Dochtórka
„Ołowiane dzieci”, czyli lekarka kontra system. Tę historię trzeba przypominać
Noc, na żwirowisku zatrzymuje się samochód. Dwaj mężczyźni wywlekają z niego kobietę w worku na głowie. Stawiają przed trzecim, który celuje do niej z pistoletu. „Zatańczymy?” – pyta. „Boisz się mnie teraz?”. Kolejne ujęcie to fragment „Kroniki Filmowej” z 1974 r. Lektor z entuzjazmem przedstawia Śląsk: 4 mln mieszkańców, Spodek jako symbol kosmicznej prędkości, z jaką region się rozwija, czarne złoto wyjeżdża z kopalń, produkcja hut co roku wzrasta o 7 proc. i trudno się dziwić, że właśnie tu z wizytacją przybędzie sekretarz generalny KC Komunistycznej Partii ZSRR towarzysz Breżniew. Cięcie. Piękny letni dzień, jak w lecącym w tle przeboju Anny Jantar. Na festynie zorganizowanym przez Hutę Szopienice jest wszystko, co powinno być: wata cukrowa, napoje, pączki, ministrzelnica.
Atmosferę relaksu trochę psuje obraz apatycznego chłopca tępo wpatrującego się w pustą butelkę po oranżadzie oraz awantura przy stoisku z kiełbasą z rusztu. „Według mnie cena jest za kiełbasę i bułkę – taki duet jest narysowany” – szykowna kobieta wskazuje na planszę obok sprzedawcy, tłumacząc, dlaczego nie zamierza dopłacać za bułkę. Jej nastoletnia córka obok chce się zapaść pod ziemię ze wstydu, z kolejki za nimi słychać: „Pani kupiła, to pani nie blokuje”. Ale kobieta jest stanowcza: „Czekam na dwie kiełbasy i dwie bułki”. W końcu sprzedawca kapituluje. A następna osoba w kolejce zamawia: „Dla mnie też dwie kiełbasy i dwie bułki”. Na ironiczne komentarze rodziny do jej uporu bohaterka odpowiada: „Czyli jak ktoś będzie cię chciał oszukać, to dla świętego spokoju mu na to pozwolisz, tak?”. Chwilę później biegnie do omdlałego chłopca. Nazywa się Jolanta Wadowska-Król, jest pediatrą w okolicznej przychodni, leczy dzieci z Szopienic.