Jestem aktorką, nie aktywistką
Agata Turkot dla „Polityki”: Po „Domu dobrym” dostałam setki wiadomości od kobiet
ANETA KYZIOŁ: – Ponad 2 mln widzów w kinach, oddźwięk społeczny i medialny, Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego za rolę Gośki, nagrody dla pani i Tomasza Schuchardta na Warszawskim Festiwalu Filmowym, rekordowa liczba 13 nominacji do Polskich Nagród Filmowych Orły. „Dom dobry” Wojtka Smarzowskiego to wielki sukces.
AGATA TURKOT: – Dostałam setki wiadomości od kobiet. Trochę się bałam, że będą w nich chciały uzyskać ode mnie jakieś konkretne wsparcie, pomoc, a ja nie będę umiała temu sprostać, także psychicznie. Jednak najczęściej była to po prostu chęć podziękowania za to, że tę przemilczaną historię domowej przemocy wynieśliśmy na światło dzienne, ponieśliśmy w świat, lub potrzeba powiedzenia, że ja też byłam w tamtym miejscu, ale już nie jestem albo jestem w trakcie zmiany. Myślę, że to, że ten film powstał i że ta historia została opowiedziana, pokazana, zauważona, niezanegowana, dla osób, które doświadczyły przemocy domowej, oznacza ogromną ulgę i też nadzieję, że skoro jest film i tak dużo się o nim rozmawia, to teraz nikt ich prywatnej historii nie będzie tak łatwo podważać, jak to było wcześniej. A i sprawcy może się dwa razy zastanowią, zanim skrzywdzą.
Świadomość, że film może komuś pomóc, jest wspaniała. Ale „Dom dobry” to też porażki. Na festiwalu w Gdyni został kompletnie pominięty przez jury, na Warszawskim Festiwalu Filmowym dostaliśmy nagrody aktorskie, ale sam film już nie. Może okazał się zbyt kontrowersyjny? Byłam przekonana, że to jest najbardziej uniwersalny film Wojtka i że go pokażemy na festiwalach na świecie. To się nie do końca udało. Mam takie poczucie po projekcjach w różnych miejscach, że temat, który podjęliśmy, i naturalistyczny sposób pokazania go – bez znieczulenia – jest wciąż potężnym tabu.