„Czy politycy istnieją obiektywnie?” – pyta Jacek Dukaj w książce „Po piśmie”, zastanawiając się nad przemianami sfery polityki. „Czy też dokładnie tak samo jak postaci grane przez aktorów? Aktorzy – oni, owszem, mają swoją fizyczną, trwałą podstawę. Ale – postaci? W wypadku ról takich jak »prezydent«, »premier« w ich kreację, aranżację, pisanie kwestii, szkolenie aktorskie idzie więcej wysiłku i pieniędzy aniżeli w produkcję niejednego serialu. I tak samo stanowią one bardziej odbicie emocji i oczekiwań odbiorców aniżeli niepodległe, samosterowne byty”. Pisząc te słowa, nie wiedział jeszcze, że konkretną treść nadadzą im Ukraińcy, którzy wybrali w kwietniu na prezydenta kraju aktora Wołodymyra Zełenskiego, wcześniej grającego tę rolę w serialu „Sługa narodu”.
Zełenski od początku kampanii odrzucił konwencję polityki odwołującej się do starych wzorów. Nie debatował, nie organizował konferencji, unikał trudnych tematów, występował na stadionach i salach koncertowych, brylował w telewizji, zwłaszcza w sprzyjającym mu kanale 1+1 (tu emitowany był „Sługa narodu”), na YouTube udostępniał filmiki ze swoimi komunikatami i królował w tzw. głębokim Facebooku, docierając do elektoratu, który na co dzień polityką się nie interesuje. Czyli do większości.
Emocje i przeżycia
Ta większość wybrała na prezydenta aktora w nadziei, że rolę prawdziwego prezydenta zagra nie gorzej, niż grał rolę Hołoborodki w „Słudze narodu”, czyli dostarczając podobnych emocji i przeżyć. W świecie postpiśmiennym fikcja i rzeczywistość nie dają się odróżnić, bo nie obowiązuje kryterium prawdy, jakim posługiwali się ludzie pisma. Prawdziwe są emocje i przeżycia, język opanowują przymiotniki, relegując na margines rzeczowniki i czasowniki.