Rozmowa ze Zbigniewem Masternakiem

Obserwuję siebie niby biolog
Był piłkarzem, studentem, Casanovą, mafiozem i wyjętym spod prawa. Jest pisarzem. Rozmowa ze Zbigniewem Masternakiem.

Jest uważany za jedynego w młodym pokoleniu (ur. 1978) reprezentanta literatury chłopskiej. Uważa się za wybrańca, Księcia. Dzieje swego życia przelewa na papier, by stworzyć współczesną polską epopeję zatytułowaną "Księstwo". Planuje żyć dziewięćdziesiąt lat. Swoje życie podzielił na trzy części, każdą zamknie w pięciu tomach. Do tej pory ukazały się trzy. Ostatnia, "Scyzoryk", w zeszłym miesiącu. Jako świętokrzyski watażka sięga po egzotyczną konwencję powieści awanturniczej. A jako człowiek o tradycyjnej wizji świata lubi sypnąć morałem i obsztorcować swoich powieściowych adwersarzy. Był piłkarzem, studentem, Casanovą, mafiozem i wyjętym spod prawa. Jest pisarzem. Przybywa jakby z innego czasu, z innego kraju, a jednocześnie sięga po brutalny realizm. Jest też scenarzystą i producentem dwóch niezależnych filmów "Stacja Mirsk" (pierwsza nagroda na KRAKFFA) i "Wiązanka". Przygotuje biografię Radosława Matusiaka, czołowego piłkarza polskiej reprezentacji piłkarskiej. Andrzej Barański pracuje nad adaptacją filmową "Księstwa".
 
 

Joanna Wojdas: Podobno jako siedmiolatek połknąłeś dziesięć złotych z Sienkiewiczem i wydarzenie to naznaczyło całe twoje życie?

Zbigniew Masternak: Z tym Sienkiewiczem to prawda. Połknąłem dychę i do dzisiaj nie udało mi się jej wydalić. Od tamtej pory ciągle opowiadam jakieś historie, szybko zacząłem je spisywać. Jako siedmiolatek miałem już kilka opowiadań - pisałem głównie o czasach starogreckich, np. o wojnie spartańsko-ateńskiej. Jak trzynastolatek debiutowałem opowiadaniem science-fiction w lokalnym "Głosie Gminy Baćkowice" - napisałem to opowiadanie na lekcji polskiego, bo nie chciało mi się pisać normalnego wypracowania. Tak się spodobało polonistce, że zaniosła je do gazety. W ósmej klasie - napisałem czterotomową powieść "Złamana Strzała" o przygodach indiańskiego wojownika. W drugiej klasie liceum była sześćsetstronicowa (mówię o brulionie) monografia poświęcona Indianom Ameryki Północnej - historia, kultura, wierzenia. W trzeciej i czwartej klasie ogólniaka była poezja - dzięki pomocy szkoły w 1996 roku wydałem w tomik "Mroczny krajobraz". Prawdziwa literatura zaczęła się w 1998 roku, kiedy zacząłem prowadzić dziennik. Diariuszowe zapisy zaczęły przekształcać się w opowiadania. W 2000 roku debiutowałem oficjalnie w "Twórczości". I jakoś to poszło.

Opowiedz o "Księstwie", twoim głównym projekcie literackim, i o twoim bohaterze Diego Armando Goethe.

"Księstwo" jest moim cyklem autobiograficznym. To próba stworzenia współczesnej polskiej epopei. Ze mną w roli herosa. Poprowadzę mojego bohatera od dzieciństwa po późną starość. Założyłem sobie 90 lat. Na razie udało mi się opisać młodość. W 2006 roku ukazały się dwie książki z tego cyklu - "Niech żyje wolność" i "Chmurołap", w lutym tego roku wyszedł "Scyzoryk". Mam jeszcze gotowe księgi czwartą i piątą - "Jezus na prezydenta!" i "Nowe niebo, nowa ziemia". Tę ostatnią napisałem wspólnie z moją żoną Renatą. Na tym kończy się etap młodzieńczy. Wraz z narodzinami syna Wiktora zaczął się etap dojrzały. Podcykl - "Młodość" w "Księstwie" rozpoczyna się, kiedy mam kilka lat, a kończy, kiedy rodzi mi się syn. To jemu przekażę w spadku świętokrzyskie legendy i marzenia.

Jak doszło do publikacji pierwszej części "Księstwa"?

Żeby napisać swoją pierwszą książkę - "Niech żyje wolność", czyli księgę drugą "Księstwa", bo muszę wyjaśnić, że książki powstawały niechronologicznie, olałem studia prawnicze. Skończyłem ją ok. 2002 roku, ale nikt nie chciał jej wydać. Niby miałem jakieś tam propozycje, ale nic z nich nie wynikało. Zdenerwowało mnie to na tyle, że w 2005 roku zrobiłem parę lewych interesów, zapożyczyłem się i sam wydałem książkę.

Na ile "Księstwo" jest autobiografią?

Bohater to w znacznym stopniu ja. Opisuję, to co mi się przytrafia, albo o czym mi ktoś opowie. Ale to nie do końca autobiografia. Np. uśmierciłem swego ojca, a on miewa się znakomicie. Poza tym mam brata i siostrę, których w książkach nie ma. Moje przypadki są gdzieniegdzie wyolbrzymione, a w innym miejscu uładzone, żeby nikt się nie czepiał.

Podszczypujesz swoje życie, żeby książka miała rumieńce?

Powiem tak - jeśli jesteś młodym pisarzem i chcesz się utrzymać z literatury, nie da się nie podszczypywać życia. Ono samo się o to prosi.

A czy w takim razie nie traktujesz swojego życia, no i przede wszystkim ludzi, którzy się w nim przewijają, przedmiotowo?

Traktuję.

Dlaczego opisujesz to, co się wydarzyło? Masz kłopoty z wymyślaniem historii, czy chodzi np. o autentyczność?

Mam dwóch patronów literackich - Marcela Prousta i Honoire de Balzaka. Obaj stworzyli dwa monumentalne dzieła. Pierwszy skupił się na sobie, drugi w "Komedii ludzkiej" opisywał społeczeństwo. Chcę, żeby "Księstwo" było wypadkową tych idei.

Piszesz: "Chciałem stworzyć współczesny epos. A siebie samego kreowałem na jego herosa. Mimo strachu czułem się dumny, że to właśnie mnie przytrafiają się te przygody. Jakbym był wybrańcem." Skąd taki pomysł? Skąd w nowoczesnych czasach taka niedzisiejsza potrzeba mocnych, wspartych mitem fundamentów, taka chęć nadania swojemu życiu ściśle określonego sensu, kierunku?

Za jakieś dwa tysiące lat ludzkość ulegnie zagładzie. Przylecą kosmici. Odnajdą w jakiejś skrzyni kilkanaście tomów "Księstwa". Niech na jego podstawie odtworzą sobie losy statystycznego ziemianina.

"Nagle przyszło mi do głowy, żeby zdobyć to miasto. Zdobyć pieniędzmi, penisem, literaturą i filmem... Zdobyć znaczy upokorzyć? Upokorzyć, bo kiedyś sam zostałem przez nie upokorzony.", twój bohater często snuje resentymentalne marzenia. Gdy przychodzi klęska mówi: "Czuję się rozbity, zrujnowany i samotny..." Opisujesz to jako dramat, ale też ironizujesz: "Świętokrzyska kura próbująca wzbić się do lotu i zostać orłem." Podśmiewasz się czasem ze swojego bohatera i jego fantasmagorii. Czemu przypisujesz jego niepowodzenia? Brak konsekwencji, rozpoznania rzeczywistości, fatum - wszak to nowy Odys? Nie wydaje się, by w dzisiejszych czasach pochodzenie tak mocno przeszkadzało w awansie społecznym.

