Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Nasz Goscinny

Kawiarnia literacka

Od kiedy zacząłem czytać na głos dzieciom słynne książki o Mikołajku René Goscinnego z rysunkami Sempé, wciąż myślę o jednym. W dzieciństwie czytałem (a właściwie słuchałem mamy, która mi czytała) „Mikołajka” zupełnie inaczej. Tak jak moje dzieci dzisiaj, czyli jako śmieszne i inspirujące przygody, które chciałbym powtórzyć z kolegami w szkole albo na podwórku. Mieliśmy podobne zabawy.

Moi synowie często proszą: – Tato, opowiedz głupotę, którą zrobiliście na podwórku.

Proszą najczęściej, kiedy akurat rozmawiam z kimś, kto wygląda poważnie. Znają tę historię na pamięć, ale chodzi im o to, żeby inni też ją poznali i docenili ich tatę.

– Jaką głupotę? – udaję, że nie rozumiem.

– No, tę z kupą…

Trzydzieści lat wcześniej z kolegami z podwórka zebraliśmy psie kupy na papierową tackę, przykryliśmy je cienką warstwą gazet („Życie Warszawy”) i położyliśmy na wycieraczce dozorcy, który mieszkał w bramie. Zanim zapukaliśmy, podpaliliśmy gazety. Otworzył drzwi i zaczął nogami w kapciach gasić mały pożar. Ganiał nas potem wściekły przez pół godziny. Z jakiegoś powodu moje dzieci uważają, że ta historia pokazuje mnie w najlepszym świetle.

Dzisiaj w książkach o Mikołajku odkryłem coś więcej niż inspirację do zabaw. To przecież też genialna panorama francuskiego społeczeństwa. Precyzyjnie odmalowana – z jego wadami, zaletami i unikalnymi cechami charakterystycznymi, takimi jak na przykład miłość do jedzenia i rozmów o nim.

Goscinny właściwie en passant pokazuje i analizuje francuskie klasy społeczne, których każdy przedstawiciel ma swoje dziecko w szkolnej klasie Mikołajka. Do tego upojony władzą śmiertelnie poważny dyrektor Rosół, którego nikt, poza nim samym, nie traktuje serio.

Polityka 7.2020 (3248) z dnia 11.02.2020; Kultura; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Nasz Goscinny"
Reklama