Wyrodny kot Ameryki
Kot Fritz jest fenomenem - wypłynął dzięki kontrkulturze, której jest złośliwą karykaturą.

Czy znacie już Fritza Kocura? Jeśli kiedykolwiek przeklinaliście swój los, zastanawiając się, dlaczego odeszła od was dziewczyna, zniknęły chomikowane pieniądze, wyciekł ostatni alkohol, straciliście posadę etc., to oznacza, że w okolicy pojawił się właśnie on. To najbardziej leniwe, pasożytnicze, samolubne i zdradzieckie stworzenie na świecie. Przy okazji zarazem: czaruś, narkoman, pijak i złodziej; żałosny podrywacz, fałszywy poeta, wiecznie bez pieniędzy, kłamca, mizogin traktujący kobiety instrumentalnie. Przy okazji - ten kot zmienił Amerykę. Do Polski trafia „Kot Fritz" Roberta Crumba - słynnego rysownika-prowokatora.

Narodziny podziemia

Dziś 64-letni miły starszy pan, kiedyś - wichrzyciel i skandalista, oskarżany o szerzenie pornografii i rasizmu. A tak naprawdę krytyk kontrkultury, który stał się jej symbolem i jeden z ojców komiksowego undergroundu w Ameryce. Uczynił z komiksu narzędzie do łamania obyczajowych tabu i do krytyki społecznej. Jego rzekoma mizoginia, rasizm czy implikacje fetyszystyczne to sposób na odsłanianie amerykańskiej hipokryzji, która wszelkie odchyły od normy zmiata pod mieszczański dywan. Nie ma takiej grupy społecznej, której Crumb nie starałby się wyśmiać. Dostaje się establishmentowi, hipisom, kobietom, mężczyznom, białym i czarnym.

„Kot Fritz" jest fenomenem, ponieważ wypłynął dzięki kontrkulturze, której jest złośliwą karykaturą. Magazyn „Zap", który Crumb zaczął wydawać w 1968 roku, powstał przy udziale bitników, których styl życia jego komiksy obśmiewały. Zamiast idealizacji rodem z „W drodze" Kerouaca napotykamy tu otwarte szyderstwo: Fritz to kabotyn, którego mowa nie jest niczym więcej jak tylko podłapanym gdzieś zamienionym w bełkot żargonem. Powtarza slogany o wolnej miłości tylko po to, żeby zaliczać jak najwięcej panien i umykać wymiarowi sprawiedliwości.

Crumb rysował wbrew obowiązującej cenzurze, która, podobnie jak w filmach z lat 50. i 60., zabraniała pokazywania scen erotycznych, obscenicznych i politycznie niepoprawnych, dziś działającej głównie na zasadzie milczącej umowy. Kto ją złamie, nie może raczej liczyć np. na szeroką dystrybucję. Stąd narodziny komiksowego podziemia. Metodą samizdatu Crumb i jemu podobni rozprowadzali swoje komiksy w wyzwolonym obyczajowo San Francisco.

Tabu potępione

Crumb wypromował estetykę brzydoty, specyficzny szorstki styl eksponujący niedoskonałości zarówno ludzkiego ciała, jak i psychiki. Świat z jego komiksów drwi z amerykańskiej kultury, z jej wygładzenia i hipokryzji. Jednak amerykański rysownik nie ogranicza się do kontrkultury, w 1993 roku wydał np. komiks oparty na biografii Franza Kafki. Może dlatego, że jego życie, podobnie, jak życiorys słynnego pisarza, nie było sielankowe. Pochodził z dysfunkcyjnej rodziny, był tyranizowany przez ojca. Obaj odczuwali lęk przed kobietami, czego Crumb otwarcie dawał wyraz w przepełnionych erotomanią i seksualnymi fiksacjami komiksach.

Rysowanie było sposobem przetrwania niełatwego dzieciństwa. Pierwsze kreski stawiał w jako nastolatek, kiedy wraz z bratem wydawali zin „Foo". Na początku lat 60. Crumb wyprowadził się z pełnego przemocy i awantur domu w Filadelfii do Cleveland. W 1967 roku przeniósł się z żoną do mekki amerykańskiej kontrkultury, czyli San Francisco. Zafascynowała go hipisowska atmosfera tego miejsca i towarzystwo innych twórców. W tym czasie odkrył też LSD, które miało niebagatelny wpływ na jego wyobraźnię. Przyznawał, ze większość swoich bohaterów stworzył pod wpływem doświadczeń z narkotykiem.

W 1968 roku zaczął wydawać magazyn „Zap", który stał się niezwykle popularny wśród młodych buntowników, lewaków i hipisów. Jako że wszystkie czasopisma, które pokazywały przemoc, seks, negowały tradycyjny model rodziny czy przedstawiały w negatywnym świetle stróżów prawa, łamały kodeks obyczajowy, trafiały do drugiego obiegu. Komiks stał się narzędziem oporu politycznego. Crumb nie uznawał tabu. Wyśmiewał porządnych obywateli, hipisów i samego siebie.

Popkultura obnażona

Tytułowy Fritz to typowy bełkocący studencik, zainteresowany wyłącznie ćpaniem, chlaniem i wyrywaniem lasek. Sam myśli o sobie obłudnie jako o intelektualiście, ale jego pseudointelektualne gadki mają służyć wyłącznie zdobyciu popularności wśród dziewczyn. Crumb eksperymentuje ze swoim bohaterem - raz jest gwiazdą filmową, raz bezrobotnym trutniem i nieudacznikiem, ale zawsze - leniem i erotomanem. Talent Crumba polegał też na tym, że potrafił wzbudzić sympatię do swojego nędznego przecież bohatera. Zoomorficzność bohaterów jest rodzajem powtórki z „Folwarku zwierzęcego" - ludzie zachowują się niewiele lepiej od świń, zdaje się mówić Crumb.

Sporo kontrowersji budziła fizjonomia niektórych bohaterów. Kobiety u Crumba to wyłącznie wulgarne zdzirowate dziewuchy z absurdalnie grubymi nogami, które nie grzeszą inteligencją, a Afroamerykanie wyglądają jak dzikusy. Podczas gdy rzekomy rasizm daje się wytłumaczyć atakiem na stereotypowy obraz Murzyna, kwestia kobieca jest bardziej złożona. Być może rysując takie postaci jak Devil Girl - tłustą, głupawą seks-maszynę, Crumb uwalniał się od jakiegoś kompleksu i zarazem walczył z odruchowym mizoginizmem. Trudno byłoby też takiego prześmiewcy jak on nie podejrzewać o ironię pod adresem feministek. Sam jednak ożenił się z Aline Kominsky - znaną twórczynią rysunków, która w swoich komiksach z serii „Dirty Laundry" przedstawia męża jako osobnika raczej potulnego i kochającego. Jego córka też jest rysowniczką. Dziś Crumb mieszka z żoną we Francji, prowadzi spokojny tryb życia. Jak twierdzi, nie mógłby już mieszkać w Ameryce, zwłaszcza po 11 września 2001 roku.

Inspirują się nim najbardziej znani i cenieni twórcy niezależnego komiksu - Chris Ware czy  Daniel Clowes („Ghost Word"). Wydaje mi się, że wpływ Crumba nie ogranicza się tylko do komiksu. Wszędzie dziś widzimy potomstwo niechluja Fritza - epatujące niedoskonałościami rysunki Czeczota, Mleczki czy Gawłowskiego, to jego polskie pokłosie. Zmieniając komiks, Crumb zmienił całą kulturę popularną, która została odarta z oleodrukowej fasady i dopuściła także spychane na margines elementy: brzydotę, przemoc, obsceniczność. Dziś dystans i postawa autoironiczna jest niezbywalnym jej składnikiem .


Robert Crumb, "Kot Fritz" Kultura Gniewu 2007

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną