ANETA KYZIOŁ: – Czy Czechowowskie trzy siostry miałyby szansę na mniej nieszczęśliwy żywot, gdyby uprawiały jogę medytacyjną, jak pan z polskimi aktorami przed próbami do warszawsko-krakowskiego spektaklu?
LUK PERCEVAL: – (śmiech) Jestem przekonany, że tak, bo ich problem polega na tym, że one ciągle czekają na życie, które ma nadejść, a medytacja i joga uczą brać odpowiedzialność za własne życie, za zdrowie, za myśli, za sposób, w jaki funkcjonuje twój umysł, za nasze relacje z rzeczywistością. Tego wszystkiego brakuje trzem siostrom, trawionym przez poczucie, że przegapiły swój pociąg. Zresztą jak wielu z nas, nasze umysły są zajęte albo analizą tego, co nie działa w naszym życiu, tym, co utracone, albo stale wyglądamy przyszłości, antycypujemy życie, które powinno nadejść, tracąc z oczu tu i teraz. W tym sensie siostry Prozorow są rodzajem metafory dla naszej ludzkiej kondycji. Jak postaci z „Czekając na Godota” Becketta czekają, a tym Godotem jest śmierć. Czekając na życie, tracą życie.
Te metafory jeszcze silniej do nas przemawiają po doświadczeniu pandemii, stały się bardziej konkretne, namacalne.
Realizację „3Sióstr” zacząłem planować, siedząc w swoim mieszkaniu w Antwerpii. Naprzeciw znajduje się dom opieki dla starszych ludzi z demencją, więc ilekroć wyglądam przez okno, widzę po drugiej stronie ludzi, głównie kobiety, przyklejone do okien albo oglądające telewizję, właściwie czekające na śmierć. Rok temu, gdy wybuchła pandemia i zaczął się lockdown, pomyślałem po raz pierwszy w życiu, że jedziemy na tym samym wózku. Staramy się nadać sens i cel naszym żywotom, ale gdy dochodzimy do momentu, w którym przestają one mieć wartość ekonomiczną, lądujemy w sytuacji tych ludzi, zrównujemy się z nimi.