Topniejący ból
O przemocy seksualnej jako narzędziu wojennym w Ukrainie opowiada dokumentalistka Alisa Kovalenko, autorka filmu „Ślady”
JANUSZ WRÓBLEWSKI: – Jaka jest skala zbrodni seksualnych popełnionych przez rosyjskich żołnierzy od początku wojny w Ukrainie?
ALISA KOVALENKO: – Trudno sprecyzować, ponieważ są to jedne z najbardziej przemilczanych przestępstw. Z wielu źródeł wynika jednak, że mają charakter masowy. Według Misji Monitorującej Prawa Człowieka ONZ na Ukrainie, ponad 90 proc. byłych ukraińskich jeńców wojskowych i cywilnych zgłosiło tortury i nieludzkie traktowanie ze strony rosyjskiego personelu wojskowego. Stwierdzono również, że rosyjskie tortury – w tym tortury o charakterze seksualnym – są powszechne, systematyczne i sankcjonowane na najwyższych szczeblach politycznych i wojskowych, stanowiąc zbrodnie przeciwko ludzkości.
Problem dotyczy obu płci?
Tak. Przemoc dotyka kobiety, mężczyzn, a także dzieci (dziewczynki i chłopców). Wobec mężczyzn częściej stosuje się wyrafinowane tortury nazywane m.in. „telefonem do Putina”: rażenie prądem genitaliów – co może prowadzić do niepłodności – ale też innych części ciała, w tym uszu i języka. Nie są to incydenty, lecz celowa taktyka i broń wojenna. Odnotowuje się je na wszystkich terytoriach, które znajdowały się pod rosyjską okupacją.
Gwałt to świadoma broń stosowana przez sprawców, a żołnierze mają na to przyzwolenie dowódców?
Przemoc seksualna niemal zawsze jest stosowana jako celowa taktyka i narzędzie wojenne mające na celu złamanie morale podbijanych społeczności. Rosyjskie dowództwo w pełni akceptuje takie metody walki. Traktuje je jako klasyczny sposób upokorzenia, zastraszenia, tłumienia oporu ludności wzorowany na metodach starożytnych. Wycofanie się Rosji z konwencji przeciwko torturom jest interpretowane jako przyzwolenie państwa na przemoc.