Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

50 lat minęło

50 lat minęło, a „40-latek” nic się nie zestarzał. Ulice pustoszały, gdy emitowano kolejne odcinki

Irena Kwiatkowska jako „kobieta pracująca” i Andrzej Kopiczyński jako inżynier Karwowski w serialu „40-latek”. Irena Kwiatkowska jako „kobieta pracująca” i Andrzej Kopiczyński jako inżynier Karwowski w serialu „40-latek”. mat. pr.
Często myślimy, że w PRL względy finansowe nie miały znaczenia. Nieprawda. Sukces „40-latka” sprawił, że młodzi reżyserzy z zespołu „X” mogli realizować swoje pomysły – mówi Rafał Dajbor, autor nowej książki o tym popularnym polskim serialu.
Rafał DajborInplus/EAST NEWS Rafał Dajbor

JOANNA PODGÓRSKA: – Od czasu, gdy padł pierwszy klaps na planie serialu „40-latek”, minęło 50 lat.
RAFAŁ DAJBOR: – Jak jeden dzień…

Znamy dokładną datę?
Nie udało mi się tego ustalić. Wiem, że na początku 1974 r. w piśmie „Stolica” ukazała się informacja, że Jerzy Gruza we współpracy z Wiesławą Czapińską będzie kręcił serial „Polita” poświęcony Poli Negri. To nigdy nie doszło do skutku. Projekt padł prawdopodobnie dlatego, że okazał się za drogi. Wtedy Gruza poświęcił się „40-latkowi”.

Jak to możliwe, że po półwieku „40-latek” się nie zestarzał?
Tak, jak nie zestarzały się filmy Barei czy serial „07 zgłoś się”. To fenomen, który polega na połączeniu świetnego scenariusza, niemal dokumentalnej obserwacji rzeczywistości i rewelacyjnego aktorstwa – moim zdaniem te trzy czynniki decydują, że coś przetrwało i stało się kultowe. Także na tym, że oglądając to po latach, możemy zobaczyć, jak tamte czasy wyglądały. Filmy Barei, „07 zgłoś się” i właśnie „40-latek”, to produkcje, w których oglądamy wizerunki artefaktów, ulic, samochodów; czym jeździliśmy, z czego i co piliśmy, jak się ubieraliśmy.

Co nam dyndało przy samochodowych lusterkach…
Długo by wymieniać.

Dla paru pokoleń to także nostalgiczne wspomnienie młodości czy dzieciństwa. Ale serial kupują również widzowie urodzeni parę dekad później.
Kino przedwojenne też ma swoich miłośników. Dla jednych to nostalgiczny powrót, dla innych okazja, żeby zobaczyć, jak było w czasach, których nie mogą pamiętać. Jeśli coś jest dobre i wciągające, obroni się przed upływem czasu.

Polityka 7.2024 (3451) z dnia 06.02.2024; Kultura; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "50 lat minęło"
Reklama