Pochodzenie społeczne w dalszym ciągu jest problem, a kariery jednostek, którym udaje się wyrwać ze wsi, albo miejskich slumsów, tylko to potwierdzają. Jak pochodzisz z takiej wsi, jak moja, droga do sukcesu znacznie się wydłuża. Straciłem mnóstwo czasu na odrabianie start do rówieśników. Dopiero teraz dochodzę do poziomu finansowego na którym wielu moich równolatków było dziesięć lat temu - bez wysiłku, wszystko mieli od rodziców. To nieprawda, ze pisarze powinni być biedni, bo wtedy lepiej piszą. Jak żyjesz w nędzy, trudno arcydzieło.

Masz 30 lat, a twoją biografią można obdzielić kilka żywotów ludzkich. Byłeś nieźle zapowiadającym się piłkarzem, studentem prawa, filologii polskiej, myślałeś o AWF, studiowałeś osiem lat, ale nie skończyłeś żadnego kierunku. Sprzedawałeś fałszywe karty telefoniczne, handlowałeś ukraińską wódką i ukraińskimi ikonami, w związku z czym masz wilczy bilet. Zjeździłeś Francję, zarabiając na podróż żebraniem w mnisim habicie. Byłeś zamieszany w nielegalne sprawy, szukała cię policja. Twój bohater to naraz literat i dres, piłkarz i student prawa, człowiek głodny sukcesu, ale nie mogący znaleźć domu i "stać się kimś". Stwarzasz się tak wciąż na nowo z powodu niepowodzeń, z niezdecydowania, na potrzeby książek, czy może z pasji życia?

Tylko literatura kanalizuje te wszystkie moje dotychczasowe inicjatywy. Żeby być dobrym pisarzem, muszę doświadczyć, poznać jak najwięcej. Znajomość realiów wszystkich tych profesji sprawia, że to co pisze, jest bardziej wiarygodne.

Jesteś obcym, włóczęgą skazanym na wieczną tułaczkę?

Może to jakaś nerwica, ale jestem ciągle w drodze. Nawet teraz, kiedy mam syna, wydawać by się mogło, że jestem skazany na stabilizację. Owszem, w pewnym stopniu tak jest - mam wynajęte duże mieszkanie, a w nim stoi łóżeczko dla dziecka. Ale to mi nie przeszkadza w ciągłym podróżowaniu. Wiktor wyjeżdża na tydzień do teściów, a my z Renią ruszamy w trasę.

Literatura i mit Księcia-Odysa ma nadać sens i uwznioślić ten kalejdoskop? Ten konflikt między fragmentarycznością, a potrzebą całości chyba nadaje twojemu pisaniu dynamikę?

"Księstwo" to eksperyment, jaki przeprowadzam na sobie samym. Obserwuję siebie niby biolog, który bez sentymentu opisuje badane żyjątko. Nie mam dla siebie specjalnej litości. Wzloty i upadki mojego bohatera ani mnie ziębią, ani grzeją, to tylko badany obiekt.

Jesteś w polskiej literaturze postacią osobną. Jako jedyny pisarz z pokolenia obecnych trzydziestolatków uprawiasz literaturę wsi. Do tego nawiązujesz do równie egzotycznej literatury awanturniczej opowiadającej o świętokrzyskim watażce z artystycznymi ambicjami. Funkcjonujesz poza środowiskiem literackim, zarówno jeśli chodzi o sposób bycia i kontakty towarzyskie, jak i w kontekście literackich trendów i rozumienia świata, przez co z jednej strony twoja literatura jest świeża i oryginalna, ale z drugiej archaiczna i naiwna. Pewnie dlatego krytyka nie wie, co z tobą zrobić. Z czego wynika twoja postawa outsidera?

W polskiej literaturze współczesnej razi mnie sztuczność i felietonowość, brak rozmachu pisarskiego. Weźmy Pilcha - mógłby być pisarzem z prawdziwego zdarzenia, a on drobi jakieś kawałki o wadze rubryczki w tygodniku. Jak to się ma do dzieł Prusa albo Sienkiewicza? A potem nasi pisarze się dziwią, że ich pisanie traktowane jest za granicą marginalnie. Ja wybrałem dla siebie inną drogę, Chcę zrobić coś dużego, odważnego, nawet, jeśli nie będzie to doskonałe. Nie mam zamiaru oglądać się na to, co robią inni.

"Czego ja od niej chcę - jest śliczna jak modelka, dobra jak anioł, wierna jak pies?", "Kobiety zaczęły rozmawiać o kosmetykach, a my, faceci w czarnych skórzanych kurtkach na korytarz." Twój bohater to z jednej strony romantyk, z drugiej macho. W twoich książkach roi się od kobiet, ale to raczej przedmioty seksualnych marzeń, spełnień i frustracji, czasem słodkie maskotki i wytęsknione przyszłe "dobre żony". Tu możliwości rodzaju żeńskiego gatunku człowiek jakby się wyczerpywały...

Tak samo, jak w swoim życiu imałem się wielu zajęć, żeby dowiedzieć się, że najbardziej cenię sobie literaturę, tak samo w życiu osobistym był czas poszukiwań. Wiedziałem, kogo szukam i udało mi się tę osobę znaleźć. Jesteśmy z Renią dwa lata po ślubie i wiem, że znalazłem tę, której szukałem.

Obraz wsi w twoich książkach jest bezwzględnie realistyczny - zawiść, pijaństwo, zabobon, bezwład, nierzadko głupota i chamstwo; kraina przegranych. Czasami pojawia się nostalgicznie umityczniona kraina dzieciństwa, wszak twój bohater jest tyleż cwaniakiem i realistą, co marzycielem ze skłonnością do fantasmagorii. Jaka jest polska wieś?

Jeden z krytyków napisał, że "Niech żyje wolność" to trochę jakby współczesna wersja "Chłopów". Nie miałem zamiaru rywalizować z Reymontem, może bardziej z Redlińskim, i to nie z "Konopielką", a bardziej z "Listami z Rabarbaru", ale coś jest w tym twierdzeniu. Udało mi się stworzyć w miarę wierny obraz współczesnej polskiej wsi. Jak ktoś jest tego ciekaw, niech zajrzy do tej książki.

Podobno jesteś na swoich ziemiach pisarzem popularnym, ale skazanym na banicję?

Lokalna prasa uczyniła ze mnie następcę Reymonta. Ale krajanie mają mi za złe, że ich oszpeciłem w swoich książkach. Może złoszczą się, bo prawda boli.

Twoje pisanie jest naznaczone filmową formą i typem obrazowania. Zresztą zajmujesz się filmem. Dlaczego się nie przesiądziesz? Po co ci literatura?

Chodzi o trwałość materiału. Film to obecnie popularniejsza forma od literatury. Dlatego cieszy mnie, że moje książki i opowiadania są tak chętnie filmowane. Filmy przyczynią się do ich popularyzacji. Jednak to literatura przetrwa tysiące lat, nie film. Wiele filmów nakręconych nawet kilkanaście lat temu ma już kiepską jakość. Nie ma nośników, które pozwolą im trwać w nieskończoność. A słowo zawsze przetrwa. Weź np. Biblię albo epos o Gilgameszu, księgi indyjskie. A porównaj z tym np. "Pancernik Potiomkin". Zobacz, jaka różnica w jakości archiwizacji.

Masz synka. Jaki los wymyśliłeś dla następcy tronu, Książę?

Wiktor bardzo dobrze się rozwija, jest śliczny, silny i piekielnie bystry. Będzie kontynuował to, czego mnie nie uda się zrobić.

Wrócisz na ojcowiznę?

Tak, jak się dorobię. Wtedy zburzę oborę i stodołę, a na ich miejscu wzniosę wspaniały pałac. Jak na prawdziwego Księcia przystało.
 
 

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj