Kultura

Zagrożenia chrześcijanizmu

Kawiarnia literacka: Jacek Dehnel

Naiwnym mogło się zdawać, że Kościół katolicki ostatecznie zaakceptował Darwina i teorię ewolucji, ale wystarczy poskrobać, a już wyskakuje jakiś ks. prof., który nie umie się pogodzić z tym, że pochodzi od małpy.

Nie milkną kolejne echa wypowiedzi wybitnego naukowca, znawcy kroniki Kpinomira, arcybiskupa Marka Jędraszewskiego – tym razem o zgubnej ideologii „ekologizmu”, stanowiącej „powrót do Engelsa”. Czy „ekologizm” istnieje? Oczywiście nie, podobnie jak nie istnieje „ideologia LGBT” oraz jej wcześniejsze wcielenie „ideologia gender”. Istnieje natomiast ekologia, nauka o relacjach między gatunkami a środowiskiem – jej nazwę wprowadził półtora wieku temu Ernst Haeckel, wybitny niemiecki zoolog i ewolucjonista. W czasach nam bliższych, kiedy zmiany wprowadzane przez człowieka w środowisko naturalne stały się nie tylko widoczne gołym okiem, ale i alarmujące, a prognozy – coraz bardziej ponure, ekologia zyskała szersze znaczenie, nigdy jednak nie zmieniła się w żaden ekologizm. Jest to bujda na kółkach, wymyślona przez Jędraszewskiego, pusty retoryczny chochoł, w którym można do woli upychać wzięte znikąd strachy i lęki. Ekologizm przyjdzie, zabierze wam salceson, nakarmi wilki waszymi dziećmi, zmieni wasze posłuszne żony w hamadriady, a Greta Thunberg przerobi wasze czaszki na kielichy i będzie z nich piła bezglutenowy koktajl ze szczęśliwego jarmużu. Równie dobrze można by teraz wymyślić „ideologię chrześcijanizmu”, której założenia to składanie ofiar z dzieci, rozbijanie rodzin i rozsiewanie chorób wenerycznych. Czy chrześcijanie mogą się poczuć urażeni? Skądże, nie chodzi o chrześcijaństwo, chodzi o chrześcijanizm. Zły, zły chrześcijanizm!

Jędraszewskiemu wtóruje całe stadko biskupów, a także inny ksiądz profesor, Andrzej Maryniarczyk, który ujawnia poważniejsze spiski: otóż cały ten ekologizm wywodzi się nie tylko z Engelsa, ale i z Marksa, a konkretnie – z propagowanego przez marksizm ewolucjonizmu! Naiwnym mogło się zdawać, że Kościół katolicki ostatecznie zaakceptował Darwina i teorię ewolucji, ale wystarczy poskrobać, a już wyskakuje jakiś ks. prof., który nie umie się pogodzić z tym, że pochodzi od małpy. Czekam tylko, aż pojawi się kolejny kolega w sutannie, który obwieści, że ekologizm wywodzi się ze zgubnego heliocentryzmu, uknutego przez lewaków Kopernika i Galileusza w katowniach Łubianki.

W opublikowanym niedawno poruszającym tekście „W tylnych ławach” Natalia de Barbaro pisze o swoim przejściu na luteranizm, w czym ważną rolę odegrał stosunek katolicyzmu do kobiet: „Próbowałam rozmawiać o kapłaństwie kobiet z kilkunastoma księżmi, także erudytami, wykładowcami, profesorami – ludźmi, którzy cytują z pamięci dowolne wersy Starego i Nowego Testamentu, którzy zapełniają uniwersyteckie aule, prowadząc wykłady o łacińskich tytułach, wykładając o Mistrzu Eckharcie, Tertulianie i soborze chalcedońskim. Pytani o kapłaństwo kobiet, zdają się tracić swoje intelektualne moce. Jeden z nich powiedział mi: »Nie przesadzaj«. Inny stwierdził: »Taka tradycja«. Jeszcze inny: »Kobiety są zbyt emocjonalne«”.

