Dużo sera
Następca Wiedźmina? Polski „Mouse” wygrywa dobrym pomysłem. I brakiem wsparcia AI
Gra „Mysz: Prywatny detektyw do wynajęcia”, debiut warszawskiego studia Fumi Games, niewsparta żadną kosztowną machiną promocyjną, w okolicach premiery była już na listach życzeń ok. 2 mln użytkowników sklepu internetowego Steam. To w przypadku gry indie, czyli tworzonej przez małe niezależne studio, niezwykle rzadki sukces. Świetnie oceniana, wkrótce po premierze dotarła w Steam do pierwszej piątki najlepiej sprzedających się tytułów. Już w pierwszych dniach opowieść o losach mysiego detektywa nabyło 360 tys. osób, a przychód brutto szybko przekroczył 10 mln dol.
Jak to możliwe, że niewielkie studio z Polski odniosło tak spektakularny sukces?
Czytaj też: Tomasz Kisilewicz o tym, jak stworzyć rewolucyjną grę
Animacja bez AI
„Mouse: P.I. for Hire” to opowieść o steranym życiem, nadużywającym sera i hazardu prywatnym detektywie Jacku Pepperze. Rzecz dzieje się w 1934 r., w mieście Mouseburg, w czasach prohibicji, zakazującej sprzedaży serowych używek. Sprawa zaginięcia słynnego magika, którą podejmuje się rozwiązać Jack, szybko przeradza się w śledztwo sięgające najważniejszych myszy w metropolii. W oparach płynnego sera, korupcji, zbrodni i politycznych intryg Jack Pepper przemierza z mauserem – a raczej: micerem – w dłoni ciemne zaułki, bary, nocne kluby, wytworne rezydencje, odstrzeliwując przy okazji tabuny złoczyńców.
Gra jest czarno-biała, nawiązuje stylem do klasycznych pionierskich kreskówek Fleischer Studios i wczesnych produkcji Disneya, z przygodami Myszki Miki na czele. Disneyowski „Parowiec Willie” z 1928 r.