Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Eurowizja z niezłą Polską w finale. Wygra show czy emocje?

Krystian Ochman, reprezentant Polski w Konkursie Eurowizji. Półfinał w Turynie, 12 maja 2022 r. Krystian Ochman, reprezentant Polski w Konkursie Eurowizji. Półfinał w Turynie, 12 maja 2022 r. Yara Nardi / Forum
Polska znów w finale Eurowizji. Sam konkurs wydaje się nieco poważniejszy, niż ostatnio bywało, ze sporą konkurencją i jasnymi faworytami.

Późnym wieczorem w czwartek zakończyły się półfinały Konkursu Piosenki Eurowizji w Turynie. Włosi przygotowali się do postpandemicznego show w sposób budzący szacunek, ale mają się do czego odwoływać – co rusz przypominali, że cały ten konkurs powstał z inspiracji ich San Remo, flagowym festiwalem piosenki powstałym na początku lat 50.

Poziom tegorocznych zgłoszeń jest dość wysoki. Co jakiś czas Eurowizja przypomina rynkowi płytowemu i koncertowemu, że potrafi wylansować dużą gwiazdę, i przypomniał o tym także zeszłoroczny sukces włoskiej grupy Måneskin. W drugim półfinale mieliśmy więc zarówno utytułowanych weteranów z The Rasmus (reprezentujących Finlandię, mających fanów także w Polsce, gdzie 20 lat temu odnosili spore sukcesy), jak i bardzo dobrze przygotowaną Cornelię Jakobs ze Szwecji (ze sporymi szansami w finale). Konkurencją dla zakwalifikowanego do finału polskiego reprezentanta Krystiana Ochmana będzie z pewnością także czesko-norweski electropopowy zespół We Are Domi.

Czytaj też: Dźwięki gołej baby, czyli Polska na Eurowizji

Norwegowie żółci jak banany

Wyścig w finale zapowiada się na dość poważny. Co prawda z pierwszego, wtorkowego półfinału przeszli dalej kolorowi (by nie powiedzieć: żółci jak banany) Norwegowie z Subwoolfer z propozycją jednoznacznie stawiającą na show, a na status czarnego konia mają też szanse reprezentanci Mołdawii z ludową trawestacją punkowych Ramones (Zdob şi Zdub & Advahov Brothers), to jednak sporo międzynarodowego kolorytu wylądowało już za burtą. Jeśli chodzi o wyeliminowanych uczestników drugiego półfinału, żal trochę zabawnych, cyrkowo-postapokaliptycznych reprezentantów Gruzji: Circus Mircus. Nie żal za to kolejnych klonów Ariany Grande czy Eda Sheerana, a takich prostych prób naśladownictw jak zwykle sporo na ten telewizyjny konkurs przysłano.

W sobotnim finale do rozgrywki włączą się piosenki z krajów tzw. Wielkiej Piątki, czyli Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoch i Niemiec. Po części nieźle w tym roku notowane – szczególnie Sam Ryder, reprezentant Zjednoczonego Królestwa, gwiazda TikToka, może zademonstrować siłę relatywnie nowego (w zestawieniu z eurowizyjną historią) medium. To zresztą najciekawszy z planów, na których z roku na rok śledzimy Eurowizję – zmieniające się gusty pokoleniowe i upodobania estetyczne.

Czytaj też: Eurowizja. Między kampem a folklorem

Eurowizja. Polak wypadł nieźle

Krystian Ochman wypadł nieźle. Błyszczał wokalnie, choć jego piosenka, należąca do stale obecnego na konkursie nurtu pełnych dramatyzmu ballad, w warstwie aranżacyjnej brzmi jednak na nieco sztuczną i niedopracowaną. Przy zwykłej edycji Polak miałby bardziej realne szanse na rywalizację o zwycięstwo. To jest jednak edycja wojenna i trudno sobie wyobrazić, by w ostatecznym głosowaniu – nawet równoważonym werdyktem jury – miała nie wygrać ukraińska Kalush Orchestra.

Eurowizja była wymyślona jako platforma współpracy między krajami Europy po wojnie, a stała się platformą komunikacji i manifestacji, o czym przypomina regularnie. Trudno sobie wyobrazić, by zgromadzona wokół imprezy publiczność nie próbowała zamanifestować solidarności z Ukrainą.

Czytaj też: Głośniej od bomb, czyli dlaczego Eurowizję wygra Ukraina

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Kaczyński się pozbierał, złapał cugle, zagrożenie nie minęło. Czy PiS jeszcze wróci do władzy?

Mamy już niezagrożoną demokrację, ze zwyczajowymi sporami i krytyką władzy, czy nadal obowiązuje stan nadzwyczajny? Trwa właśnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, debata na ten temat, a wynik wyborów samorządowych stał się ważnym argumentem.

Mariusz Janicki
09.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną