Kultura

PiS odpuścił sobie Trójkę? Słuchacze mu nie zapomną

Protest przed siedzibą Trójki przy ul. Myśliwieckiej w Warszawie Protest przed siedzibą Trójki przy ul. Myśliwieckiej w Warszawie Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
PiS próbuje ugasić pożar wywołany w Trzecim Programie Polskiego Radia przez swoich nominatów, ofiarując posadę szefa anteny człowiekowi trójkowemu do szpiku kości: Kubie Strzyczkowskiemu.

Kuba Strzyczkowski, zapalony żeglarz, dostał w ręce ster dziurawej łajby. Załoga została zmuszona do zejścia z pokładu, nie ma kim robić audycji, słuchacze odchodzą. Dno i trzy metry mułu.

Wojna o Trójkę

We wtorek przed południem Strzyczkowski ma spotkać się z zespołem, przynajmniej tą jego częścią, która nie reperuje zszarganych nerwów na zwolnieniach lekarskich i nie odbiera zaległych urlopów. Misję ma jasną: przekonać swoje koleżeństwo do wycofania złożonych wypowiedzeń oraz powrotu na antenę Trójki. Doskonale wie, że powinien zacząć od symbolu, czyli od Marka Niedźwieckiego, oskarżonego publicznie przez eksdyrektora Trójki Tomasza Kowalczewskiego oraz szefową Polskiego Radia Agnieszkę Kamińską o manipulacje przy liczeniu głosów na Listę Przebojów. Jeśli uda mu się przebłagać „Niedźwiedzia”, by wrócił, może pociągnąć resztę.

Niedźwiecki jest znany z niechęci do wchodzenia na barykady i niewykluczone, że da się namówić do powrotu. Ale na pewno zdaje sobie sprawę, że ostatnie wydarzenia zostały przez zespół i słuchaczy potraktowane po prostu jak wypowiedzenie wojny i wielu z nich uważa, że choć teraz polityczni nadzorcy radia wzywają do rozmów pokojowych, to nie należy z nimi paktować za żadną cenę. Uważają bowiem, że PiS wyciąga rękę do zgody tylko na czas prezydenckiej kampanii, a jeśli Andrzej Duda utrzyma urząd, to śruba znów zostanie dokręcona. A Niedźwiecki i inni, którzy zdecydują się ponownie wejść na pokład, wyjdą na pożytecznych idiotów.

Czytaj też: Nadgorliwość gorsza od kaczyzmu? Fala zmian w Trójce

Spór o radio, PiS w defensywie

Optymiści sądzą jednak, że PiS odpuści Trójkę, być może nawet stanie się ona enklawą nieprzychylnie nastawionej do władzy inteligencji, zupełnie tak jak za komuny. Teraz dla partii rządzącej specjalizującej się – niczym praktycy socjalizmu – w rozwiązywaniu problemów, które sama tworzy, liczy się tylko to, by cała para poszła w propagandę wyborczą robioną na użytek w publicznej telewizji przez powracającego tam prezesa Jacka „Dziadka z Wehrmachtu” Kurskiego. A Trójka niech tam sobie gra dla tych swoich 5 proc. słuchaczy, którzy w ogólnym wyborczym rozrachunku okazują się bez znaczenia.

Zwielokrotnione echo, jakim odbija się sprawa cenzorskiej ingerencji w Listę Przebojów Trójki, i kwestionowanie prawidłowości zwycięstwa w głosowaniu piosenki Kazika Staszewskiego, obnażającej dwulicowość obecnej władzy, jest w obozie rządzącym przyjmowane ze zdziwieniem i złością, bo to kolejna sprawa spychająca PiS do defensywy. Dominowało w partii przekonanie, że wrzawa przygaśnie po paru dniach. Tak się jednak nie stało, w czym zasługa słuchaczy organizujących pod Myśliwiecką pikiety, sączących się dzień po dniu wrzutkach o kolejnych odejściach dziennikarzy stacji, nadgorliwych policjantów zawijających do radiowozu protestującą pod siedzibą radia rozżaloną fankę Trójki oraz jej rower, jak również popisów przed senacką komisją Kowalczewskiego i Kamińskiej, którzy wygłaszali tam kwestie obrażające zdrowy rozsądek.

Czytaj też: Kali z PiS. Podwójne standardy obozu władzy

Trzeba licytować wysoko

Do Strzyczkowskiego, który teraz ma ten „pożar w burdelu” gasić, idąc na rękę PiS-owi, już wielu słuchaczy ma pretensje. Jego negocjacje z zespołem o zakres wolnościowej koncesji, w ramach której będą mogli działać, zapowiadają się pasjonująco. Z Myśliwieckiej słychać, że trzeba licytować wysoko. I nie zadowalać się usunięciem Kowalczewskiego, który został kozłem ofiarnym za to, że realizował rozkaz Kamińskiej. Ale domagać się odwołania samej pani prezes, która dziarsko dołączyła do pocztu poprzednich nominowanych przez Radę Mediów Narodowych szefów-destruktorów Polskiego Radia. Pytanie, czy Strzyczkowski zdecyduje się również grać o całą pulę. Raczej mało prawdopodobne, bo przyjmując po raz pierwszy w życiu tak ważne dyrektorskie stanowisko, również musiał iść na ustępstwa. A jako prowadzący autorską audycję „Za a nawet przeciw” musiał pokornie znosić to, że pani prezes lepiej od niego wie, co uczynić wiodącym tematem programu. Nawet, jeśli trzeba go było wywrócić do góry nogami godzinę przed emisją.

Czytaj też: Tylko nie mów nikomu, baw się w chowanego, nic się nie stało

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak rządził premier Kaczyński?

Jeszcze nie ruszyła kampania wyborcza, a już pojawiły się billboardy z Jarosławem Kaczyńskim jako przyszłym premierem. Prezes PiS był już szefem rządu. Warto przypomnieć jego dokonania.

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, [współpr.] Anna Dąbrowska
04.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną