Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Mąż pogrzebany, rzeczy sprzedane

Kawiarnia literacka: Renata Lis

Przez całe życie szukam sensu świąt Bożego Narodzenia i nie znajduję go, chyba że na chwilę.

Poszukiwania te trwają już tak długo, że grudniowy sceptycyzm stał się moim sposobem świętowania: co roku przed Wigilią wpadam w koleinę buntu przeciwko rodzinie, karpiom i pierogom. Jednak w tym roku stało się ze mną coś dziwnego: rytualny bunt ustąpił miejsca pogodnej rezygnacji, której nikt się nie spodziewał, a ja najmniej. Grudzień, święta, znowu? Nadal nic z tego nie rozumiem, ale dzisiaj mówię: niech tak będzie.

Gdybym jakimś cudem wyplątała się z pajęczyny tradycji i mogła przeżyć końcówkę roku bez kulturowego kontekstu, przypominałaby ona u mnie raczej zakończenie powieści Zyty Rudzkiej „Ten się śmieje, kto ma zęby”. Mąż pogrzebany, rzeczy sprzedane, drzwi zamknięte za sobą na zawsze: czy nie tak wygląda koniec idealny? I tylko jedno pytanie, od którego nie można się uwolnić: skoro opowieść już skończona, to skąd ten niepokój? U schyłku grudnia wszyscy jesteśmy jak bohaterka Rudzkiej po ostatnim zdaniu: tkwimy w niewygodnym rozkroku między tym, co już minęło, i tym, co jeszcze nieznane. Zamieszkujący nasze geny ewolucyjni przodkowie i przodkinie nadal boją się, że niczego już dalej nie będzie: noc się już nigdy nie skończy, słońce już nigdy nie wstanie, cykl życia nigdy więcej nie rozpocznie się na nowo.

Czy nie po to właśnie wymyślono święta, żeby rozbroić horror vacui, pierwotny lęk przed próżnią, która otwiera się między Wigilią a Nowym Rokiem, w okresie grudniowego przesilenia? Może na tym właśnie polega najważniejsza funkcja świąt: nie dopuścić strachu przed nieodwołalnym końcem i ciemnością bez dna. Może do tego ostatecznie służą i rozświetlona świąteczna obfitość, i męcząca bieganina wokół przygotowań. Jako nieodrodną studentkę Marii Janion kusiłoby mnie oczywiście, żeby w grudniu odrzucić wszelkie pocieszenie i zmierzyć się z nagim tragizmem egzystencji, poczuć chłód wiekuistej ciszy nieskończonych przestrzeni aż do kości.

Polityka 1/2.2023 (3396) z dnia 27.12.2022; Kultura; s. 122
Oryginalny tytuł tekstu: "Mąż pogrzebany, rzeczy sprzedane"
Reklama