No tak, tylko że ci erudyciwykładowcyprofesórzy dokładnie tak samo podchodzą do innych spraw. Łatwo jest prowadzić spory o Tertuliana – podobnie jak spory o autorstwo dzieł Homera, nie wymaga to specjalnej inteligencji, po prostu mniej lub bardziej dokładnego wykucia na blachę kilku ustabilizowanych tradycji interpretacyjnych, do tego przeczytania paru nowych artykułów na ten temat. To znaczy: biegłości w referowaniu. Nie wnoszenia niczego nowego, nie wyjątkowej erudycji (wykucie wąskiego odcinka wiedzy może sprawiać takie wrażenie, ale erudycja wycinkowa to żadna erudycja), nie inteligencji, a tym bardziej inteligencji emocjonalnej.

Intelektualnie polski Kościół jest słaby jak schyłkowy PZPR. Tak jak PZPR na rzeczywiste problemy reagował propagandową sieczką z nowomowy, na każdy problem ze sznurkiem do snopowiązałki i ceną mięsa miał zaklęcia z marksizmu-leninizmu, wygłaszane z namaszczeniem przez partyjnych profesorów, okraszających to kawałkami o „imperializmie” i „odchyleniu”, tak Kościół produkuje swoją sieczkę z nowomowy i na każdy problem z osobami LGBT czy kobietami ma swoje zaklęcia z teologii tegoiśmego, czyli mieszaniny cytatów z Tomasza z Akwinu i bełkotu w rodzaju „demona gender”, „tęczowej zarazy” i „ekologizmu”. Nieprzypadkowo arcybiskup Jędraszewski uchodził w Kościele za erudytę, bo był „specjalistą od Levinasa”. Mógł być i od Tertuliana.

Na systemie nauki wyrósł nam wielki nowotwór paranauki religijnej, osadzony w katolickiej teologii – która widzi samą siebie jako nadsystem, regulujący całość wiedzy w oparciu o komunikat wystosowany tysiące lat temu na Bliskim Wschodzie. Wszyscy z budżetu fundujemy finansowanie tych specjalistów od wszystkiego i niczego, którzy nie spełniają żadnych reguł naukowych i w każdej chwili skłonni są ukuć dowolną bzdurę na potrzeby katoprawicowej propagandy.

Ja oczywiście znam te wynurzenia, że teologia to podstawa średniowiecznej idei universitas, że filozofia mnóstwo dzięki niej zyskała itepe, itede, ale moja cierpliwość dla tych klechd jest jednak ograniczona. Chemia mnóstwo zawdzięcza alchemii, a astronomia – astrologii, ale nie wykładamy ich na uniwersytetach i nikt nie mówi, że uczelnia sobie nie poradzi bez wydziału alchemii i katedry astrologii stosowanej.

Wspólnoty religijne mogą prowadzić swoje szkoły i uczelnie: akademie, medresy, jesziwy, mogą tam opowiadać o „ekologizmie” i „naprotechnologii”, mieć swoje katedry mirakulologii, wydziały religijnej paramedycyny, gdzie siostra czy mułła będą z powagą wyjaśniali, że wynaleźli czopek na leczenie homoseksualizmu, który zabija analnego robaka żywiącego się spermą (nie, nie wymyśliłem tego), że czerwone zabarwienie na spleśniałym komunikancie to kawałek mięśnia sercowego w agonii (nie, tego też nie wymyśliłem), zaś egzorcyzmowane demony wegetarianizmu da się wypędzić świętym salcesonem (i tego również nie wymyśliłem). Ale niech robią to za własne pieniądze i niech stopnie i tytuły naukowe różnią się od ich stopni i tytułów naukawych.

Polityka 3.2020 (3244) z dnia 14.01.2020; Kultura; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Zagrożenia chrześcijanizmu"
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Nauki mistrza Kongfuzi

Chiński komunizm chciał odesłać nauki mistrza Kongfuzi na śmietnik historii, ale sam schodzi ze sceny. Za to autorzy azjatyckiego cudu gospodarczego chętnie kłaniają się duchowi Konfucjusza.

Adam Szostkiewicz
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną