Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. Anthony Hopkins: aktor genialny, a muzyk? Nie za to go kochamy
Człowiekiem przez większość życia był niełatwym, o czym świadczy jego skomplikowane życie osobiste: wychodził z nałogu alkoholowego i depresji, rozwodził się dwukrotnie, z córką z pierwszego małżeństwa całkowicie stracił kontakt, lekarze postawili mu diagnozę zespołu Aspergera (kiedy jeszcze używano tego terminu).
Dziś ma 88 lat i bardzo złagodniał. Z trzecią żoną Stellą (której dedykował dwa utwory na płycie) żyje szczęśliwie już ponad dwie dekady. Wrzuca pogodne rolki na Instagram. Wciąż jest czynnym aktorem, ale – jak wyznaje – jego wielką miłością od zawsze była także muzyka. Grał na fortepianie od czwartego roku życia, przez lata w wolnych chwilach próbował kompozycji. Jako nastolatek pisał muzykę do sztuk wystawianych lokalnie w Port Talbot, jego rodzinnej miejscowości w Walii. W 1994 r. zilustrował muzycznie własny debiut filmowy „Sierpień” – swobodną adaptację „Wujaszka Wani” Antoniego Czechowa. W 2020 r. stworzył też oprawę muzyczną dla debiutu reżyserskiego swojej żony „Przypadek Elyse”.
Serenady dla kota
Hopkins podpisał właśnie kontrakt z Deccą, ale „Life is a Dream” nie jest bynajmniej jego fonograficznym debiutem. Pierwsza płyta „Anthony Hopkins – Composer” wyszła w 2012 r. z City of Birmingham Symphony Orchestra pod batutą Michaela Seala jako wykonawcami, również nakładem firmy Decca w partnerstwie z brytyjskim radiem Classic FM. W tym samym roku skrzypek celebryta André Rieu wykonał publicznie ze swoją orkiestrą skomponowany przez Hopkinsa w wieku 26 lat utwór, którego tytuł stał się zarazem tytułem płyty samego solisty: „And the Waltz Goes On”.