Izabella Cywińska, Krystyna Meissner nigdy nie dostały nagrody? A Barbara Wysocka? Monika Strzępka? – pytała. „Mam też nadzieję, że pewnego dnia jakaś nagroda reżyserska będzie imienia jakiejś kobiety” – zakończyła. 100-lecie praw wyborczych Polek reżyserka uczciła udziałem w nocnym happeningu przemianowania warszawskiego ronda Dmowskiego na „Rondo Legalnej Aborcji”.

O, mężczyzno polski!

Ale o męskości i kobiecości, w zapasach i solo, rozmawiano nie tylko w teatralnych kuluarach. Tematyka płci była także ważnym tematem wielu spektakli w mijającym roku. Najradykalniejszy był w swojej diagnozie Paweł Łysak, który na pytanie, zadane w tytule spektaklu zrealizowanego w warszawskim Powszechnym: „Jak ocalić świat na małej scenie?”, odpowiadał: uwolnić go od tradycyjnie pojmowanej męskości. Zachłanne męskie ego, rujnujące świat w imię nieposkromionych ambicji, symbolizuje w przedstawieniu figura Fausta (wąsaty Kazimierz Wysota). W finale Anna Ilczuk matczynym gestem ubiera go w piżamę – czas na sen. Inaczej wszyscy zginiemy, przywaleni tonami śmieci albo uduszeni przez globalne ocieplenie i smog.

W inaugurującym sezon Rady Artystycznej w Starym Teatrze „Roku z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej” Paweł Demirski i Monika Strzępka przyglądają się umieraniu mężczyzny, głównego bohatera, 40-latka (Szymon Czacki). Anna Radwan wygłasza tyradę, przerywaną inwokacją i lamentem jednocześnie: „O, mężczyzno polski, o, mężczyzno polski i jego matko!”. W, niestety niezbyt oryginalnej, wyliczance padają: „śmiertelnie na temat swojego przyrodzenia poważni”, „zahamowani, jakby im ktoś hamulec ręczny zaciągnął”, „buforowanie się do życia ciągłe”. Podburzany do buntu przez swoje ludowe korzenie albo śmierć (Anna Dymna w stroju ludowym), czy choćby gniewu, nie znajduje w sobie siły na nic poza narzekaniem i rozczarowaniem.

Wcześniej podobny problem zauważyła w performatywnym spektaklu w Powszechnym Małgorzata Wdowik. „Walczę tu ze stereotypem męskiego gniewu utożsamianego z agresją. Gniew bez przemocy jest możliwy – on jest potrzebny do obrony własnego terytorium, do stawiania granic” – tłumaczyła genezę „Gniewu”, w którym występują aktorzy i nastoletni chłopcy.

Z kolei w wystawionych w okolicy Święta Wojska Polskiego „Damach i huzarach albo Play Fredro” z gdańskiego Wybrzeża reżyser Adam Orzechowski namawiał mężczyzn do psychoterapii, jak refren wracała myśl o konieczności uwolnienia się od przymusu powielania starych wzorców i szukania własnego głosu. W Warszawie woje, rycerze, żołnierze i oficjele defilowali, prężąc torsy w rozciągniętej na kilka kilometrów rekonstrukcji mitów i archetypów, a na gdańskiej scenie umęczony Major (Robert Ninkiewicz), w koszuli pacjenta szpitala psychiatrycznego i z łopatką do przewracania naleśników w roli oręża, konfrontował się ze swoim „wzorem” – Starym Huzarem w wersji zombie. W szpitalu psychiatrycznym (w Rybniku) kończyli też męscy bohaterowie „Dracha”, śląskiej sagi Szczepana Twardocha, przeniesionej na sceny Katowic i Rybnika przez Roberta Talarczyka. Niedojrzali narcyzi, po dziecinnemu okrutni, szczególnie wobec kobiet, które miały pecha się z nimi związać.

Męski narcyzm prowadzący do katastrofy analizował także w swoim kryminalnym musicalu z wałbrzyskiego Teatru im. Szaniawskiego Cezary Tomaszewski. W „Instytucie Goethego” performatywne czytanie „Cierpień młodego Wertera” kończy się serią męskich zgonów, co nawiązuje do rzeczywistych samobójców-naśladowców stworzonego przez Goethego romantycznego bohatera. Co zabija? Męski narcyzm, męska egzaltacja i skłonność do ulegania efektownym, zabójczym konwencjom, jak nie wojna, to romantyzm – odpowiada reżyser. W finale żywe pozostają tylko dwie kobiety i ich namiętny pocałunek kończy spektakl.

Ojcowie ze styropianu

Dlaczego synowie mają problemy z męskością? Przez ojców, oczywiście, dostają je w spadku. A w Polsce generacja ojców to mityczni budowniczowie transformacji. Paweł Demirski w „Roku z życia...” osobną tyradę poświęca wyborowi szeryfa w „kombojskim” kapeluszu na plakat zachęcający do udziału w pierwszych demokratycznych wyborach. Kombojem ojcowie niepodległego państwa mieli pokazać horyzont swojego myślenia: wypas bydła i strzeżenie porządku na jakimś zadupiu. Co tak się zaczęło, musiało się skończyć tak, jak się właśnie kończy.

W „Odysie” z poznańskiego Polskiego Marcin Cecko i Ewelina Marciniak dają jednak nadzieję. Polski Odys jest gastarbeiterem, wraca do rodziny po latach pracy na Zachodzie. Jest 1992 r. i wszystko się zmienia, każdy ma własną wizję kapitalizmu i wolności: Odys, jego odwykła od patriarchalnej męskości żona i wychowany bez ojca syn, zalotnicy żony – co chwila zmieniający branże, w której rozkręcają biznesy. Scenografia przedstawiająca styropianową Itakę, która przygniotła człowieka, jest aluzją do przytłaczającego dziedzictwa solidarnościowych elit. Te zaś żyją w cieniu mitu swoich ojców – spektakl otwiera stojący na postumencie pośród widowni żywy pomnik Laertesa, ojca Odysa. Nagi młody mężczyzna, grecki ideał męskiego piękna, jednocześnie aluzja do socrealistycznych rzeźb przodowników pracy. Jak wydobyć się z cienia i spod ciężaru przeszłości? Budując swój świat tu i teraz, z drugim żywym człowiekiem, na szczerości, intymności i partnerstwie.

Paweł Miśkiewicz niedawną, zrealizowaną z ogromnym rozmachem, ale i świetnie oddającą poczucie samotności i zgorzknienia głównego bohatera „Burzę” Szekspira w warszawskim Narodowym wystawił ze względów osobistych. „Czuję, że rzeczywistość, w której żyję, wypycha mnie powoli na jakąś moją własną wyspę samotności, na której próbuję pielęgnować swoje ideały, wyobrażenie o sobie w relacji z rzeczywistością, także jakiegoś idealnego mechanizmu społecznego, w którym umiałbym odnaleźć swoje miejsce. Przekonuję się jednak, że większość tych ideałów i wyobrażeń to iluzje. Takiego idealnego mechanizmu nie ma i zapewne nigdy nie będzie” – mówił w „Gazecie Wyborczej”. Prospero (Jerzy Radziwiłowicz) na swoim zesłaniu żyje myślą, że był władcą kochanym, zdradzonym przez uzurpatora. Tymczasem uzurpator Antonio (wspaniały Jan Frycz), gdy wreszcie stanie przed Prosperem, nie tylko nie wyraża skruchy, ale uzmysławia mu, że był beznadziejnym władcą, intelektualistą oderwanym od realiów życia swoich poddanych, niezainteresowanym nawet własną córką. W wywiadzie Miśkiewicz przywoływał polityków, których najbardziej poważa – Geremka czy Mazowieckiego – ich idealizm przegrał „w konfrontacji z chamstwem, butą, ale też pragmatyzmem i makiawelizmem, które okazały się równie ważne, jeśli nie ważniejsze, bo pozwalające skutecznie osiągać cele”. „Wszystkie gesty eskapizmu, pomimo że dają poczucie moralnej czystości, skutkują tym, że opuszczona przestrzeń jest przejmowana przez »zawsze gorsze«” – konstatuje reżyser.

Dziadkowie po babciach

Jednym ze światowych bestsellerów dekady stała się „Genialna przyjaciółka” – rozpoczynająca się w Neapolu lat 50. XX w. i obejmująca kolejne 60 lat czterotomowa powieść Eleny Ferrante o przyjaźni dwóch kobiet, emancypacji i awansie społecznym, szukaniu swojego głosu i języka. Dziś furorę robi wersja serialowa (HBO). A w Polsce mamy adaptację sceniczną (we Wrocławskim Teatrze Współczesnym), która przyniosła reżyserce Weronice Szczawińskiej nominację do tegorocznych Paszportów POLITYKI.

Męscy twórcy coraz częściej zerkają w stronę kobiecych opowieści emancypacyjnych, w kobietach zaczynają widzieć też wzorzec pożądanych zachowań. „Potrzebujemy zatrzymania się, świata, który nie jest całkiem oparty na wzroście i na koniunkturze. (…) Jestem otoczony kobietami, mam żonę, dwie córki, wnuczkę. Staram się dzięki nim jako mężczyzna po pięćdziesiątce, trzymający władzę (śmiech), spojrzeć na wszystko trochę inaczej” – mówił w „Wyborczej” Paweł Łysak. Kierowany przez niego Teatr Powszechny w ubiegły weekend organizował II Forum Przyszłości Kultury, odbywało się pod hasłem „Feminizm! Nie faszyzm”. „Naszą odpowiedzią na zagrożenie faszyzacją jest postulat feminizacji. Feminizacji rozumianej jako całościowa zmiana zasad obowiązujących w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym; jako odejście od hierarchii, przemocowych struktur i patriarchalnego języka, dominujących we wszystkich rodzajach relacji społecznych” – brzmiała zapowiedź.

Pomocne tu może się okazać najstarsze pokolenie – dziadków. Najnowszym hitem Netflixa jest „The Kominsky Method”, 10-odcinkowa refleksyjna komedia z Michaelem Douglasem (rocznik 1944) i Alanem Arkinem (1934). Grają zgryźliwych tetryków, nauczyciela aktorstwa i szefa prosperującej agencji aktorskiej, którzy na stare lata uczą się, jak ważna jest przyjaźń, uważność, słuchanie drugiej osoby. Serial jest męską odpowiedzią na sukces kobiecego serialu komediowego dla dojrzałych „Grace i Frankie”, w którym Jane Fonda i Lily Tomlin zamieszkują razem i rozkręcają biznes gadżetów erotycznych dla dojrzałych kobiet po tym, jak ich serialowi mężowie po siedemdziesiątce ogłosili, że od lat się kochają i planują ślub. Dotąd mieliśmy do czynienia z kobiecymi wersjami męskich hitów, czyżby nadchodził odwrotny trend? Seniorzy z hitu Netflixa udowadniają, że na naukę nigdy nie jest za późno.

Polityka 50.2018 (3190) z dnia 11.12.2018; Kultura; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Męskość schodzi ze sceny?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska jako jedyna w Unii nie udostępnia szczepionki HPV

Szczepionka, którą od 12 lat uznaje się na świecie za wybawienie od raka szyjki macicy, w Polsce jest nadal moralnie podejrzana. Wyparowała też z naszego rynku, za co sami jesteśmy sobie winni.

Paweł Walewski
26.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną