Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Szejnert non-fiction

Szejnert non-fiction. Wychowała pokolenia reporterów. Jej rady są bezcenne i dziś

Małgorzata Szejnert Małgorzata Szejnert Krzysztof Dubiel
Przed 90. urodzinami mistrzyni reportażu Małgorzaty Szejnert dostajemy aż dwie książki: wywiad rzekę „Chłodnia, czyli grzejnia” i wybór jej tekstów prasowych „Chwila przed podróżą”. Część z nich ukazała się w POLITYCE.
Małgorzata Szejnert w rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem.materiały prasowe Małgorzata Szejnert w rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem.

Chłodnią nazywali Szejnert podopieczni reporterzy w „Gazecie Wyborczej”, gdzie przez 15 lat redagowała i kierowała działem reportażu. Nie było łatwo, ale nawet ci, których mocno przećwiczyła, wspominali to z wdzięcznością. Jeździli później do niej na słynne zajazdy do Mięćmierza. „Chłodnia, czyli grzejnia” (wyd. Znak) nie jest zresztą tylko rozmową: znalazły się tu fragmenty opowieści o życiu Szejnert, napisane przez autorów, kilka tekstów reporterki i bardzo ważna część na końcu: zestaw porad pisarskich nazwany „Małą książką kucharską reportera”. Po raz pierwszy usłyszeli je dziennikarze współpracujący z działem reportażu „GW” w 1995 r. Od 30 lat wykorzystują je kolejne pokolenia. I choć wszystko się zmieniło, znikły działy reportażu i media nie mają już tej siły oddziaływania, to ten zestaw porad jest wyjątkowo aktualny, bo żyjemy w czasach, kiedy wszyscy chcą pisać.

Widać zresztą dobrze, jak sprawdzały się te zasady w jej własnym pisaniu. Reportaże Szejnert z czasów PRL to majstersztyki pod każdym względem, również jeśli chodzi o suspens. W „Nie dla nas uśmiech Giocondy” dopiero pod koniec orientujemy się, że w tej wielkiej mobilizacji społeczeństwa chodzi o komplet mebli wypoczynkowych z Jugosławii. Słynny reportaż z Supersamu „Na samie i na tradycji” zaczyna się z kolei niespodziewanie od Mickiewicza. Jedna z zasad Małgorzaty Szejnert brzmi: „Pisząc, pamiętaj o szczegółach, które są, jak powiedział pisarz Philip Roth, palcami olbrzyma”.

Ciekawe, że wszystkie jej książki w jakimś stopniu dotyczą wysp: „Wyspa Węży”, „Wyspa Klucz”, „Dom żółwia. Zanzibar”, Giszowiec z „Czarnego ogrodu” też można tak traktować. Nawet Polesie z „Usypać góry” jest pewnego rodzaju wyspą.

Polityka 12.2026 (3556) z dnia 17.03.2026; Kultura; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Szejnert non-fiction"
Reklama