Amerykańskie piękno
Młodzi artyści zza oceanu nie chcą być kojarzeni z żadną opcją polityczną ani estetyczną, może poza „trashową”.
Pod obiecującym tytułem "Niepewne Stany Ameryki" kryje się kuratorski eksperyment trzech gwiazdorów kuratorstwa: Daniela Birnbauma, rektora Städelschule Art Academy, Gunnara B. Karana, dyrektora Astrup Fearnley Museum of Modern Art w Oslo i Hans-Ulricha Obrista, dyrektora ds. programowych prestiżowej Serpentine Gallery w Londynie.

Coraz częstszą praktyką w sztuce współczesnej jest akcentowanie roli kuratora, który odgrywa rolę "gwiazdy", dotąd zarezerwowaną dla artysty. Artyści są dziś coraz bardziej zależni od sieci układów i powiązań kuratorsko-galeryjnych. A właściciele galerii i muzeów są nastawieni na wielkie nazwiska i gwarantowany zysk. Oczekują, że wystawa zostanie zorganizowana szybko i sprawnie. "Uncertain States of America" była efektem kuratorstwa iście "wyczynowego" - powstawała w całkiem inny sposób.

Birnbaum, Obrist i Kvaran podjęli autentyczny wysiłek odkrycia artystów mało albo całkiem nieznanych – przeprowadzili prawdziwe badania terenowe nad amerykańską sztuką. Przez rok jeździli po Stanach, odwiedzając studia, galerie, alternatywne przestrzenie i muzea. W efekcie zgromadzili dossier tysiąca artystów, z których wybrali ok.50, w większości urodzonych po 1970 r., i w ten sposób sporządzili pierwszą tego typu mapę świata współczesnej sztuki amerykańskiej.

Sądząc po opiniach w prasie krytycy oczekiwali od prezentowanych w CSW twórców prostego zaangażowania politycznego. A okazuje się, że młodych Amerykanów interesuje drążenie wnętrza i prywatnych neuroz. Nie chcą być kojarzeni z żadną opcją polityczną ani estetyczną. A jeśli już w ogóle z jakąś – to z estetyką „trashową”. Śmieć, odpad i dystans w stosunku do komercyjnego rynku sztuki. Wielokrotne używanie tych samych materiałów albo wręcz traktowanie w roli dzieła autentycznych odpadków (jest kandelabr z majtek i puszek, rzeźba z tandetnych złotych łańcuszków i kawałków pleksi).

Posługując się przedmiotami otwarcie podrzędnymi, artyści dystansują się od narzuconej im roli. Nie chcą produkować przedmiotów estetycznych, które kolekcjoner postawi obok kominka. To, co rzekomo piękne i glamour, Amerykanie obsadzają w roli śmiecia. Seth Price pokazał pozłacane plastikowe płaskorzeźby przedstawiające kurtki wojskowe, a Mike Bouchet wannę z tektury, która pomalowana na czarno i ozdobiona wazonem z białymi kaliami prowokuje tytułem "Jacuzzi Karla Lagerfelda". W podobnym duchu artysta przyznaje się do swojej nijakości: „Interesuję się tym samym, czym większość ludzi – dżinsami, filmami, programami telewizyjnymi, architekturą, jedzeniem i seksem”.

Większość z młodych Amerykanów egzystuje bowiem na granicy światów reklamy, komercji i sztuki. Rynek opanował sektor sztuki, jak każdy inny, więc galerie dyktują warunki, którym muszą się podporządkować nawet gwiazdy. Robią to przewrotnie: gdyby do wielu z dzieł na wystawie dodać np. logo Coca-coli, mogłyby ją z powodzeniem reklamować. Pop-art i warholowskie dziedzictwo, w postaci np. kiczowatych wyrobów Jeffa Koonsa, są cytowane ironicznie, jak w "Postaci ludzkiej" Franka Bensona – posypanej złotym pyłem rzeźbie wychudzonego nagiego mężczyzny.

Na wystawie panuje atmosfera dziwności i podskórnej neurozy. Na wideo Miki Rottenberg monstrualnie otyła śniada kobieta wyrabia ciasto: zbliżenia kamery filmują jej zwały tłuszczu i spływający po nich lepki płyn. Ze względu na karnację kobiety ta epatująca dziwnością praca być może odnosić się do eksploatacji emigranckiej siły roboczej. Innym lejtmotywem jest sarkastyczny stosunek do typowo amerykańskich konsumpcyjnych rytuałów. W "Specjalnej Walentynkowej Grze" Karl Haendel drwi z mitu pięknie opakowanego życia, pod którym czają się zniszczenie, mord i paranoja. Święto Walentynek nabiera przerażającego posmaku, kiedy obok sztychu przedstawiającego ścięcie św. Walentego widzimy trzy odtworzone przez artystę pierwsze stronice gazet z tą sama datą 14 lutego. Przedstawiają doniesienia z II wojny światowej, wojny w Wietnamie oraz w Iraku.

Trudno wskazać na wystawie dzieła o mocnym, czytelnym przekazie. Niezwykłość większości prac jest ukryta jest pod powierzchnią. Tak jak w przypadku instalacji "Ostatni wieszak" Hannah Greely, która wygląda jak zwykły wieszak, ale okazuje się jednak być zrobiona z kości. Do narzuconej nań czapeczki artystka przykleiła od wewnątrz czarne włosy, które wyglądają jak murzyński skalp. Rasizm to zaledwie jedna z potencjalnych interpretacji.

Sztukę współczesną zazwyczaj spycha się na margines, uznając za snobistyczną fanaberię, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Tymczasem ta wystawa udowadnia, że sztuka nie istnieje w świecie wirtualnym (co podkreślałby również zastanawiający brak na wystawie „nowych mediów”). Wciąż potrafi znaleźć język, w którym mówi o problemach i lękach dotyczących każdego. Uderzając w nieuświadomione lęki przed Innym, przed cierpieniem, przed nami samymi, tym silniej konfrontuje nas z rzeczywistością.


"Uncertain States of America. Sztuka amerykańska w trzecim milenium", CSW Zamek Ujazdowski Warszawa do 7 maja

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną