Grać na krawędzi
Stellan Skarsgård dla „Polityki”: Unikam nudy za wszelką cenę. Aktor musi grać na krawędzi
JANUSZ WRÓBLEWSKI: – Całe życie był pan aktorem, spotykał wybitnych reżyserów. W końcu zagrał pan jednego z nich. Co się wtedy czuje?
STELLAN SKARSGÅRD: – Jak się czuje aktor w skórze reżysera? To daje okazję, by się zemścić za udrękę użerania się z ekscentrycznymi osobowościami. Ale nie uległem tej przyjemności. Prawdę mówiąc, nie miało dla mnie większego znaczenia, czy grana przeze mnie postać jest reżyserem, malarzem czy pisarzem. Zagrałem artystę należącego do innego pokolenia. Gustav Borg nie jest tak nowoczesnym człowiekiem jak ja. Utknął w swoich obsesjach, w starości, w wyobrażeniu, jak się powinien zachowywać dojrzały mężczyzna. Nie posiada narzędzi do radzenia sobie z emocjami w życiu rodzinnym.
Jest egocentrykiem, który myśli, że sztuką da się naprawić życie.
To piękna i straszna iluzja. Gustav wierzy, że nowy szczery film o jego rodzinie załagodzi dawne rany. Jak pokazać mężczyznę, który całe życie uciekał w sztukę, a teraz sztuką chce wrócić do bliskich? To bardzo skandynawskie: emocje wyrażane nie przez krzyk, ale przez milczenie za kamerą. Jako aktor przez całe życie obserwuję reżyserów, ich obsesje, ich samotność. Gustav nie jest ode mnie daleki. Wszyscy artyści nosimy w sobie tę cienką granicę między tworzeniem a ucieczką od życia.
To znaczy?
Mówię o konflikcie między pracą, która jest twoją pasją, na punkcie której szalejesz, bez której nie możesz żyć, od której jesteś uzależniony, a rodziną. Za to zawsze się płaci wysoką cenę. Mogę tylko powiedzieć, że radziłem sobie z tym problemem lepiej niż mój bohater. Od 1989 r., kiedy przestałem pracować w Teatrze Królewskim w Sztokholmie, spędzam na planie filmowym jedynie cztery miesiące w roku, co oznacza, że przez pozostałe osiem mogłem siedzieć w domu i zajmować się zmienianiem pieluch moim dzieciom, co ma swoje dobre strony.