Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Szczyty zbrodni

Sławek Gortych dla „Polityki”: W Karkonoszach jest jeszcze wiele historii do opowiedzenia

Sławek Gortych Sławek Gortych mat. pr.
Gdy widzę, jak Karkonosze zalewa fala ciupag, jak łąki nazywa się halami, jak opycha się ludziom na straganach oscypki, to ręce mi opadają – mówi Sławek Gortych, autor bestsellerowej serii górskich kryminałów.
„Trzeba być upartym, cierpliwym i sumiennym w pracy, wierzyć w nią i jej wartość, ale też mieć świadomość, że z takimi sukcesami jest jak z wędrówką po Karkonoszach”.Grzegorz Budzich „Trzeba być upartym, cierpliwym i sumiennym w pracy, wierzyć w nią i jej wartość, ale też mieć świadomość, że z takimi sukcesami jest jak z wędrówką po Karkonoszach”.

ALEKSANDRA ŻELAZIŃSKA: – Jak się czuje autor, który zdołał sprzedać w Polsce ponad pół miliona egzemplarzy swoich książek? W dodatku autor z rocznika 1997.
SŁAWEK GORTYCH: – Moja siostra namalowała kiedyś dla mnie akwarelę. Jest na niej karkonoski szlak, w tle widać przepaść Śnieżnych Kotłów, na ścieżce stoję ja, a przede mną na skale legendarny Duch Gór: w kapeluszu, z długą brodą i podróżną laską, opatulony szalikiem, z kieszeni wystają mu garście dzwonków karkonoskich. Patrzymy sobie w oczy z ufnością, ale też powagą – bo to ważne spotkanie, które przesądzi o całym moim dalszym życiu. Władca Karkonoszy pochyla się i podaje mi pisarskie pióro i słoik z atramentem.

Czuję się szczęśliwy, jakbym wypełnił misję powierzoną mi przez Ducha Gór. A rocznik? To budzi u mnie poczucie dodatkowego zobowiązania – bo wiem, że w Karkonoszach wciąż czeka wiele historii, które powinny zostać opowiedziane.

Pan poznał Ducha Gór osobiście?
To była wyjątkowa przygoda! Jest ona jednak zarezerwowana do opowiadania wyłącznie na spotkaniach autorskich z czytelnikami. (śmiech)

To proszę chociaż zdradzić przepis na sukces. Ostatnio polski rynek cieszył się, gdy „Chłopki” przekroczyły pół miliona sprzedanych egzemplarzy.
Trzeba być upartym, cierpliwym i sumiennym w pracy, wierzyć w nią i jej wartość, ale też mieć świadomość, że z takimi sukcesami jest jak z wędrówką po Karkonoszach. Piękne widoki i radość ze zdobycia szczytu nie spadają jak gwiazdka z nieba. Najpierw jest długa, samotna wędrówka pełna wątpliwości, czy człowiek ma zapas sił i motywację. I kiedy naiwnie uwierzy się, że tam, za zakrętem, zrobi się już trochę bardziej płasko, a może nawet pokaże się jakiś krajobraz albo schronisko, mija się ten nieszczęsny zakręt, za nim natomiast okazuje się, że dopiero teraz zacznie się prawdziwe podejście, a to, co dotychczas się przeszło, to była tylko rozgrzewka.

Polityka 7.2026 (3551) z dnia 10.02.2026; Kultura; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Szczyty zbrodni"
Reklama