Kultura

Przytulić rafę

Erik Speer był instruktorem nurkowania. Teraz dzierga, tka i wyplata

Indywidualnie. Erik tworzy na zamówienie i konsultuje się z klientem. – Lubię wiedzieć, że makrama powstaje dla konkretnej osoby, do konkretnej przestrzeni – przyznaje. Jest w stanie wykonać średnio sześć makram rocznie. Ważą czasem po kilkadziesiąt kilogramów, a największa miała wymiary ponad 1 x 3 m. Indywidualnie. Erik tworzy na zamówienie i konsultuje się z klientem. – Lubię wiedzieć, że makrama powstaje dla konkretnej osoby, do konkretnej przestrzeni – przyznaje. Jest w stanie wykonać średnio sześć makram rocznie. Ważą czasem po kilkadziesiąt kilogramów, a największa miała wymiary ponad 1 x 3 m. Erik Speer
Nie wyobrażałem sobie siebie jako kogoś, kto całymi dniami siedzi w fotelu, dziergając i szydełkując. A tak się stało. I uwielbiam to – mówi Erik Speer, były instruktor nurkowania, który wyplata rafę koralową techniką makramy.
Erik Speer. W wieku 15 lat przeprowadził się z pustyni nad ocean, do Karoliny Południowej. Ukończył College of Charleston z dyplomem z biologii morskiej. Ruszył na dwa lata w świat, pracując jako instruktor nurkowania. Potem był pomysł na studia w Parsons School of Design, ale jako fashion designer nie spełniał się. Pozostała jednak fascynacja makramami. Wymyślając wzory, czerpie z doświadczeń nurka, realizując je, może pracować rękami, co kocha najbardziej. Nimi wiąże, szydełkuje, tka, plecie. Nie dba o perfekcję. Bo przecież natura nie jest perfekcyjna.Erik Speer Erik Speer. W wieku 15 lat przeprowadził się z pustyni nad ocean, do Karoliny Południowej. Ukończył College of Charleston z dyplomem z biologii morskiej. Ruszył na dwa lata w świat, pracując jako instruktor nurkowania. Potem był pomysł na studia w Parsons School of Design, ale jako fashion designer nie spełniał się. Pozostała jednak fascynacja makramami. Wymyślając wzory, czerpie z doświadczeń nurka, realizując je, może pracować rękami, co kocha najbardziej. Nimi wiąże, szydełkuje, tka, plecie. Nie dba o perfekcję. Bo przecież natura nie jest perfekcyjna.

Patrzę na wiotkie koralowce, miękkie otwornice, puszyste ukwiały. Erik je dziergał, tkał i wyplatał, zmieniając w elementy wielkiej makramy. To jego teraźniejszość. Wcześniej kawał życia spędził pod wodą. Spodziewam się, że zaraz usłyszę historię artysty-nurka szukającego medium, które pozwoli mu odtworzyć podwodny świat. Ale nie, o tym, że sznurek zamienił się w korale, zdecydowała seria – nomen omen – przeplatających się przypadków.

Erik chciał być naukowcem. Dorastał w Nowym Meksyku, w Roswell. Co z tego, że – jak mówią – rozbiło się tam UFO, skoro dla dzieciaków niewiele tam do roboty?

– Szukałem sobie zajęć. Czytałem dużo naukowych książek, lubiłem matematykę. Jednocześnie przyjemność sprawiały mi prace manualne. Nie miałem cierpliwości do rysowania, wolałem rzeźbę. Ulubionym materiałem była glina, przyjemna w dotyku i dająca szybki efekt. Ale to było tylko hobby – opowiada.

Co roku z siostrami i rodzicami wyprawiali się na teksańskie wybrzeże. Chłopakowi z pustynnych okolic plaża wydawała się rajem. Dopiero gdy wrócił tam jako dorosły, przekonał się, jak zniszczone przez człowieka jest to miejsce.

Skok na głęboką wodę

Nurkować zaczął jako nastolatek w miejscach o niebo piękniejszych – w college’u nauczycielka biologii morskiej organizowała wyprawy nurkowe na Bahamy, do Kostaryki, na wyspy Galapagos.

– Poznałem świetnych ludzi, zaprzyjaźniłem się z dziewczyną, która uznała, że nurkowanie w różnych miejscach świata jest tym, co chce robić w życiu. Rzuciła szkołę i została instruktorką. Stała się dla mnie inspiracją – mówi Speer.

Mimo to jeszcze parę lat podążał ścieżką wytyczoną w dzieciństwie. Skończył college, poszedł na studia medyczne. Pracując w szpitalnym laboratorium, zrozumiał, że nie ma duszy naukowca.

Polityka 18/19.2024 (3462) z dnia 23.04.2024; Art Salon; s. 94
Oryginalny tytuł tekstu: "Przytulić rafę"
Reklama